Stanowisko KE paliwem dla opozycji
Piątek, 3 czerwca 2016 (03:22)Z Tomaszem Porębą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Komisja Europejska przyjęła opinię o zagrożeniach dla praworządności w Polsce. Choć treść jest poufna, to wynika z niej, że to polski rząd według Komisji nie podjął działań w sprawie rozwiązania kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Zgadza się Pan z taką oceną?
– Absolutnie nie mogę się zgodzić z taką oceną, gdyż to właśnie polski rząd wielokrotnie podejmował inicjatywę na rzecz rozwiązania sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Były organizowane spotkania z przedstawicielami wszystkich partii, z inicjatywy marszałka Marka Kuchcińskiego powstał zespół ekspertów, który analizuje opinię Komisji Weneckiej. Zarówno premier Beata Szydło, jak i poszczególni ministrowie polskiego rządu spotykali się z przedstawicielami unijnych instytucji i przekonywali o chęci i gotowości zawarcia porozumienia. To pokazuje, że nie po naszej stronie należy szukać braku dobrej woli.
Spodziewał się Pan negatywnej opinii KE, zwłaszcza po wizycie Fransa Timmermansa w Warszawie, który wyraźnie stwierdził, że sprawa ta powinna zostać załatwiona w Polsce? I kiedy mogło się wydawać, że mamy nawet pewne ocieplenie relacji na linii KE – Polska, to ta decyzja wcale o tym nie świadczy...
– Ale wiceprzewodniczący Timmermans na ostatniej konferencji prasowej ponownie powtórzył, że sprawa powinna zostać załatwiona w Polsce, i tu pełna zgoda. Nie rozumiem zatem, skąd taka postawa Komisji Europejskiej wobec polskiego rządu i wyznaczanie kolejnych terminów na „ustosunkowanie się” do wydanej dziś opinii Komisji.
Timmermans wiele mówił o trwającym dialogu z Polską, ale czy fakty nie pokazują, że bardziej odpowiednim określeniem w tym wypadku byłoby słowo dyktat?
– Dialog jest potrzebny i dobrze, że jest prowadzony. Pytanie tylko, czy dla Komisji Europejskiej głównym punktem odniesienia powinien być nie polski rząd, a opozycja. Jeśli intencje KE byłyby uczciwe i rzeczywiście miały na celu rozwiązanie kryzysu konstytucyjnego w Polsce, to gremium to powinno przekonywać do koncyliacyjnego podejścia opozycję czy też przedstawicieli TK. Wszystko po to, aby można było wypracować kompromis. Na razie stanowisko KE staje się dodatkowym paliwem dla opozycji, co zamiast zakończyć konflikt, jeszcze bardziej podsyca atmosferę i przedłuża spór.
Czy KE jednak nie wykracza poza swoje kompetencje i na ile może to być element presji na polskie władze w sprawie złagodzenia stanowiska wobec imigrantów?
– Nie mam wątpliwości, że gorliwość, z jaką Komisja Europejska zajmuje się sytuacją w Polsce, wynika w znacznej mierze z chęci niezajmowania się czy wręcz przykrycia problemów, z którymi unijne instytucje po prostu sobie nie radzą. Mam tu na myśli chociażby wspomniany przez pana kryzys imigracyjny, który obnaża już nie tylko brak kompetencji, co nawet woli jego rozwiązania. Przypominam także, że już w tym miesiącu odbędzie się referendum w sprawie dalszego członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Sondaże na chwilę obecną nie są zbyt optymistyczne, tymczasem Komisja Europejska woli się zajmować Trybunałem Konstytucyjnym w Polsce, zamiast zadbać o konsolidację Wspólnoty.
Jaki jest dalszy scenariusz wydarzeń i na ile ta opinia jest wiążąca dla rządu w Polsce?
– W Polsce trwają obecnie prace nad nową ustawą, która powinna pojawić się na przełomie czerwca i lipca. Wierzymy, że będzie to ważny krok ku zakończeniu dyskusji wokół Trybunału Konstytucyjnego. Szanujemy opinię Komisji Europejskiej i zgadzamy się, co do tego, że sprawa powinna zostać rozwiązana w Polsce. Na razie widać jednak, że Komisja nie spieszy się z kolejnymi decyzjami, co sprzyja podgrzewaniu atmosfery w Polsce i – tak jak wspomniałem wcześniej – daje opozycji paliwo na kolejne tygodnie.
Czy – hipotetycznie – może dojść do trzeciego etapu, czyli do głosowania nad sankcjami wobec Polski i czyja byłaby to porażka Polski czy może bardziej KE?
– Taki scenariusz, owszem, jest możliwy. Tyle tylko, że taka decyzja byłaby znacznie bardziej ryzykowna dla Komisji Europejskiej niż dla Polski, gdyż groziłaby konfliktem w Radzie Europejskiej. Zakładając, że do takiej sytuacji doszłoby, to na szczeblu przedstawicieli rządów sprawa z pewnością zostanie przyblokowana, gdyż wiele państw nie wyrazi zgody na tego typu działania wobec Polski. Mam jednak nadzieję, że Komisja Europejska w końcu to dostrzeże, że się zreflektuje i w konsekwencji wycofa ze swoich szkodliwych działań przeciwko Polsce, w której demokracja ma się dobrze.