Byli ministrowie listy piszą
Poniedziałek, 16 maja 2016 (12:30)Prominentni politycy obecnej opozycji, szczególnie ci, którzy piastowali po roku 1989 ministerialne stanowiska w różnych rządach, wyspecjalizowali się w pisaniu listów otwartych, w których najpierw ostrzegali Polaków przed głosowaniem na Prawo i Sprawiedliwość, a gdy ci nie posłuchali, teraz z kolei protestują przeciwko ujawnianiu prawdy o skutkach ich rządów.
Tych listów było już kilka, nagłaśniają je media zaprzyjaźnione z poprzednią władzą, ale nie widać i nie słychać, żeby poruszały one zwykłych ludzi, wszak domyślają się oni, że wyrażają one przede wszystkim tęsknotę za utraconą władzą.
Właśnie w ostatnich dniach „Gazeta Wyborcza” opublikowała list sześciu byłych ministrów obrony: Radosława Sikorskiego, Bronisława Komorowskiego, Bogdana Klicha i Tomasza Siemoniaka z Platformy, Janusza Onyszkiewicza z nieboszczki Unii Wolności i Janusza Zemke z SLD. Wyrażają w nim swoje oburzenie w związku z wystąpieniem ministra Antoniego Macierewicza w Sejmie, w którym opisał on stan polskiej armii i procesów kierowania nią w poprzednich latach.
Rzeczywiście minister Macierewicz wygłosił w Sejmie mocne przemówienie, którego zwieńczeniem było następujące pytanie adresowane do obecnej opozycji: „Co takiego wam Polska zrobiła, że tak ją pozostawiliście bezbronną?”.
I przytoczył szereg mocnych faktów uzasadniających to mocne stwierdzenie – od rozmieszczenia głównych sił wojskowych w zachodniej części Polski i zupełnie odkrytej jej wschodniej części, poprzez nieracjonalne, a czasami wręcz absurdalne wydatki na modernizację i unowocześnienie armii, aż po używanie Służby Kontrwywiadu Wojskowego do inwigilowania dziennikarzy i polityków.
Na wszystkie te zarzuty nie ma w tym liście żadnej odpowiedzi byłych ministrów. Jest za to troska o ujawnienie przez ministra fatalnego stanu naszej armii, o czym teraz będą wiedziały państwa mające wobec Polski wrogie zamiary.
Tyle tylko, że służby wywiadowcze szczególnie jednego państwa – Rosji sporo od paru lat wiedzą o polskiej armii, zwłaszcza od momentu, kiedy poprzednia ekipa zdecydowała się na bliską współpracę naszego SKW z Federalną Służbą Bezpieczeństwa Rosji.
Ale ogromnym grzechem poprzedniej ekipy rządowej było także coroczne niewykorzystywanie środków na modernizację armii w sytuacji, kiedy Rosja zaatakowała i przejęła kilka prowincji Gruzji, a później coraz agresywniej zachowywała się wobec Ukrainy i wreszcie zajęła Krym, a później wywołała wojnę we wschodniej części tego kraju, która trwa do dzisiaj.
Pierwsza poważna redukcja wydatków na wojsko została dokonana w 2008 roku i wyniosła aż 5 mld zł.
Protestował wtedy bardzo mocno śp. prezydent Lech Kaczyński, ale ani ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, ani rząd Tuska nigdy protestami poprzedniego prezydenta się niestety nie przejmowali.
W następnych latach było trochę lepiej, ale w żadnym roku zaplanowane wydatki w ustawowej wysokości nie były niestety realizowane. Na przykład w 2012 roku, który przecież gospodarczo nie był taki zły, nie wydano na wojsko kwoty blisko 1,5 mld zł.
Latem 2013 roku, kiedy rząd Tuska zaproponował cięcia w wydatkach na modernizację armii na kwotę 3,5 mld zł, prezydent Komorowski tylko stwierdził, że ubolewa, iż cięcia w wydatkach na armię mają sięgnąć tej kwoty przy okazji nowelizacji budżetu, „ale jeżeli będą one jednorazowe, to nie ma katastrofy”.
Wprawdzie wydatki MON w 2013 roku zostały zaplanowane w wysokości ponad 31 mld zł, ale wydatki na nowe uzbrojenie to kwota około 8 mld zł i wspomniane cięcia w zasadzie w całości dotyczyły tych właśnie wydatków.
Sumarycznie w czasie blisko 6-letnich rządów Donalda Tuska i funkcjonowania Bronisława Komorowskiego jako marszałka Sejmu i prezydenta RP na finansowanie armii przeznaczono o ponad 10 mld zł mniej, niż wynikało to z ustawy o finansowaniu sił zbrojnych i te cięcia wydatków w dużej mierze pochodziły z części przeznaczonej na modernizację armii.
Szkoda, że ministrowie obrony, szczególnie ci z Platformy, nie potrafią się wytłumaczyć choćby z tych posunięć „oszczędnościowych” realizowanych w okresie, kiedy narastała agresywność Rosji wobec jej sąsiadów.
Teraz tego straconego czasu na modernizację polskiej armii bardzo brakuje, a domaganie się dymisji ministra, który w zdecydowany sposób ją porządkuje, jest nieudolną próbą odwrócenia uwagi od własnych win.
Dr Zbigniew Kuźmiuk