• Sobota, 16 maja 2026

    imieniny: Andrzeja, Szymonety

Jest i był człowiekiem honoru

Środa, 25 maja 2016 (18:17)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Z najnowszego sondażu TNS Polska wynika, że gdyby wybory odbyły się dzisiaj, to Andrzej Duda wygrałby z Bronisławem Komorowskim z bardzo dużą przewagą. Jak to jest, że mimo ataków opozycji i prób podważania autorytetu głowy państwa prezydent Duda nie traci, a wprost przeciwnie, zyskuje?

– Przede wszystkim Andrzej Duda jako parlamentarzysta i europarlamentarzysta, jako kandydat na prezydenta czy wreszcie Andrzej Duda jako prezydent RP nigdy nie wypiera się formacji, która go oddelegowała do polskiego parlamentu, z list której wygrał wybory do europarlamentu, która go zarekomendowała jako swojego kandydata na najwyższy urząd w państwie. Andrzej Duda zawsze był uczciwy w swojej pracy naukowej, parlamentarnej i zawsze dotrzymywał danego słowa. Był i jest człowiekiem honoru. Natomiast jego poprzednik niejaki „bul” Komorowski można powiedzieć, że owszem, zdarzało mu się powiedzieć prawdę, ale wtedy, gdy się pomylił. Jego zachowania były bardzo dziwne, np. w sprawie WSI i wcale nie chodzi tu o Wyższą Szkołę Inżynierską. Przypomnę, że kiedy piastując różne odpowiedzialne funkcje w państwie, można powiedzieć prowadził wobec Wojskowych Służb Informacyjnych działania, można powiedzieć, osłonowe, jako poseł był jedynym z Platformy, który opowiedział się przeciw likwidacji WSI, a jako prezydent mówił wyraźnie, że likwidacja WSI była niegodziwością, głupotą i brakiem odpowiedzialności. Takim postępowaniem wyrobił sobie markę wśród większości społeczeństwa, okazując się podczas ubiegłorocznych wyborów jako osoba niewiarygodna.

Jednak przed rozpoczęciem kampanii prezydenckiej nic nie wskazywało na porażkę Komorowskiego…

– To prawda. Poparcie dla Komorowskiego było bardzo duże i znikome na początku kampanii poparcie dla wówczas jeszcze kandydata Andrzeja Dudy nie wskazywało, aby mógł on odebrać wydawałoby się pewne zwycięstwo prezydentowi Platformy. Ale tak się tylko wydawało… I może tak skończyłoby się to, gdyby Komorowski nie rozpoczął kampanii wyborczej i w ogóle nie występował publicznie. Kiedy jednak opuścił Budę Ruską, Belweder czy Pałac Prezydencki, kiedy spotkał się z ludźmi mimo tych wszystkich PR-owych sztuczek i tworzenia sztucznie jego wizerunku, to okazało się, że król jest nagi. Mgła opadła i ludzie zobaczyli prawdziwy wizerunek Bronisława Komorowskiego. Mieli możliwość porównania obu kandydatów czy to w debatach, czy podczas spotkań otwartych, bo tylko takie organizował sztab wyborczy Andrzeja Dudy, który w przeciwieństwie do swojego kontrkandydata nie bał się rozmów z ludźmi, kontaktów bezpośrednich. I to wszystko zadecydowało, że Polacy zaufali Andrzejowi Dudzie.

Mija rok od wyborów prezydenckich. Z czego wynika to stale rosnące poparcie dla prezydenta Dudy, skąd to się bierze?

– To rosnące poparcie dla prezydenta Andrzeja Dudy bierze się stąd, że tak jak wspomniałem na wstępie naszej rozmowy, jest on człowiekiem uczciwym. Mogło się wydawać, że obietnice złożone podczas kampanii wyborczej są bez pokrycia, ale teraz okazuje się, że ten program, który nakreślił sobie Andrzej Duda, program tożsamy z programem PiS – zwycięskiej formacji w październikowych wyborach parlamentarnych jest realizowany.

Opozycja tzw. totalna jest jednak innego zdania…?

– Owszem, ale na nic się zdaje to ujadanie opozycji, zwłaszcza przez Platformę, która nie mogąc się odnaleźć po sromotnej klęsce wyborczej, próbuje przykryć brak programu dla Polski i Polaków, stąd głosi, że rząd Beaty Szydło nie ma pieniędzy na realizację planu np., że nie ma pieniędzy na „Program 500+” na przyszły rok. Owszem nie ma, ale tylko dlatego, że budżet państwa na przyszły rok dopiero zostanie skrojony pod koniec tego roku. I na pewno w przyszłorocznym budżecie państwa środki te po stronie wydatków się znajdą. Próbując zdyskredytować prezydenta Andrzeja Dudę czy formację PiS, oponenci uciekają się do różnego rodzaju wybiegów czy wręcz kalumnii. Przykładem jest na wzór historycznej Targowicy donoszenie na Polskę na forum międzynarodowym do różnego rodzaju wątpliwego autoramentu niektórych instytucji, w tym również do Parlamentu Europejskiego. 13 stycznia wspólnie z kolegami europarlamentarzystami zadałem na piśmie pytanie Komisji Europejskiej: – na jakiej podstawie prawnej KE wdrożyła postępowanie przeciwko Polsce? Do dzisiaj mimo upływu sześciu tygodni, mimo iż istniej obowiązek ustosunkowania się, KE nie odpowiedziała.

