• Sobota, 16 maja 2026

    imieniny: Andrzeja, Szymonety

Cel opozycji - destabilizacja państwa

Czwartek, 28 kwietnia 2016 (21:06)

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Warszawska Prokuratura Okręgowa zdecydowała, że nie będzie śledztwa w sprawie braku publikacji orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 9 marca 2016 r. Prokuratura umywa ręce od sporu wokół TK?

– Prokuratura kieruje się prawem. Postępowanie wszczyna się wtedy, kiedy zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa. Na tego rodzaju ocenę – czy zawiadomienie wskazuje na uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, prokuratura ma ustawowy termin 30 dni. I w tym terminie Prokuratura Okręgowa w Warszawie dokonała oceny, czy okoliczności przytoczone w zawiadomieniu są wystarczające do dokonania takiej oceny czy też nie, a jeżeli tak, to podejmuje decyzje. Decyzje mogły być dwie o wszczęciu bądź odmowie wszczęcia postępowania. W pierwszym wypadku należałoby wykazać, że zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa. Skoro prokuratura wydała postanowienie o odmowie wszczęcia postępowania przygotowawczego, to znaczy, że nie dopatrzyła się takiej okoliczności, jaką jest uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Tyle i aż tyle w tym temacie. Przyznam, że nie znam uzasadnienia prokuratury, ale w konkluzji musi ono brzmieć w ten sposób, że odmawia się wszczęcia postępowania przygotowawczego wobec braku uzasadnionego podejrzenia zaistnienia przestępstwa.

Jakie są Pana spostrzeżenia po decyzji Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego, które zdecydowało, że będzie respektowało orzeczenia TK?

– Ni mniej ni więcej jest to deklaracja Sądu Najwyższego, że nie zamierza przestrzegać obowiązującego w państwie porządku prawnego, że nie zamierza przestrzegać obowiązującej ustawy i nie zamierza przestrzegać w szczególności postanowień Konstytucji RP. Przypomnę, że w Konstytucji jest bardzo wyraźnie zapisane, że orzeczenia Trybunału mają moc wiążącą z chwilą ogłoszenia. A zatem skoro nie doszło do ogłoszenia, to żadnych orzeczeń respektować nie można. Przecież to jest jasne i klarowne. Przecież to nie jest ot tak sobie napisane w Konstytucji, ale to ma swoje głębokie uzasadnienie. Można zadać sobie pytanie, dlaczego twórcy ustawy zasadniczej nie ułatwili sprawy i nie zapisali w ten sposób, że TK będzie sobie sam ogłaszał swoje orzeczenia? Odpowiedź jest prosta – to był świadomy zabieg, chodzi bowiem o konstytucyjną zasadę rozdziału podziału władz oraz o równowadze władz. Jednak żeby mówić o równowadze władz, to muszą być konstytucyjnie uregulowane relacje pomiędzy poszczególnymi władzami.

Co to oznacza?

– To oznacza, że muszą istnieć mechanizmy, które powodują powstrzymywanie się wzajemne władz. Każda z władz ma działać w zakresie własnych kompetencji: co innego należy do kompetencji TK, a co innego należy do kompetencji władzy ustawodawczej. I ani jedna, ani druga nie może ingerować w zakres własnych kompetencji i jedynie tylko w zakresie ściśle określonym w Konstytucji. Orzeczenia TK są przekazywane do prezesa Rady Ministrów, który podejmuje decyzję o opublikowaniu bądź o nieopublikowaniu. To nie jest tylko zwykła formalność, ale jest to pewien mechanizm, który ma sprzyjać równowadze władz. Z kolei Sejm ma konstytucyjne uprawnienie do tego, żeby określać organizację TK i sposób procedowania przed TK. Tyle i tylko tyle. Sejm nie ma prawa decydowania o tym, jakie orzeczenia mają zapadać w Trybunale, bo jest to suwerenna decyzja TK. Jednak to jak ma być zorganizowany TK i jak ma procedować to jest w Konstytucji zagwarantowane dla Sejmu. Widać tu wyraźnie, że TK ma orzekać, ale kto inny ma ogłaszać wyroki. I są to, jak już wspomniałem, świadome zabiegi autorów Konstytucji. Tym bardziej dziwi, że dzisiaj prawnicy próbują tą sprawę bagatelizować, nie dostrzegając tego istotnego zapisu w Konstytucji, że opublikowanie wyroku nie jest tylko czynnością techniczną, ale ma o tym decydować ktoś inny. Zaś ten „inny” ma przede wszystkim obowiązek zbadać, czy rzeczywiście ma do czynienia z wyrokiem, czy też zupełnie z czymś innym, czego mu publikować nie wolno. Gdyby nie dokonywano tej wstępnej oceny formalnej, to do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów o opublikowanie tekstów mogłyby się zwracać różne podmioty. Musi więc być badanie od strony formalnej czy tekst, który ma zostać opublikowany, spełnia określone prawem wymogi.  

Powróćmy jeszcze do decyzji Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego. Czy nie jest to nacisk na niezawisłość niezależnych sądów i czy respektowanie przez sądy nieopublikowanych wyroków TK nie spowoduje chaosu prawnego?

– Zdecydowanie tak. To jest nic innego jak próba wywarcia przez Sąd Najwyższy presji na sądy powszechne. Dziś widać jasno, że o to właśnie chodzi. Chciałbym jednak wierzyć, że sędziowie swoją niezawisłość mają przede wszystkim we własnym sumieniu. I w tym wypadku będą się kierować literą prawa. Litera prawa wyraźnie i w sposób precyzyjny – tu nie potrzeba żadnej daleko idącej wykładni czy wiedzy prawniczej, wszyscy bowiem wiedzą, że ustawa obowiązuje wtedy, kiedy jest ogłoszona w Dzienniku Ustaw. Wiedzą również z precyzyjnego przepisu Konstytucji, że orzeczenie TK jakkolwiek jest ostateczne, ale ma moc wiążącą dopiero z chwilą opublikowania. Skoro w Konstytucji przywiązuje się wagę do ogłoszenia aktu prawnego, ogłoszenia wyroku TK we właściwym miejscu, to nie mogą tego bagatelizować zwłaszcza ci, którzy tak podkreślają, że stoją na straży Konstytucji. To jak to walczą o przestrzeganie Konstytucji w sposób wybiórczy, a więc co im pasuje, to sobie wybierają, a co im nie pasuje, to uważają za nieistotne. Tu brakuje konsekwencji i logiki. Ale nie o logikę prawniczą tu chodzi, ale bardziej o zaangażowanie polityczne.

Czy można zatem powiedzieć, że Sąd Najwyższy włączył się w spór o TK, a tym samym postawił się po stronie sporu politycznego?

– Tak. To wskazuje na zaangażowanie polityczne. Przecież przy wielu innych okazjach te same gremia podkreślają potrzebę bezstronności, niezawisłości i apolityczności sądów. W tym wypadku mamy do czynienia ze złamaniem konstytucyjnej zasady apolityczności wymiaru sprawiedliwości.  

Rzecznik Klubu PiS Beata Mazurek zapowiedziała możliwie szybko złożenie ustawy nowelizującą prawo o TK. Kiedy projekt ujrzy światło dzienne i co będzie zawierał czy też, co powinien zawierać?

– Jestem przekonany, że projekt ten będzie uwzględniał prace zespołu eksperckiego powołanego przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. W mojej ocenie projekt pojawi się dopiero po zakończeniu prac przez zespół ekspercki i to członkowie tego gremium będą wskazywać na to, w jakim zakresie opinia Komisji Weneckiej zostanie uwzględniona w projekcie ustawy, tak aby rozwiązania te nie kolidowały z Konstytucją RP i polskim porządkiem prawnym.

Czy Pana zdaniem jest szansa, że nowelizacja prawa o TK zakończy ten absurdalny spektakl?

– Z reguły jestem optymistą, ale w tym wypadku nabieram coraz głębszego przekonania, że tu nie chodzi ani o TK, ani o demokrację, ani też o prawa wolnościowe i obywatelskie, ale chodzi o to, żeby jak najszybciej odzyskać władzę. Platforma, Nowoczesna nie zamierzają uszanować woli suwerena, nie zamierzają czekać do kolejnych wyborów parlamentarnych i chcą ten proces przyspieszyć, chcą doprowadzić do destabilizacji państwa. To są ich usilne wysiłki, a więc rządza władzy jest silniejsza niż uszanowanie woli narodu, niż uszanowanie demokracji. Ci, którzy wymachują hasłami o demokracji, de facto sami nie mają do niej szacunku.    

 

Co sądzi Pan o wypowiedzi posła Stefana Niesiołowskiego, który dzisiaj w Polsat News  powiedział, że ma nadzieję, iż protesty uliczne zmiotą reżim Kaczyńskiego i dyktatura  PiS zostanie obalona dzięki KOD-owi, który określił mianem ruchu społecznego, porównując go do „Solidarności”?

– To chyba najlepiej pokazuje, jakie są prawdziwe intencje opozycji totalnej, której dążeniem nie jest szacunek dla Konstytucji, nie jest uszanowanie demokracji, praw i wolności obywatelskich, ale celem opozycji jest zdobycie władzy kosztem właśnie tych wartości. Opozycja dąży do władzy za wszelką cenę, nawet gdyby miało to zaszkodzić interesom narodu i interesom państwa polskiego. Dlatego te wysiłki są podejmowane nie tylko wewnątrz państwa, ale i na zewnątrz, by tylko zdobyć władzę i w dalszym ciągu reprezentować te grupy interesu, które były reprezentowane przez ostatnie 25 lat. Trzeba jasno i z całą mocą powiedzieć, że o przemianach politycznych mówimy dopiero teraz. Po 1989 r. nie doszło do zasadniczych zmian w Polsce. Jeżeli ktoś wątpi, to może warto przypomnieć, że to właśnie autor stanu wojennego Wojciech Jaruzelski był prezydentem RP po 1989 r., że inny twórca stanu wojennego gen. Czesław Kiszczak sprawował eksponowane stanowisko w rządzie, będąc szefem MSW. I żaden z tych dygnitarzy komunistycznych nie został osądzony, a gen. Jaruzelski nie tak dawno został pochowany z honorami państwowymi na warszawskich Powązkach. A zatem możemy mówić nawet o pewnej ciągłości ustrojowej. Jednak dziś Polską zgodnie z wolą Narodu rządzi nowa władza, która chce służyć Polakom, chce służyć państwu polskiemu. Ta władza nie chce ochraniać dotychczasowych uprzywilejowanych grup interesów i stąd jest ten potężny opór. Platforma i Nowoczesna zamierzają w dalszym ciągu realizować to, co czyniono przez ostatnie 25 lat, a więc ochraniać konkretne grupy interesu i nie dopuścić do jakichkolwiek zmian w Polsce. Ponieważ PiS nie tylko zapowiadało w programie wyborczym, ale również konsekwentnie realizuje swój plan wyborczy, wobec tego opozycja: Platforma i Nowoczesna, a także PSL podejmuje wszelkie wysiłki, aby to uniemożliwić. Konflikt wokół TK jest tylko parawanem dla rzeczywistych celów i interesów.

Czy w tym kontekście widać jakąkolwiek możliwość rozwiązania tego politycznego konfliktu?

– Niestety nie widać. Zresztą ten konflikt został po to wygenerowany przez opozycję, aby zdestabilizować państwo i zdobyć władzę w Polsce. Ten konflikt, ten spór nie powstał po to, żeby go teraz rozwiązać, ale tak jak powiedziałem wcześniej, na bazie tego konfliktu opozycja chce odzyskać władzę w Polsce, a więc chce zmienić wolę Narodu. I jest szalenie ważne, żeby ten przekaz dotarł do obywateli: PiS stoi na gruncie przestrzegania Konstytucji, przestrzegania prawa i pozostaje wierne tym deklaracjom, które składało w kampanii wyborczej. Natomiast dzisiejsza opozycja próbuje zrobić wszystko, aby nie dopuścić do jakichkolwiek zmian w Polsce i jak najszybciej przejąć władzę. Ale to się nie uda.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki