• Sobota, 16 maja 2026

    imieniny: Andrzeja, Szymonety

Wędrujący proces

Środa, 27 kwietnia 2016 (20:33)

Proces Mirosława K., byłego marszałka województwa podkarpackiego, oskarżonego m.in. korupcję, oraz pięciu innych osób będzie się toczył nie w Przemyślu, a w Rzeszowie. Tak przynajmniej wynika z dzisiejszego postanowienia Sądu Okręgowego w Przemyślu.

Po trwającym trzy lata śledztwie proces oskarżonych w tzw. aferze podkarpackiej miał się rozpocząć w ubiegły piątek przed Sądem Okręgowym w Przemyślu. Jednak zamiast rozprawy na posiedzeniu niejawnym jeden z obrońców złożył wniosek o przeniesienie sprawy do Sądu Rejonowego w Rzeszowie. Dziś Sąd Okręgowy w Przemyślu przychylił się do wniosku obrony, co oznacza, że w Przemyślu toczyć się będzie sprawa trzech z dziewięciu oskarżonych: Zbigniewa S., Eugeniusza Z., oraz Stanisława T., zaś pozostałych sześciu w tym Mirosław K. będzie odpowiadać przed sądem w Rzeszowie.

Dzisiejsze postanowienie Sądu Okręgowego w Przemyślu nie jest prawomocne.

Pierwotnie proces Mirosława K. i pozostałych oskarżonych m.in. przedsiębiorców, byłych samorządowców, a także byłego zastępcy komendanta powiatowego Policji w Jarosławiu miał się toczyć przed sądem w Rzeszowie. Jednak z uwagi na fakt, iż Mirosław K., jak i pozostali oskarżeni to osoby powszechnie znane w regionie, rzeszowski sąd wyłączył się z rozpoznawania sprawy, która ostatecznie trafiła do Sądu Okręgowego w Przemyślu. Teraz o ile wyższa instancja nie zdecyduje inaczej, sprawa ponownie trafi do rzeszowskiego sądu.

Na byłym marszałku województwa podkarpackiego i byłym prominentnym polityku PSL ciąży 16 zarzutów, a akta śledztwa liczą kilkadziesiąt tomów. Najobszerniejsza część zarzutów, jakie K. postawiła Prokuratura Apelacyjna w Lublinie, dotyczy przestępstw urzędniczych, m.in. płatnej protekcji, powoływania się na wpływy w instytucjach administracji państwowej oraz korupcji. Zarzuty dotyczą okresów, kiedy Mirosław K. był pracownikiem Starostwa Powiatowego w Lubaczowie, wojewodą podkarpackim i marszałkiem województwa. Oskarżony nie przyznaje się do winy, grozi mu do 12 lat więzienia.

Mariusz Kamieniecki