Jak Pan sądzi, dlaczego…?

– Dlatego że takiej podstawy prawnej po prostu nie ma. Wracając jednak do prezydenta Andrzeja Dudy, chcę zwrócić uwagę, że jeśli po wygranych wyborach udał się na urlop do Włoch, to za własne pieniądze. Mamy prezydenta, który godnie reprezentuje Polskę, 40-milionowy kraj na arenie międzynarodowej. Proszę zwrócić uwagę, z jakim entuzjazmem jest przyjmowany prze Polonię w różnych częściach świata. To świadczy o tym, że również Polonusi są szczęśliwi, że ten konkretny człowiek, znający języki reprezentuje ich również. Jego zabiegi polityczne w różnym obszarze skoncentrowane chociażby na wizytach w różnych państwach mają na celu poprawę wizerunku Polski chociażby w perspektywie zbliżającego się szczytu NATO w Warszawie, ale również w kwestiach gospodarczych. Ten prezydent działa wspólnie chociażby z polskimi przedsiębiorcami. Przykładem wizyta w Chinach, którą opozycja próbowała ośmieszyć, ale nie powiedziano, że prezydentowi Dudzie towarzyszyło blisko 300 przedsiębiorców, a ta wizyta zaowocowała podpisaniem bardzo konkretnych umów. I ta wizyta w Chinach w tej chwili przynosi wymierne efekty gospodarcze. I tak jest w każdym obszarze polityki prowadzonej przez prezydenta Dudę i Kancelarię Prezydenta RP.

Nie jest tajemnicą, przynajmniej dla mnie, że od lat przyjaźni się Pan z Andrzejem Dudą…

– Jestem z tego dumny, że znam osobiście tego człowieka, polityka. Mogę powiedzieć, że jestem dumny, że mogłem pomóc Andrzejowi Dudzie w kampanii wyborczej, że ta pomoc, zresztą nie tylko z mojej strony, okazała się skuteczna. Jestem dumny z tego, że prezydent Duda także dzisiaj mimo wielu zajęć i obowiązków głowy państwa w różnych sprawach wykonuje do mnie telefony, że te relacje są podtrzymywane.      

Za co Polacy cenią obecnego prezydenta Dudę? Wydaje się, że szczególnym akcentem tej prezydentury jest polityka historyczna, której wcześniej nie było…

– Rzeczywiście za słusznie minionego poprzednika tej polityki historycznej niestety nie było. Czas upływa, życie ludzkie jest kruche i w tym kontekście można powiedzieć, że jest to ostatni czas, żeby prawdziwych bohaterów polskiej wolności nagrodzić za ich wierną służbę Ojczyźnie, żeby u schyłku życia poczuli się dowartościowani. Prezydent Duda ma tego świadomość i docenia zasługi prawdziwych Polaków. Poprzez jego postawę i działania jego osobiście i jego kancelarii następuje odkłamywanie polskiej historii, którą należy oczyścić z nieprawdy. Stąd patronaty, którymi obejmuje różne ważne przedsięwzięcia czy to historyczne, czy organizowane przez młodzież. To wszystko sprzyja popularności prezydenta Dudy, który poprzez swój autentyzm i jednoznaczne, prostolinijne postępowanie dowartościowuje, docenia tych, którzy za czasów rządów Platformy i Bronisława Komorowskiego byli stawiani na marginesie.  

Jak Andrzej Duda jest odbierany w Europie, mam tu na myśli nie polityków państw płynących w tzw. głównym nurcie i struktury brukselskie, ale tych, których stać na obiektywizm?

– Prezydent Duda jest bardzo dobrze odbierany na arenie międzynarodowej, jest podejmowany jako głowa jednego z większych państw w Europie. Natomiast nawet ci politycy państw nam nieprzychylnych, nieżyczliwych unikają negatywnych ocen prezydenta dlatego, że nie mają ku temu żadnych powodów. Obycie, kultura osobista prezydenta Dudy wspomniana znajomość języków obcych, doskonała orientacja w kwestiach geopolitycznych, gospodarczych sprzężone dodatkowo kompetencją jego doradców to wszystko powoduje, że nawet politycy zagraniczni tzw. głównego nurtu mają szacunek do prezydenta Dudy.

Jak w tym kontekście prezydent Duda wypada na tle prezydentury Bronisława Komorowskiego?

– Nie da się porównać obecnego prezydenta z poprzednikiem, nie da się też porównać prezydentury Andrzeja Dudy z prezydenturą Bronisława Komorowskiego. To są dwa przeciwstawne bieguny. Stąd taki, a nie inny wynik sondaży i poparcia dla prezydenta Dudy. Prezydent Duda zachowuje się całkiem inaczej niż jego poprzednik; nie mamy w tym wypadku do czynienia z gafami, które popełniał Bronisław Komorowski. Za poprzedniej prezydentury za występy Komorowskiego zagranicą my, Polacy, musieliśmy się wstydzić. Przykro było patrzeć, jak na szczęście już były prezydent reprezentuje Polskę. Każde jego wystąpienie publiczne było wielką niewiadomą i obawą, czy nie palnie jakiejś głupoty. Do historii przejdzie określenie Dunek jako kaszalotów, czy chociażby występ w japońskim parlamencie, gdzie najpierw przywoływał gen. Kozieja słowami „chodź, szogunie”, a następnie z butami wkroczył na miejsce przeznaczone dla japońskiego marszałka. Można powiedzieć, że Komorowski położył też niemałe zasługi dla rozwoju j. polskiego, bo ci, którzy mieli problemy z ortografią, do końca życia zapamiętają, jak się pisze słowo „ból”. Co więcej, po wyczynie Komorowskiego dowiedzieliśmy się, że nieznajomość ortografii wcale nie dyskwalifikuje człowieka, że można nawet zostać prezydentem. Natomiast prezydent Duda to człowiek zupełnie innego formatu, który stara się zachowywać jak przystało na głowę państwa i godnie reprezentuje Rzeczpospolitą. Polacy to widzą i to doceniają.

Do Warszawy przyleciał we wtorek wiceszef KE Frans Timmermans. Czy to oznacza, że Unia próbuje się rakiem wycofać, czy też spuścić powietrze z balonu, który wcześniej został zbyt mocno nadmuchany?

– Unia musie się zająć rzeczywistymi problemami, jakie stoją przed wspólnotą, a nie wyimaginowanymi tematami zastępczymi. Jak powiedziałem wcześniej, KE nie znajduje podstaw prawnych do upominania Polski, a tym bardziej do ingerowania w wewnętrzne sprawy Polski. Być może Timmermans zrozumiał, że łamie prawo, że działania wobec Polski są naruszeniem prawa. Sądzę, że KE w tej chwili sama ma problem, jak się z tego wycofać.

Czy cała ta sprawa nie stawia też pod znakiem zapytania kompetencji KE, która wychodzi poza normy traktatowe?

– Tak rzeczywiście jest, KE wychodzi poza normy, poza zakres swoich obowiązków określony traktatami. Chciałbym przy tej okazji poświęcić parę słów szefowi Parlamentu Europejskiego Martinowi Schulzowi, który zresztą kilkakrotnie odważył się grozić Polsce i Polakom. Chyba ten człowiek, reprezentant narodu niemieckiego, jest ostatnim, który powinien sobie na takie pogróżki pozwolić. KE nie może być arbitrem w sprawach wewnętrznych danego kraju, nie może niczego narzucać suwerennym państwom. Obowiązkiem rządu polskiego jest dbanie o suwerenność własnego Narodu, niezależność kraju. I obecny rząd to robi. Natomiast spór o Trybunał Konstytucyjny powinien zostać rozwiązany tam, gdzie powstał w polskim parlamencie z udziałem polskich polityków, a nie obcych arbitrów. Dlaczego KE nie zajmie się tym, że np. w Holandii w ogóle nie ma TK? Czy przez to demokracja w tym kraju jest zagrożona, czy może nie ma jej wcale? Kiedy przez dwa lata we Włoszech był pat wokół TK, to jakoś KE czy Komisja Wenecka nie reagowały. KE jakoś nic nie mówi o tym, kiedy niektóre postanowienia traktatowe, jeśli chodzi np. o deficyt budżetowy, są nagminnie, co roku łamane przez Francję, Włochy, Hiszpanię czy Portugalię. Czyżby w UE byli równi i równiejsi. Weźmy chociażby gazociągu Nord Stream – dlaczego KE nie podejmie działań, kiedy budowa odnogi Nord Stream 2 w kierunku południowym omijająca Polskę praktycznie eliminuje w przyszłości jakikolwiek tranzyt przez Ukrainę, Białoruś i Polskę. I choć do takiego porozumienia sprzecznego z traktatami unijnymi doszło półtora tygodnia temu, to KE nie raczy zabrać głosu w tej sprawie i interweniować. Czy tak ma wyglądać wspólna polityka energetyczna? To jest draństwo, to pokazuje, że w UE są równi i równiejsi.        

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki