Dialog jest zawsze lepszy
Poniedziałek, 23 maja 2016 (04:09)Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Zaskoczyła Pana decyzja, jaka zapadła podczas ostatniego spotkania szefów spraw zagranicznych krajów członków Sojuszu Północnoatlantyckiego o wznowieniu spotkań w ramach Rady NATO – Rosja?
– Jeżeli mam być szczery, to nie było to dla mnie zaskoczenie. W ostatnim kwartale przedstawiciel Stanów Zjednoczonych ds. Europy Wschodniej Victoria Nuland kilka razy odwiedzała Moskwę. To pokazuje, iż proces wzajemnych konsultacji tych mocarstw trwa i ewentualne napięcia pomiędzy nimi są „kontrolowane”. Przy bardzo ostrych antyrosyjskich deklaracjach gospodarza szczytu w Warszawie Amerykanie chcą pokazać, iż wszystko jest pod kontrolą i pokazują, iż ewentualne decyzje szczytu nie będą konfrontacyjne.
Ze słów ministra Waszczykowskiego wynikałoby, że Polska była przeciwna zasiadaniu do rozmów z Rosją, a skoro tak, to czy jednomyślność w szeregach NATO nie zaczyna wyglądać tak jak jednomyślność w coraz bardziej podzielonej Unii Europejskiej?
– Mamy tu do czynienia z grą wewnątrz NATO. Z jednej strony mamy państwa bałtyckie, Polskę i Turcję o wyraźnej antyrosyjskiej retoryce, a z drugiej Francję, Włochy, Grecję i Niemcy nastawione do Moskwy w sposób życzliwy. Już w jednym z poprzednich wywiadów zwracałem uwagę, iż decyzje zarówno przed, jak i te ostateczne, jakie zapadną na samym lipcowym szczycie NATO w Warszawie, będą bardzo wyważone. To, co dzisiaj obserwujemy, jest tylko zwiastunem realizacji takiego scenariusza.
Czemu ma służyć takie wznowienie rozmów w formacie NATO – Rosja, zwłaszcza w kontekście wspomnianego przez Pana lipcowego szczytu w Warszawie?
– Europa Środkowa i Wschodnia nie są najistotniejsze w geopolitycznej grze międzynarodowej. Poza kwestią ukraińską tak naprawdę nie ma tu istotnych napięć. Dla Stanów Zjednoczonych, które są istotą i rdzeniem Sojuszu Północnoatlantyckiego, znacznie ważniejsza na obecną chwilę jest kwestia Bliskiego Wschodu, a tam już roli Rosji nie można ignorować. Dlatego też szczyt w Warszawie dla Waszyngtonu jest elementem gry politycznej o pozaeuropejskich celach. Natomiast dla Warszawy jest to kwestia prestiżu.
No dobrze, ale czy i na ile – Pana zdaniem – u podstaw decyzji o wznowieniu dialogu leżą coraz częstsze przypadki naruszania przestrzeni powietrznej państw NATO przez rosyjskie myśliwce?
– Dzisiaj na świecie z tego typu przypadkami mamy – niestety – coraz częściej do czynienia. Jest to próba wymuszania na drugiej stronie respektowania obszarów i granic wpływów oraz ewentualnego testowania przeciwnika. Poza obszarem Morza Bałtyckiego mamy do czynienia z tego typu działaniami, np. na Morzu Południowochińskim przez Stany Zjednoczone, Japonię i Chiny, na Morzu Śródziemnym przez Grecję i Turcję, ale prawdziwa gra w postaci wymuszania wpływów i militaryzacji rozpoczęła się w Arktyce, gdzie toczy się prawdziwa zimna wojna o gigantyczne złoża ropy i gazu.
O czym to świadczy, jeśli sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg informuje o wznowieniu rozmów w formacie NATO – Rosja, a szef rosyjskiej dyplomacji Sergiej Ławrow wyraża zdziwienie tym faktem?
– Prawdopodobnie ta decyzja nie była do końca skonsultowana z Moskwą. Jest to gest NATO przed szczytem, aby wyhamować napięcie pomiędzy stronami.
Zgadza się Pan z opinią Michała Jacha, przewodniczącego sejmowej Komisji Obrony Narodowej, który twierdzi, że dialog z Rosją to dobre rozwiązanie, bo w ten sposób wytrąca się Putinowi argument o wrogiej wobec Rosji polityce NATO?
– W dzisiejszym świecie w relacjach pomiędzy potęgami jądrowymi dążenie do dialogu i trwanie przy rozmowach jest zawsze lepszym posunięciem niż stosowanie przemocy. Proszę pamiętać, iż ewentualne strony konfliktu w przypadku wojny nie prowadziłyby bezpośrednich działań konwencjonalnych, a prawdopodobnie od razu sięgnęłyby po swój arsenał broni jądrowej. Wyjątkiem są tu działania pośrednie w postaci braku znamion jednoznacznego ataku danej strony, a wykorzystanie np. mniejszości narodowej do określonych działań destabilizujących.
Skoro dialog jest zawsze lepszy od przemocy, to jak – Pana zdaniem – należy rozmawiać z Rosją?
– Kilka lat temu zwracałem uwagę, iż dla Rosji granica wpływów na zachodzie państwa to utrzymanie pod swoimi wpływami Białorusi i odzyskanie wpływów politycznych na Ukrainie (według mnie Rosja zrezygnowała z wpływów na zachodniej Ukrainie) oraz neutralizacja krajów bałtyckich. Moskwa zdaje sobie sprawę, iż prawdziwe jej problemy będą na północnym Kaukazie oraz w azjatyckiej części Rosji. Dlatego też w grze z tym mocarstwem należy to brać pod uwagę.
Może to mało dyplomatyczne stwierdzenie, ale jaki jest cel debat, ustalania reguł, skoro z góry i tak wiadomo, że Rosja i tak nie będzie ich przestrzegać – przykładem Mińsk 1 i Mińsk 2?
– Porozumień, co do zawieszenia broni, o których pan wspominał nie przestrzegają obydwie strony. Przypomnę, że zaraz po ich ogłoszeniu mówiłem w wywiadach, iż jest to kruchy rozejm i dotrzymanie tych porozumień jest nierealne przez obie strony konfliktu, a ustalenia Mińsk 1 czy Mińsk 2 służą jedynie wyhamowaniu walk w Donbasie. Nie ma co się łudzić, iż będą one podstawą przyszłych rozmów pokojowych. Rosja gra na upadek gospodarczy Ukrainy i coraz bardziej to się jej udaje. Pytanie tylko, na ile Zachód będzie zdeterminowany w udzielaniu kolejnych kredytów na utrzymanie obecnej ekipy w Kijowie.