• Sobota, 16 maja 2026

    imieniny: Andrzeja, Szymonety

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Wracamy do Zgórska

Wtorek, 7 czerwca 2016 (20:59)

Z Wojciechem Łuczakiem, prezesem Fundacji „Niezłomni” im. mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziller

 

Jak będą wyglądać prace po-szukiwawcze ofiar UB w okolicach Zgórska pod Kielcami?

– Przez tydzień bądź kilka dni będziemy na szeroką skalę prowadzić prace poszukiwawcze. Wypróbowanym miejscem egzekucji był lasek, do którego dojeżdżała ciężarówka. Wjeżdżała w lekki wąwóz, gdzie dokonywano egzekucji. Co ważne, te doły były przygotowywane wcześniej. Dwie ze znalezionych przez nas wcześniej ofiar miały skrępowane z tyłu ręce. Mamy wytypowane kolejne miejsca w lesie w okolicach Zgórska. Podczas zaznaczania takich miejsc patrzymy m.in. na drzewa, na których często pozostały ślady po kulach. Drzewa znaczone były też niejednokrotnie krzyżami przez ludzi, którzy chcieli dyskretnie upamiętnić te miejsca.

Gdzie będziecie szukać?

– Poszukiwania prowadzić będziemy wokół miejsca, gdzie ostatnio odnaleźliśmy 8 ofiar UB. Metoda poszukiwań zawsze zależy od okoliczności. W tym przypadku wyszliśmy z założenia, że jakiekolwiek zgrupowanie łusek będzie dla nas sygnałem do tego, żeby rozpocząć wokół tego miejsca poszukiwania. Tak też było podczas naszych wcześniejszych prac w okolicach Zgórska. Za pomocą detektorów metali typowaliśmy miejsca, w których są łuski. Bez detektorów nie zrobilibyśmy nic, gdyż zarysy jam grobowych w tym miejscu są praktycznie niewidoczne. Prace ziemne, które tam prowadzimy, mają dość duży rozmach. Wiemy, że musimy metodycznie przeszukiwać typowane przez nas rejony, żeby znaleźć ewentualnie kolejne groby. Współpracujemy tutaj ściśle z prokuratorem oddziału małopolskiego Komisji do Spraw Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, który otrzymuje wszystkie nasze raporty.

Aleksander Życiński ps. „Wilczur”, którego szukacie od ubiegłego roku, może leżeć w okolicach Zgórska czy raczej na kieleckiej Łączce?

– Teoria, że „Wilczur” może leżeć na kieleckiej Łączce, pojawiła się tak naprawdę po raz pierwszy. Oczywiście tak może być, ponieważ komuniści działali w taki sposób, by zatrzeć ślady, a nie żeby je za sobą zostawiać. Z zachowanych więziennych dokumentów ubeckich wynika, że czterej partyzanci: Aleksander Życiński ps. „Wilczur” (rocznik 1926), Józef Figarski ps. „Śmiały” (rocznik 1914), Czesław Spadła ps. „Mały” (rocznik 1925) i Karol Łoniewski ps. „Lew”, „Czarny” (rocznik 1925), zginęli tego samego dnia, a dokładnie 24 września 1948 roku. Wiele wskazuje na to, że w odkrytej przez nas jamie grobowej w okolicach Zgórska leżą właśnie oni. Pobraliśmy od nich wszystkich materiał genetyczny, trwają prace identyfikacyjne.

Dlaczego właśnie w tym lesie szukacie?

– Zachował się jedyny przekaz leśniczego na temat miejsca ich egzekucji, który jakoby miał ją widzieć. W miejscu wskazanym przez niego stoi dziś symboliczny nagrobek upamiętniający tych czterech partyzantów. Wokół niego w 2005 r. IPN prowadził poszukiwania sprawdzające, a we wrześniu ubiegłego roku my je przeprowadziliśmy. Był to dla nas taki pierwszy oczywisty trop, który podjęliśmy. Postanowiliśmy zbadać dokładniej teren dookoła pomnika i w kilku innych miejscach. Nic z tego jednak nie wynikło, nie znaleźliśmy żadnych śladów. Przełom nastąpił w grudniu, gdy ok. 1,5 km od pomnika, w którym teraz prowadzimy poszukiwania, odnaleźliśmy kilka jam grobowych. W pierwszej leżały dwie osoby, co do których personaliów oczywiście też mamy własne podejrzenia, ale na razie nie chciałbym ich ujawniać. Następnie znaleźliśmy jamę z czterema już osobami. Liczba zamordowanych mogłaby sugerować, że mogą to być właśnie ci czterej wspomniani partyzanci, tym bardziej że nie dysponujemy żadnymi danymi, by jednego dnia zamordowanych zostało jakichś czterech innych więźniów przetrzymywanych w więzieniu kieleckim.

Co wykazały ostatnie prace?

– Znaleźliśmy wokół badanego przez nas obszaru jeszcze dwie jamy o nieregularnym układzie, a w nich po jednej osobie. Dziś możemy śmiało powiedzieć, że wszyscy – w sumie 8 odnalezionych przez nas osób – to są Polacy. W każdym przypadku mieli oni przy sobie medaliki i szkaplerze opisane w języku polskim, a amunicja, którą znaleźliśmy w dnie wykopów, była typu rosyjskiego tokariew. Wiadomo też, że egzekucji dokonano po 1945 r., oczywiste więc jest, że mordował UB. To były ewidentne egzekucje nad dołem. Nie strzelano do nich metodą katyńską w tył głowy, lecz raczej w korpus.

Jesienią tego roku ruszą prace ekshumacyjne na cmentarzu na Piaskach w Kielcach.

– Z kwerendy prowadzonej tam przez regionalistę Wojciecha Zapałę wynika, że na tym obszarze najczęściej pod płotem dokonywano tajnych pochówków. W dostępnych księgach cmentarnych funkcjonują cały czas zapisy z nazwiskami i imionami ofiar oraz źródłem pochodzenia ich zwłok. Widnieje przy nich napis: „więzienie kieleckie”. W ten sposób udało nam się znaleźć rok temu zapis w księdze cmentarnej dotyczący Stanisława Grabdy ps. „Bem”. Jest świadectwo również ówczesnego szefa cmentarza o tym, że w nocy przywożono szczątki na cmentarz na Piaskach. Mówi w nim o ciałach zawiniętych w płótna, które pod osłoną nocy były grzebane. Wśród nich może leżeć tam właśnie Grabda. Z dokumentacji cmentarnej wynika jednak, że w miejscu, gdzie miałby spoczywać, jest już współczesny pochówek. Oczywiście musi to zostać sprawdzone. Prace na kieleckiej Łączce wymagają więc wielkich nakładów finansowych, dlatego że to jest duży obszar, a poza tym jego część pokrywają współczesne nagrobki, podobnie jak na powązkowskiej Łączce. Ze względu na rozmiary kieleckiej Łączki mogą spoczywać tam wszystkie osoby zabite w kieleckim więzieniu.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Czartoryski-Sziler