Cicha akcja serca
Sobota, 14 maja 2016 (02:21)Czy przeczytamy wreszcie konstytucję Soboru Watykańskiego II o Liturgii 50 lat po jej ogłoszeniu przez Papieża Pawła VI? „Sacrosanctum concilium” nie jest de facto zwykłym katalogiem przepisów reformy, ale prawdziwą i właściwą magna charta każdej czynności liturgicznej. Sobór ekumeniczny daje nam w niej mistrzowską lekcję metody. Nie zadowalając się dyscyplinarnym i zewnętrznym podejściem do Liturgii, Sobór chce nas skłonić do kontemplacji tego, co stanowi jej istotę. Praktyka Kościoła czerpie zawsze od Tego, kogo przyjmuje i kontempluje w Objawieniu. Duszpasterstwo nigdy nie może być odłączane od doktryny. Kościół jest „żarliwy w działaniu i oddany kontemplacji” (por. nr 2).
Aktywne uczestnictwo
Konstytucja soborowa zachęca nas do odkrycia na nowo źródła działania liturgicznego w Trójcy Świętej. Bowiem Sobór wprowadza ciągłość między misją Chrystusa Odkupiciela a misją liturgiczną Kościoła. „Dlatego jak Ojciec posłał Chrystusa, tak i On posłał Apostołów”, aby ogłaszane „dzieło zbawienia sprawowali poprzez Ofiarę i sakramenty stanowiące ośrodek całego życia liturgicznego” (nr 6). Sprawowanie Liturgii nie jest zatem niczym innym niż uobecnianiem dzieła Chrystusa. Liturgia jest w swej istocie actio Christi: „Dzieło odkupienia ludzi i doskonałego uwielbienia Boga” (nr 5). To On jest Najwyższym Kapłanem, prawdziwym Podmiotem i prawdziwym Sprawcą Liturgii (por. nr 7). Jeżeli ta zasada życiowa nie zostaje przyjęta z wiarą, istnieje niebezpieczeństwo zrobienia z Liturgii samocelebracji wspólnoty.
Natomiast właściwe działanie Kościoła polega na wejściu w działanie Chrystusa, na wszczepieniu się w dzieło Tego, który otrzymał misję od Ojca. Dlatego „otrzymaliśmy pełnię kultu Bożego”, ponieważ „Jego człowieczeństwo zjednoczone z Osobą Słowa było narzędziem naszego zbawienia” (nr 5).
Natomiast Kościół, Ciało Chrystusa, powinien stać się narzędziem w rękach Słowa. Takie jest ostateczne znaczenie kluczowego pojęcia konstytucji soborowej: participatio actuosa [aktywne uczestnictwo]. Takie uczestnictwo dla Kościoła oznacza stawanie się narzędziem Chrystusa Kapłana w celu udziału w Jego trynitarnej misji. Kościół uczestniczy aktywnie w dziele Liturgii Chrystusa na tyle, na ile jest Jego narzędziem. W takim ujęciu wyrażenie „wspólnota celebrująca” nie jest pozbawione dwuznaczności i wymaga wielkiej ostrożności (por. Instrukcja Redemptoris sacramentum, nr 42). Participatio actuosa nie powinno być zatem rozumiane jako konieczność czynienia czegokolwiek. Nauczanie Soboru na ten temat bywało często zniekształcane. Chodzi natomiast o to, aby Chrystus nas przyjął i zjednoczył ze Swoją Ofiarą. Dlatego participatio liturgiczne należy rozumieć jako łaskę Chrystusa, który „zawsze przyłącza do siebie Kościół” („Sacrosanctorum concilium”, nr 7). I to do Niego należy inicjatywa i pierwszeństwo. Kościół „wzywa swego Pana i przez Niego oddaje cześć wiecznemu Ojcu” (nr 7). Kapłan powinien zatem stać się narzędziem ukazującym Chrystusa. Jak niedawno przypomniał Papież Franciszek, celebrans nie jest prezenterem widowiska, nie powinien szukać sympatii zgromadzenia, stawiając się w pozycji jego rzecznika. Natomiast wejście w ducha Soboru oznacza usunięcie się w cień i rezygnację z bycia punktem centralnym. W przeciwieństwie do tego, co niekiedy podkreślano, zgodne jest z konstytucją soborową, a nawet właściwe, aby podczas obrzędu pokutnego, śpiewu Gloria, oracji i modlitwy eucharystycznej wszyscy – zarówno kapłan, jak i wierni – zwracali się razem ku Wschodowi, aby wyrazić swoją wolę uczestnictwa w dziele kultu i Odkupienia dokonanego przez Chrystusa. Taki sposób działania mógłby być w sposób właściwy wprowadzony w katedrach, które powinny stanowić przykład życia liturgicznego (por. nr 41).
