• Sobota, 16 maja 2026

    imieniny: Andrzeja, Szymonety

Jak szkodzono Radiu Maryja

Sobota, 14 maja 2016 (04:00)

Z Janem Marią Jackowskim, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, zastępcą przewodniczącego Komisji Kultury i Środków Przekazu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Audyt z działalności służb specjalnych po rządach Platformy i PSL wykazał, że ABW objęła swoimi działaniami uczestników legalnych manifestacji antyrządowych, w tym marszu „Obudź się, Polsko” organizowanego przez środowisko Radia Maryja. Jak przyjął Pan tę informację?

– Niestety, potwierdziły się najgorsze przypuszczenia. Władza, która na szczęście odeszła, była wyjątkowo obłudna. Platforma z jednej strony stosuje na pokaz frazesy o demokracji, prawach człowieka i wolnościach obywatelskich, a z drugiej, co pokazał audyt i taśmy prawdy, Polskę traktowano jako prywatną własność, a ludzi ze swojego otoczenia „na wieczną rzeczy pamiątkę” jak właścicieli Rzeczypospolitej. Tak się zachowywali, również w aspekcie zwalczania wszelkich środowisk, nad którymi nie mogli osiągnąć kontroli, w tym Rodziny Radia Maryja, którą metodami znanymi z państw autorytarnych, przy wykorzystaniu służb specjalnych inwigilowano. Tak więc informacja ta w pewnym sensie mnie nie zaskakuje i bardzo dobrze, że została podana do wiadomości publicznej. Pokazuje to naturę tamtej władzy, która była wyjątkowo szkodliwa dla Polski.

Audyt potwierdził inwigilację przez cywilne służby specjalne 52 dziennikarzy. Platforma i PSL obawiały się mediów?

– Oczywiście, że się obawiały. Przypomnę rozmowę Pawła Grasia z nieżyjącym już Janem Kulczykiem. Ona pokazuje, że próbowano wszelkimi metodami wpływać na to, żeby zapewnić sobie maksymalnie wiele tub propagandowych, które będą uprawiały propagandę rządową, a wszelkie środowiska, które stały na przeszkodzie do realizacji tego planu – szczególnie środowiska medialne – były konsekwentnie zwalczane, przy wykorzystaniu metod zakulisowych, w tym służb specjalnych.

Z kolei Antoni Macierewicz poinformował, że dziennikarze Radia Maryja, „Naszego Dziennika” i Telewizji Trwam pozostawali w zainteresowaniu wojskowej SKW. Dlaczego to środowisko uważano za zagrażające konstytucyjnym podstawom państwa?

– To pokazuje jedynie mentalność tamtego obozu. Zupełnie na takich samych zasadach służby wojskowe PRL zajmowały się opozycją antykomunistyczną. Wykorzystywano wszelkie struktury państwa do osiągnięcia zamierzonych celów. Zbierano jak najwięcej informacji kanałami wojskowymi, aby później ułatwić sobie wpływanie na środowiska będące w opozycji do władzy. „Winą” Radia Maryja, Telewizji Trwam i „Naszego Dziennika” jest to, że są niezależne od władz państwowych.

Działania ABW wobec marszu organizowanego przez środowisko Radia Maryja, o których mówił minister Mariusz Kamiński, przypadały na okres, w którym Telewizja Trwam walczyła o miejsce na multipleksie. Odmowa toruńskiej rozgłośni ogólnopolskiego nadawania mogła być więc inspirowana politycznie?   

– Niewątpliwie była inspirowana politycznie. Głównym blokującym przyznanie koncesji był, jak wiadomo, przewodniczący KRRiT Jan Dworak. Jest to człowiek związany z Platformą Obywatelską, prywatnie bliski znajomy prezydenta Bronisława Komorowskiego. W tej sprawie nie było żadnych przypadków. Tym bardziej że, jak pokazały to posiedzenia komisji sejmowych i senackich, KRRiT stosowała różne standardy. Część podmiotów medialnych cieszyła się, i cieszy, szczególną życzliwością Rady. Radio Maryja i Telewizja Trwam jako media niezależne często miały pod górkę. O jakiejkolwiek równości na rynku medialnym nie może być więc mowy.

Dlaczego służby specjalne w czasach rządów koalicji Platformy i PSL zdecydowały się na te działania wobec środowiska Radia Maryja? Uważały, że Tusk i Kopacz nigdy nie oddadzą władzy?

– W mojej ocenie uważano, że tego typu działania, tak jak to było w praktyce III RP, nie ujrzą światła dziennego. Zazwyczaj informacje o stosowaniu tego typu metod przez służby specjalne zamiatano pod dywan. Odbywało się to zgodnie z zasadą, która przyświecała przy Okrągłym Stole, że jedna i druga strona negocjacyjna będą kryć niewygodne dla siebie sprawy, bo łączyła ich wspólnota interesów. Powoli ten układ jest łamany, a świadczy o tym to, że przenikają do nas informacje o nadużyciach władzy.

Wobec tych wszystkich faktów jak odbiera Pan nawoływania PO i PSL do ochrony Konstytucji i demokracji?

– Jest to skrajna hipokryzja. Platforma nie ma żadnego moralnego prawa do głoszenia tych haseł. Przecież to Platforma i PSL odrzucały wszelkie inicjatywy obywatelskie podpisane przez 7 mln obywateli. To za rządów PO i PSL służby specjalne wchodziły do redakcji tygodnika „Wprost” oraz zakulisowo ustalano, kto ma być redaktorem naczelnym jednego z polskojęzycznych dzienników, oraz inwigilowano setki tysięcy użytkowników telefonów komórkowych, co było rekordem na skalę Unii Europejskiej. Przez te 8 lat całkowicie podporządkowano władzy media publiczne i stosowano takie działania, które są korzystne dla części mediów komercyjnych. To jest kwestia dotowania mediów prywatnych przez podmioty państwowe. W ten sposób kupowano sobie życzliwość mediów. Powstawały na ten temat raporty, stąd wiemy, że w ten sposób przeznaczono dziesiątki milionów złotych ze spółek Skarbu Państwa i instytucji państwowych na reklamy i ogłoszenia w „zaprzyjaźnionych” mediach. Później te odwdzięczały się władzy poprzez mało krytyczne komentowanie działań obozu rządzącego. W ten sposób zbudowano system, który był w pełni fasadowy. Z jednej strony mówiono o demokracji i wolnościach, a z drugiej stosowano jawne bądź zakulisowe represje wobec „niepokornych” środowisk i obywateli.   

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk