Spór, na którym traci Polska
Sobota, 21 maja 2016 (05:12)Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Rafał Stefaniuk
Beata Szydło przedstawiła w Sejmie informację w sprawie komunikatu KE. Spodziewał się Pan tak stanowczego wystąpienia premier?
– Byłbym bardzo rozczarowany, gdyby po tym, co zrobiła Komisja Europejska, premier Polski zareagował inaczej niż Beata Szydło. Komisja ubrała się w buty nauczyciela i próbuje instruować rząd, domagając się dziwnych zachowań. To musi spotkać się ze stanowczą reakcją szefa rządu.
Ale czy wchodząc do Unii Europejskiej, nie zgodziliśmy się funkcjonować w pewnym systemie?
– Unia Europejska nie jest państwem, a wspólnotą państw, które działają w ramach własnego prawa. Komisja w żaden sposób nie jest instytucją nadrzędną nad polskim rządem. To jest bardzo ważna kwestia. Kolejną sprawą jest to, że w Polsce nie ma sytuacji, która zagrażałaby demokracji. Działają sądy, działa parlament, a żołnierze są w koszarach, a nie na ulicach. To nie u nas, a we Francji jest stan wojenny. To na ulicach Paryża trwają rozróby. Jako polityk chciałbym usłyszeć od Komisji, dlaczego na tapetę nie bierze Francji. Tam dzisiaj płoną opony i samochody. Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co by robiła Komisja, gdyby podobne rzeczy działy się w Warszawie. To pokazuje, jak podwójne standardy panują dzisiaj w Unii Europejskiej.
Po komunikacie Komisji i wystąpieniu premier, jak określiłby Pan relacje na linii Warszawa – Bruksela?
– Premier powinien reprezentować interesy naszego państwa, a Komisja jest urzędem administracyjnym. Nie róbmy z Komisji wykładnika dogmatycznego, bo do takiego paradoksu dochodzimy, a to staje się bardzo niebezpieczne. Relacje powinny być oparte na szacunku i dialogu, a tego nie da się robić, gdy biurokraci starają się pouczać polski rząd. Z pewnością to nie jest partnerstwo.
Głosy za uległością jednak się pojawiają. Ryszard Petru straszył w Sejmie odebraniem Polsce środków europejskich.
– To jest jeden z najbardziej nielogicznych argumentów. Co mają środki unijne do działań jednego z urzędników brukselskich, który za pomocą mediów stara się pouczać rząd, jak ma się zachować wobec potencjalnych żądań Komisji? To jest nieporozumienie. Polska płaci składki członkowskie, bo jest pełnoprawnym członkiem UE. I co teraz? Mamy przestać płacić składki? Mamy zamknąć granice? Retoryka pana Ryszarda Petru jest bez sensu i jest wielkim uproszczeniem.
W Sejmie było dziś dużo emocji po każdej ze stron...
– Wierzę w to, że wygra rozsądek. Mam nadzieję, że poszczególne strony znajdą w sobie odrobinę dobrej woli i wzniosą się ponad uprzedzenia. Na pewno obecna sytuacja jest dynamiczna. Ale rozumiem rząd. On musi pokazać społeczeństwu determinację. Wielkim politycznym błędem byłoby, gdyby Prawo i Sprawiedliwość teraz odpuściło. Muszę jednak stanąć w prawdzie i stwierdzić, że jak błędem było zaproszenie Komisji Weneckiej, tak błędem jest jeżdżenie do Brukseli i skarżenie się na Polskę. Takich rzeczy się nie robi.
Kto zyskuje na tym, że spór trwa?
– Wszyscy, ale nie Polacy.