Oczywiście istnieją inne części Mszy św., podczas których kapłan, działając in persona Christi Capitis, wchodzi w dialog oblubieńczy ze zgromadzeniem. To „sam na sam” ma na celu doprowadzenie do osobistej relacji z Bogiem, która, poprzez łaskę Ducha Świętego, stanie się relacją serc (dosł. serca przy sercu). W ten sposób Sobór proponuje inne środki sprzyjające uczestnictwu: „aklamację wiernych, odpowiedzi, psalmy, antyfony, pieśni, jak również czynności czy gesty oraz przyjmowanie właściwej postawy ciała” (nr 30).
Miejsce dla Boga
Zbyt szybka, a nade wszystko uczyniona zbytnio na sposób ludzki lektura [konstytucji – przyp. tłum.] doprowadziła do wniosku, że trzeba postępować w taki sposób, aby wierni byli stale zajęci. Współczesna mentalność Zachodu, kształtowana poprzez technikę i zafascynowana mediami, pragnęła uczynić z Liturgii dzieło skutecznej i lukratywnej pedagogii. W tym duchu usiłowano sprawować celebracje towarzyskie/biesiadne. Osoby zaangażowane czynnie w Liturgię, ożywione motywacjami duszpasterskimi, próbują niekiedy uczynić dzieło dydaktyczne, wprowadzając do celebracji elementy świeckie i widowiskowe. Czy nie widać czasami, jak mnożą się świadectwa i aplauzy? Sądzi się, że sprzyja się dzięki temu udziałowi wiernych, natomiast tak naprawdę redukuje się Liturgię do ludzkiej zabawy. „Cisza nie jest cnotą ani hałas nie jest grzechem, to prawda”, mówi Thomas Merton, „ale wrzawa, zamieszanie i hałas ciągle obecne w nowożytnym społeczeństwie lub w niektórych afrykańskich liturgiach eucharystycznych są wyrazem atmosfery jego [społeczeństwa – przyp. tłum.] najcięższych grzechów, jego bezbożności, jego rozpaczy. Świat propagandy, niezliczonych argumentacji, inwektyw, krytyk czy po prostu gadaniny jest światem, w którym nie warto zadawać sobie trudu właściwego przeżycia swojego życia. Msza św. staje się zgiełkiem, a modlitwy zewnętrznym lub wewnętrznym hałasem” (Thomas Merton, „Znak Jonasza”, wyd. Albin Michel, Paryż, 1955, s. 322).
Rodzi się rzeczywiste ryzyko, że nie zostawi się jakiegokolwiek miejsca dla Boga w naszych celebracjach. Ulegamy pokusie Izraelitów na pustyni. Oni próbowali stworzyć sobie kult według swojej miary i wielkości. Nie zapominajmy, że w końcu upadli przed złotym cielcem.
Potrzeba ciszy
Czas teraz na wsłuchanie się w Sobór. Liturgia jest „przede wszystkim oddawaniem czci Bożemu majestatowi” (nr 33). Ma wartość pedagogiczną na tyle, na ile jest w całości ukierunkowana na uwielbienie Boga i oddawanie Mu czci. Liturgia stawia nas realnie w obecności Bożej transcendencji. Prawdziwe uczestnictwo oznacza odnowienie w nas tego „zdumienia”, które św. Jan Paweł II otaczał wielkim szacunkiem (por. „Ecclesia de Eucharistia”, nr 6). To święte zdumienie, ta radosna bojaźń wymaga naszej ciszy wobec Bożego majestatu. Często zapomina się, że święte milczenie jest jednym ze sposobów wskazanych przez Sobór dla lepszego udziału w Liturgii. Skoro Liturgia jest dziełem Chrystusa, czy jest konieczne, aby celebrans wprowadzał własne komentarze? Należy pamiętać, że jeśli mszał zezwala na komentarz, nie powinien on być świeckim czy czysto ludzkim przemówieniem, mniej lub bardziej subtelną wypowiedzią na temat spraw aktualnych czy też światowym pozdrowieniem obecnych osób, ale bardzo krótką zachętą do wejścia w misterium (por. Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego, nr 50).
