Wolni od spuścizny komunizmu
Piątek, 29 kwietnia 2016 (04:24)Z prof. Wojciechem Polakiem, historykiem, wykładowcą na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, członkiem Narodowej Rady Rozwoju, rozmawia Rafał Stefaniuk
Senat zajmie się ustawą zakazującą propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej. Jak ocenia Pan tę ideę? Nazwy te powinny zniknąć z naszych miast i wsi?
– Oczywiście, że tak. Starania w tym celu są czynione od wielu lat. Dotychczas największy opór stawiały samorządy, dla których oznaczało to kłopoty natury praktycznej. Trzeba podkreślić, że ostatnie uregulowania prawne wiele rzeczy rozwiązały. Np. mieszkańcy ulic, których nazwy są zmieniane, nie ponoszą żadnych kosztów, to wszystko bierze na siebie Skarb Państwa. Odnosi się to chociażby do wymiany dowodów osobistych lub praw jazdy. Propozycje prawne i dotychczasowe uregulowania są właściwe, więc trzeba czekać, kiedy pójdą za tym realne zmiany, kiedy wreszcie ulice i budynki sławiące komunizm i jego twórców znikną z krajobrazu Polski.
Przeglądałem komentarze internautów i wiele osób twierdzi, że to jest część naszej historii, a więc część nas.
– Jest to poniekąd prawda. Okupacja komunistyczna niestety jest częścią naszej historii. Dlatego uważam, że niektóre pomniki sławiące komunizm należy zdemontować i umieścić w muzeach. W Polsce mamy Galerię Sztuki Socrealizmu w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. Tam można by je jako ciekawostkę historyczną oglądać. Jeżeli jakiś obiekt sławiący komunizm posiada wartość artystyczną bądź historyczną, to muzea są dla niego odpowiednim miejscem.
A jak odbiera Pan wezwania do radykalnego wyrzucenia komunizmu z naszych miast, czego symbolem miałoby się stać zburzenie Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie?
– To już jest kwestia dużo trudniejsza. Bez wątpienia Pałac jest symbolem zniewolenia Polski i dowodem panowania Związku Sowieckiego nad naszym krajem. To jest jednak tylko jeden aspekt sprawy. Drugi jest czysto praktyczny. Burzenie Pałacu byłoby przedsięwzięciem gigantycznym i bardzo kosztownym. Rozumiem więc opory przed realizacją tej koncepcji. Pałac od strony architektonicznej miał swoich zagorzałych przeciwników, ale znaleźli się też obrońcy. Franciszek Starowiejski, nasz znakomity malarz, uważał, że Pałac jest dziełem wybitnym. Fakt, że był w tej ocenie odosobniony. Dla mnie największym problemem są koszty rozbiórki oraz konsekwencje wynikające ze zniknięcia ogromnej przestrzeni użytkowej, która się w Pałacu znajduje. Dlatego w tej kwestii byłbym ostrożny.
Trwają także prace nad zmianami funkcjonowania Instytutu Pamięci Narodowej. Instytucja ta wymaga przebudowy?
– Zapoznałem się z projektem ustawy i wydaje mi się on bardzo sensowny. Przede wszystkim podoba mi się uwzględnienie w zakresie działalności IPN zadań ekshumacyjnych. Ponadto scalenie Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa z IPN wydaje się sensowne. Co do szczegółów można dyskutować. W ogólnym ujęciu uważam, że zmiany wychodzą naprzeciw realiów panujących w Polsce. W skrócie – to jest dobra ustawa i pozytywne posunięcie.
A rozszerzenie zainteresowania IPN do całej historii Polski? Ten ruch nie sprawi, że czas i energia, którą mogliby poświęcić pracownicy Instytutu na przybliżanie wydarzeń z XX wieku nie rozmyje się w dawnych wiekach?
– Nie uważam tak. Celem IPN jest nie tylko odkrywanie białych plam, ale także wychowywanie historyczne społeczeństwa, zwłaszcza ludzi młodych. Krzewienie patriotyzmu poprzez ukazanie nam pięknych kart historii naszej Ojczyzny. Dzisiaj działalność IPN ograniczona jest formalnie do wydarzeń po 1 września 1939 r., ale ta data jest czymś sztucznym. Siłą rzeczy IPN będzie interesował się szczególnie najnowszą historią. Ale gdy ktoś w ciekawy sposób napisze podręcznik, z pięknymi ilustracjami, który będzie obejmował całą historię Polski i wyrabiał poczucie patriotyzmu, to dlaczego IPN miałby go nie wydać czy włączyć się do prac nad jego opracowaniem? To rozszerzenie zakresu zainteresowań IPN odbieram jako coś naturalnego.
Wyjaśnianie okoliczności zbrodni dokonanych na Polakach przez dwa totalitaryzmy – niemiecki i sowiecki, to najważniejsze zadanie IPN?
– Z pewnością trzeba dalej prowadzić prace w tym zakresie. W niektórych przypadkach mogą one przynieść niezwykle ważne informacje. Weźmy pod uwagę zbrodnię suwalską, gdzie do dzisiaj nie znamy wszystkich okoliczności tej masakry, a co najsmutniejsze nie wiemy, gdzie są pochowani zamordowani ludzie. To rzeczywiście są zadania obłożone klauzulą szczególnej powagi. O zbrodni katyńskiej wiemy już dużo, ale ciągle jest jeszcze wielu znaków zapytania. Trzeba pracować nad tymi sprawami. Jednak nie zdecydowałbym się na stosowanie sztywnej hierarchii ważności zadań, które trzeba podjąć.
Posłowie PRL, oraz ich rodziny co roku mogą występować do Sejmu o specjalne zapomogi wynoszące 2200 zł. W tej kadencji wnioskowano o to już około 100 razy. Ruch Kukiz’15 chce odebrać im ten przywilej. To pomysł warty rozważenia?
– Żadna grupa zawodowa w Polsce nie ma tego typu przywilejów. Bez wątpienia wiele przywilejów sięgających czasów PRL powinno być zlikwidowanych.
Zapomogi czy specjalne emerytury widać, że dawny układ mocno zabezpieczył się na przyszłość. To budowanie systemu zabezpieczeń finansowych to podstawa rzeczywistości stworzonej przy Okrągłym Stole?
– One mają genezę jeszcze wcześniejszą. W PRL aparat nomenklatury komunistycznej uchwalał sobie rozmaite przywileje. Niestety część z nich funkcjonuje do dnia dzisiejszego na zasadzie bezwładności i obojętności, ale też dlatego, że są one przyjemne i przydatne dla beneficjentów.