Mobbing w Trybunale?
Piątek, 29 kwietnia 2016 (19:51)Z Wojciechem Szaramą, posłem Prawa i Sprawiedliwości oraz przewodniczącym sejmowej Komisja do Spraw Kontroli Państwowej, rozmawia Rafał Stefaniuk
Kamil Zaradkiewicz dostał zakaz kontaktów z mediami po tym, jak w udzielanych wywiadach opowiadał się za inną interpretacją prawa niż jego przełożony sędzia Andrzej Rzepliński. To wystarczający powód?
– To jest szalenie niepokojąca informacja. Oznacza ona, że prawnicy, którzy współpracują z Trybunałem, nie mogą w swobodny sposób informować opinii publicznej o swoim zdaniu. To może paradoksalne, ale nie zawsze opinie prawników są takie same. Kamil Zaradkiewicz jest osobą, która od wielu lat pracuje w Trybunale Konstytucyjnym, jest dyrektorem Zespołu Orzecznictwa i Studiów Trybunału Konstytucyjnego. Jego uwagi powinny być wysłuchane przez sędziów Trybunału i przyjęte z należytą powagą. Karanie go jest dużym naruszeniem konstytucyjnej zasady wolności słowa.
Z racji wykonywanych obowiązków, miejsca pracy i powagi sytuacji dyrektor Zaradkiewicz miał prawo publicznie wyrazić inne zdanie niż przewodniczący Trybunału?
– Sądzę, że tak. To był nawet jego obowiązek, skoro uważał, że coś w postępowaniu Trybunału jest niewłaściwego, kiedy stwierdził, że ustawy nie są przestrzegane. Trybunał Konstytucyjny nie jest instytucją prywatną, a publiczną, która służy całemu państwu polskiemu.
Politycy Platformy widzą tę sprawę inaczej. W ich ocenie sędzia Rzepliński musi stać na straży dobrego imienia Trybunału.
– Tu z pewnością można by toczyć spór, czy sędzia Rzepliński jest obrońcą dobrego imienia Trybunału. Ja to odbieram jako próbę tłamszenia głosu wybitnego prawnika, który ma inne zdanie niż on.
I dlatego podpisał się Pan pod listem do Rzecznika Praw Obywatelskich i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka?
– Tak. Dlatego że sytuacja wokół Trybunału jest bardzo trudna. Część sędziów i prawników prowadzi akcję zmierzającą do podważenia zasad trójpodziału władzy w Polsce – do tego nie możemy dopuścić. To, co robi Trybunał, oddziałuje wprost na niektóre samorządy, które podejmują uchwały, że nie będą stosować się do obowiązującego prawa. Tutaj każdy głos rozsądku jest ważny, tym bardziej że nieprzestrzeganie prawa nie jest pozytywnym zjawiskiem. Napierająca fala nienawiści musi zostać zahamowana. Mam nadzieję, że Adam Bodnar przyjrzy się tej sprawie.
Zapytam o szczegóły. Według przekazu medialnego Kamila Zaradkiewicza postawiono przed dziesięcioma sędziami i zakomunikowano mu, że Trybunał nie ma już do niego zaufania. Dodatkowo nie wypłacono mu premii za 15 lat pracy oraz sugerowano, żeby odszedł z piastowanego stanowiska. Takie działanie ma znamiona napiętnowania?
– Poruszył pan zupełnie nowy wątek tej sprawy, pomijany w mediach. Wspólnie z Małgorzatą Wasserman kładliśmy nacisk na działania zmierzające do ograniczenia wolności słowa. Jeżeli dyrektor Zaradkiewicz zostanie wyrzucony z pracy, musimy się zastanowić, czy jednym z wątków sprawy nie jest mobbing. Trzeba się tej sprawie przyjrzeć, bo to już nie chodzi tylko o swobodę głoszenia poglądów, ale o to, że ktoś za głoszone poglądy zostaje wyrzucony z pracy. To już pachnie głęboką komuną.
Jak Pan odbiera tę „utratę zaufania”? Środowisko Trybunału wymaga absolutnej lojalności?
– „Utrata zaufania” to jest to ogólne sformułowanie, kiedy zwalnia się pracownika. Ale w tym przypadku uzasadnienie utraty zaufania, które poznaliśmy, jest niedopuszczalne.