Jeśli chodzi o samą homilię, jest ona czynnością liturgiczną posiadającą własne reguły. Participatio actuosa zakłada, że zostawia się świat świecki, aby wejść w „czynność w najwyższym stopniu świętą” („Sacrosanctum concilium”, nr 7). W rzeczywistości „staramy się, z pewną arogancją, pozostać na płaszczyźnie ludzkiej, aby wejść w płaszczyznę boską” (Robert Sarah, „Bóg albo nic”, s. 178). W tym ujęciu godne ubolewania jest, że świątynia naszych kościołów nie jest miejscem ściśle zarezerwowanym dla oddawania czci Bogu, że wchodzi się tam w świeckich szatach, że święte miejsce nie jest wyraźnie odgraniczone od architektury. Ponieważ, jak uczy Sobór, Chrystus jest obecny w Swoim słowie, gdy jest ono głoszone, zgubne jest także to, że lektorzy nie są ubrani w odpowiedni strój, podkreślający, że wypowiadają nie słowa ludzkie, ale Słowo Boże.
Misterium i pokora
Liturgia jest rzeczywistością fundamentalnie mistyczną i kontemplacyjną, a w konsekwencji przekracza nasze ludzkie działanie. Także participatio jest łaską Boga. Dlatego zakłada nasze otwarcie się na celebrowane misterium. W ten sposób konstytucja zaleca pełne zrozumienie obrzędów (por. nr 34), a jednocześnie nakazuje, „aby wierni umieli wspólnie odmawiać lub śpiewać także w języku łacińskim stałe części Mszy świętej dla nich przeznaczone” (nr 54). Bowiem zrozumienie obrzędów nie jest dziełem rozumu ludzkiego pozostawionego samemu sobie, który miałby objąć wszystko, pojąć wszystko, ogarnąć wszystko. Zrozumienie świętych obrzędów jest zrozumieniem sensus fidei wpływającym na żywą wiarę poprzez symbol i poznającym bardziej przez harmonię niż przez pojęcie. To zrozumienie zakłada, że przybliżamy się do misterium z pokorą. Ale czy będziemy mieli odwagę podążać za Soborem aż do tego momentu? Jednak taka lektura, oświecona wiarą, ma fundamentalne znaczenie dla ewangelizacji. I tak „znajdującym się poza Kościołem ukazuje Go jako znak wzniesiony dla narodów, aby rozproszone dzieci Boże zgromadziły się w jedno” (nr 2). Powinna przestać być miejscem nieposłuszeństwa nakazom Kościoła. Mówiąc dokładniej, nie może stanowić okazji do rozłamów między chrześcijanami. Dialektyczna lektura „Sacrosantum concilium” czy hermeneutyka zerwania w takim czy innym znaczeniu nie są owocem jednego ducha wiary. Sobór nie chciał zerwać z formami Liturgii odziedziczonymi przez tradycję, przeciwnie, chciał je pogłębić. Konstytucja stanowi, że „nowe formy powinny niejako organicznie wyrastać z form już istniejących” (nr 23). W tym sensie jest konieczne, aby ci, którzy celebrują Liturgię według usus antiquior, czynili to nie w duchu opozycji, lecz w duchu „Sacrosanctum concilium”. Jednocześnie błędne byłoby uznanie nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego za wypływającą z innej teologii, która nie jest Liturgią reformowaną. Byłoby także pożądane, aby został wprowadzony jako załącznik do najbliższego wydania Mszału obrzęd pokuty i ofiarowania z usus antiquior w celu podkreślenia, że obydwie formy liturgiczne oświecają się na przemian stale i bez przeciwstawień.
Jeżeli będziemy przeżywać Liturgię w tym duchu, wówczas przestanie ona być miejscem rywalizacji i krytyki, aby pozwolić nam na aktywne uczestnictwo w tej Liturgii, „sprawowanej w świętym mieście, Jeruzalem, do którego pielgrzymujemy, gdzie Chrystus zasiada […] jako sługa świątyni” (nr 8).
Tłumaczenie Władysław Lisowski
Artykuł ukazał się w „L’Osservatore Romano” 12 czerwca 2015 r. Śródtytuły pochodzą od redakcji.
Ksiądz kardynał Robert Sarah