Stygmat krzyża
Poniedziałek, 30 maja 2016 (19:54)W atmosferze narastającego zagrożenia Kościół koptyjski w Egipcie pozostaje żywą wspólnotą.
Od wieków egipscy Koptowie, nawet małe dzieci, noszą wytatuowany na rękach krzyż. Dzięki niemu nigdy nie zapominają o swoich korzeniach i tradycji, do której mogą sięgać w czasach prześladowań. Dziś chrześcijanie w Egipcie mają wszelkie podstawy do tego, by się bać.
Ci, którzy decydują się na pozostanie w swoim kraju, są gotowi na męczeństwo. – Jesteśmy cierpliwi. Nie mamy nic innego, jak tylko cierpliwość. Prześladowania, które nas spotykają, umacniają nas, bo wiemy, że zbliżamy się do Jezusa. Moje rodzeństwo żyje poza granicami Egiptu. Wyjechali do Ameryki. A ja bardzo kocham ten kraj i nie wyobrażam sobie, żeby cała rodzina zabrała swoje dzieci i wyjechała. W ten sposób przecież tracimy dom, tracimy nasz Kościół – mówią młodzi katolicy z Aleksandrii.
Świadkowie wiary
Koptów uważa się za potomków starożytnych Egipcjan. Są bardzo życzliwi, czego doświadczaliśmy codziennie w czasie naszej podróży po tym pięknym i tajemniczym kraju. Widzi się na ich twarzach uśmiech i wyczuwa pogodę ducha mimo grożącego im nieustannie niebezpieczeństwa. Koptyjski biskup Luksoru Johanes Zakarija tak mówi o swoich rodakach: – Egipcjanie są z natury ludźmi kochającym innych. Mają otwarte serca. Noszą w swoich genach wezwanie do miłości, pokoju i współdziałania.
Jednak być chrześcijaninem w państwie muzułmańskim oznacza przede wszystkim gotowość na dawanie świadectwa. Chrześcijanie są obywatelami drugiej kategorii, mają kłopoty ze znalezieniem pracy, żyją cały czas pod presją. – Nie ma życia bez wiary chrześcijańskiej. Od dzieciństwa byliśmy przygotowywani do konkretnej posługi, uczyliśmy się o Jezusie. Nie ma życia bez Jezusa – stwierdza Rami Salim, młody katechista z Minii.
W Egipcie wszędzie widać nowe meczety. Są budowane w błyskawicznym tempie, często na polach uprawnych albo w pobliżu kanałów nawadniających. To wszystko dzieje się wbrew przepisom egipskiego prawa budowlanego, powodując zanieczyszczenia wód i zniszczenia upraw. Ale nikomu to nie przeszkadza. Tymczasem oczekiwanie na pozwolenie na budowę chrześcijańskiego kościoła na wolnym od zakazów gruncie trwa ponad dwadzieścia lat. Do tej pory na wzniesienie świątyni konieczna była zgoda prezydenta państwa.
Duchownym nie wolno kupować ziemi pod budowę kościoła, a jeśli już taka się rozpocznie, na ogół zaraz obok wyrasta minaret. Egipskie przepisy przewidują, że kościół nie może znajdować się w odległości mniejszej niż 300 metrów od meczetu. I nie ma znaczenia, że świątynię na danym terenie zaczęto budować wcześniej. Zostaje ona wówczas zniszczona.
Muzułmanie nie tolerują również odmienności obyczajowej i religijnej. Chrześcijańskie kobiety są obrażane i lżone na ulicach, bo nie noszą chust na głowach. W małych wsiach dziewczynki boją sie wyjść z domów bez okrycia głowy, nawet do pobliskiego sklepu czy szkoły. – Wyjście na ulicę bez chusty jest dla chrześcijańskiej kobiety manifestacją nie tylko wolności, niezależności, ale także testem na jej wiarę – mówi ks. Andrzej Halemba ze Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.
Potwierdza to siostra zakonna. – Gdy idziemy ulicą, słyszymy, jak mówią: „Nauczymy was kultury”, „Już my was wychowamy”, „Będziecie siedziały w domu”, „Założycie hidżab”. Takie wypowiedzi powtarzają się bardzo często.
W ostatnich latach w Egipcie nasilił się proceder porywania dziewczynek z rodzin chrześcijańskich. Są siłą zmuszane do małżeństwa lub sprzedawane jako niewolnice. Jedna kosztuje od 2 do 10 tysięcy euro.
