• Sobota, 16 maja 2026

    imieniny: Andrzeja, Szymonety

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Anakonda to test na zgranie

Poniedziałek, 6 czerwca 2016 (20:14)

Z gen. broni Markiem Tomaszyckim, dowódcą operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych, rozmawia Piotr Falkowski

Dziś rozpoczynają się wielkie ćwiczenia Anakonda 16. Do opinii publicznej docierają informacje o różnych efektownych zdarzeniach, ale dość rozproszonych. Z Pana punktu widzenia jako kierownika ćwiczenia – jaki jest zasadniczy sens tych wszystkich działań?

– Ćwiczenie Anakonda ma na celu przygotowanie systemu obronnego państwa do przeciwstawienia się agresji potencjalnego przeciwnika. To nie tylko zbiór epizodów. Na wydarzenia, które są najważniejsze, bardziej zwracamy uwagę, a zarazem chcemy je pokazać. Najtrudniejsza rzecz, nad którą pracujemy, jest jednak najmniej widoczna. To całe planowanie, organizacja współdziałania, synchronizacja wszystkiego, koordynacja, postawienie zadań dla poszczególnych szczebli dowodzenia, doprowadzenie tych zadań do ostatniego wykonawcy. To jest też największa wartość tego typu ćwiczeń.

Te ćwiczenia odbywają się co dwa lata. Czy w tym roku odbędzie się coś naprawdę nowego poza rekordową skalą całego przedsięwzięcia?

– Nowe jest to, że używamy elementów dowodzenia Sojuszu Północnoatlantyckiego – Dowództwa Komponentu Lądowego z Izmiru (Turcja) oraz Wielonarodowego Korpusu Północ-Wschód w Szczecinie. Praktyczne przekazanie i przejęcie odpowiedzialności przez elementy dowodzenia NATO jeszcze nigdy nie było w Polsce ćwiczone. To jest absolutna nowość.

Do tej pory Anakonda to były ćwiczenia w zasadzie narodowe, dopiero 4 lata temu mieliśmy symboliczny udział naszych sojuszników, dwa lata temu był już większy, bo było osiem państw. Ale obecnie to już są w pełni międzynarodowe ćwiczenia, w których biorą udział aż 23 inne państwa – 18 członków NATO i 5 krajów partnerskich. Oni ćwiczą z nami najważniejsze procedury, a więc przybycie na nasze terytorium, wzmocnienie naszego systemu obronnego, przejęcie odpowiedzialności i wspólne wykonanie zadań. Ćwiczenia nie na tym polegają, żeby za każdym razem coś nowego pokazywać, ale zgrywać wszystko to, co już jest. Trzeba pamiętać, że w ćwiczeniach bierze udział nie tylko wojsko, ale także służby podległe MSWiA i innym resortom. To jest zatem ćwiczenie uruchamiające cały potencjał bezpieczeństwa państwa zarówno w układzie militarnym, jak i pozamilitarnym, na przykład w ramach ćwiczenia rozwinięte zostało pięć stanowisk kierowania wojewodów. Wszystkie te elementy mają funkcjonować prawidłowo w jednym planowym działaniu.

Ta skala jednak robi wrażenie. W czerwcu Polska staje się jednym wielkim poligonem.

– Wymiar tego ćwiczenia jest potężny. Na pewno po 1989 r. nie było tak dużego ćwiczenia. To, że bierze w nim udział 31 tys. żołnierzy, jest zupełnym precedensem, jeśli chodzi o współczesną Polskę. Jest to skomplikowane ćwiczenie. Rzeczywiście zajęte są wszystkie nasze poligony, ćwiczymy również poza poligonami. Będziemy widoczni.

Czy dzięki takiemu ćwiczeniu Polacy mogą czuć się bardziej bezpieczni?

– Po to właśnie są takie ćwiczenia, by w przypadku ewentualnego konfliktu maksymalnie skrócić lub uniknąć potrzeby planowania, zgrywania, synchronizacji, aby wszystko było już sprawdzone i gotowe. Im więcej tego typu ćwiczeń – zarówno narodowych, jak i z udziałem sojuszników – tym lepiej jesteśmy przygotowani do działań nie tylko w sytuacji zaskoczenia, ale także narastania konfliktu.

Politycy nie ukrywają, że te ćwiczenia to też pewna demonstracja możliwości NATO wobec Rosji, która od pewnego czasu prowadzi swoje manewry bardzo często, w ogromnej skali i bardzo prowokacyjnie. Jak to wygląda z wojskowego punktu widzenia?

– W scenariuszu ćwiczenia oczywiście nie wskazujemy żadnego realnego przeciwnika. Tło ćwiczeń jest fikcyjne i pochodzi z natowskiego Skolcana, który zakłada, że przeciwnikiem są sztuczne państwa rozmieszczone mniej więcej na Półwyspie Skandynawskim, a miejsce, gdzie na mapie jest Rosja, w ogóle nie jest brane pod uwagę. Natomiast sens polityczny ćwiczenia to jego wymiar strategicznego odstraszania, pokazanie spójności i świetnego wyszkolenia żołnierzy przede wszystkim naszych, a także naszych sojuszników i partnerów. Proszę pamiętać, że Anakonda to ćwiczenie planowe odbywające się co dwa lata. Ale normalnie odbyłoby się ono jesienią, a jest prowadzone w czerwcu – wybrano czas przed warszawskim szczytem NATO, żeby pokazać, że założenia poprzedniego szczytu w Newport są realizowane.

Ale i tak daleko nam do skali niektórych niezapowiedzianych manewrów rosyjskich, w których przerzuca się dziesiątki tysięcy żołnierzy na tysiące kilometrów.

– Ilość nie zawsze przechodzi w jakość. Gdyby patrzeć na liczbę żołnierzy, powinniśmy się obawiać najbardziej Chin i Indii czy nawet Pakistanu. Ćwiczenia w wielkiej skali zarówno pod względem wielkości personelu, jak i sprzętu pokazują sprawność i zdolność do wykonywania zadań. Na pewno robi to wrażenie. My jednak robimy swoje. Przygotowujemy siebie i Sojusz do kolektywnego współdziałania i czy to będzie 30, czy 20 tysięcy żołnierzy, to wszystkie procedury muszą być przerobione.

Różni nas od Rosjan na pewno defensywny charakter prowadzonych ćwiczeń.

– Na pewno to są wszystko działania czysto obronne. Proszę zwrócić uwagę, że założeniem scenariusza jest, iż ćwiczenie odbywa się przed wybuchem konfliktu. Przed wojskami postawiono zadanie, by odstraszyli przeciwnika, żeby nie odważył się przekroczyć granicy. To chcemy osiągnąć przez naszą sprawność. Oddziały po przejściu na poligony i place ćwiczeń przystępują sprawnie do odtworzenia zdolności bojowej, do zgrywania bojowego jednostek w ramach ugrupowań narodowych i sojuszniczych, i osiągają zdolność do wykonywania zadań wcześniej niż potencjalny przeciwnik. Taka jest główna idea. Rzadko dotąd ten wymiar był uwzględniany, trenowany i osiągany. Kontratak to rzecz wtórna wobec osiągnięcia zdolności wyprzedzenia przeciwnika. Najmądrzejsze zachowanie to nie walczyć z wrogiem, tylko go zniechęcić.

Pan Generał jest także oficerem wskazanym do objęcia stanowiska Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych na wypadek wojny. Jak Pan się przygotowuje do tej roli?

– Dokładnie robiąc to, o czym rozmawiamy. Będąc dowódcą operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych, mogę prowadzić ćwiczenia tego typu jak Anakonda, ale też ćwiczenia dowódczo-sztabowe. Jednym z zadań Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych jest przygotowanie stanowiska dla Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych, więc takie połączenie stanowiska dowódcy w DORSZ i kandydata na Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych bardzo ułatwia mi przygotowanie się do tej roli. Obecnie mogę sam planować i przeprowadzać ćwiczenia, które w cyklu sześcioletnim sprawdzają całość Sił Zbrojnych RP i praktycznie cały obronny układ pozamilitarny, a więc siły, którymi miałbym dowodzić w razie wojny.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Falkowski