W atmosferze narastającego zagrożenia Kościół koptyjski pozostaje żywy i wypełnia swoją codzienną misję wśród najbardziej potrzebujących: rozdaje ubogim żywność, organizuje pomoc lekarską, uczy dzieci, pomaga wdowom, opiekuje się sierotami i opuszczonymi dziećmi. Koptowie wyciągają również pomocną dłoń do potrzebujących muzułmanów, choć jest to postrzegane przez egipskie władze jako wrogi gest indoktrynacji religijnej.
– Trudno jest pomagać rodzinom muzułmańskim, ponieważ kiedy jako chrześcijanie wchodzimy do ich domów, władze zarzucają nam, że chcemy zrobić z nich chrześcijan. Państwo nas kontroluje non stop – mówi Youssef Fakry Matta ze Stowarzyszenia św. Wincentego à Paulo.
Szariat dla wszystkich
Niestety, sytuacja wewnętrzna w kraju nie przynosi nadziei na pokój. Arabska wiosna, która wybuchła w Egipcie w styczniu 2011 roku i doprowadziła do obalenia rządzącego przez 30 lat dyktatora Hosniego Mubaraka, nie rozwiązała problemów tego państwa, mimo że czynny w niej udział brali, ramię w ramię, wyznawcy Chrystusa i Allaha. Władzę w kraju przejęło Bractwo Muzułmańskie dążące do wprowadzenia w Egipcie prawa szariatu. Prezydentem został Muhammad Mursi. Do głosu zaczęła dochodzić nowa, jeszcze bardziej radykalna islamska grupa religijno-polityczna: salafici.
– Salafici są wyznawcami najbardziej skrajnej interpretacji islamu. Chcą wrócić do czasów samego proroka Mahometa, do życia beduińskiego. Stąd na przykład wymaganie zakrywania całej twarzy przez kobietę. To jest zwyczaj, który występował od zawsze wśród Beduinów, w rozumieniu których religia powinna przenikać wszystkie wymiary życia człowieka: sposób jedzenia, życia oraz pracy – tłumaczy o. Ryszard Wtorek SJ. – Salafici są bardzo agresywni, dążą do wyniszczenia chrześcijaństwa i do wprowadzenia prawa szariatu, które ma obowiązywać każdego Egipcjanina – dodaje ks. Andrzej Halemba z Kirche in Not.
Fundamentalizm egipski, ideologia, na której potem oparła się Al-Kaida, zrodził się na uniwersytecie al-Azhar w Kairze – najbardziej wpływowym środowisku akademickim w świecie islamu. To stamtąd głoszone są fundamentalistyczne idee, które potem podejmują różne grupy terrorystyczne.
Po wyborze w 2014 roku prezydenta Abdela Fattaha el-Sisi nowa konstytucja, zredagowana z udziałem chrześcijan, gwarantuje prawa wszystkim mniejszościom religijnym.
Tej radości i nadziei na przyszłość nie podziela jednak o. Henri Boulad SJ z Aleksandrii. – Sytuacja gospodarcza jest tak katastrofalna, a bezpieczeństwo tak kruche, że chrześcijanie pytają: „Teraz jest spokój. Ale co będzie jutro, pojutrze?”. Egipt teoretycznie jest niezależny, ale ma tyle zagrożeń zewnętrznych. Jest jak kawałek ciasta, na który wielu ma ochotę. Chrześcijanie są wciąż atakowani, to jest kontynuacja tego, co było wcześniej. Dlatego że policja jest powiązana z Braćmi Muzułmańskimi. Codziennie dostaję biuletyn „Middle East Christian News”, gdzie czytam bieżące doniesienia o spalonych kościołach, porwanych ludziach, żądaniach haraczu.
Kościół katolicki w Egipcie prowadzi wiele rodzajów działalności społecznej, co teoretycznie powinno zbliżać do siebie muzułmanów i katolików. Najbardziej popularne i prestiżowe są katolickie szkoły. Większość uczniów to muzułmanie. Żadna ze szkół koranicznych nie jest w stanie podjąć konkurencji z poziomem gimnazjów i liceów katolickich w Egipcie. Nikomu nie przeszkadza, że w sali szkolnej wisi krzyż.
– Staramy się wychowywać w taki sam sposób i Egipcjan chrześcijan, i Egipcjan muzułmanów. I jak na razie przez ponad sto trzydzieści lat to działa bez większych problemów – mówi o. Ryszard Wtorek SJ, polski misjonarz pracujący od dawna w Egipcie.
Agnieszka Dzieduszycka-Manikowska