Aborcja to morderstwo
Środa, 20 kwietnia 2016 (20:49)Z ks. dr. hab. Piotrem Kieniewiczem MIC, dyrektorem Ośrodka Wsparcia Płodności „NaProTechnologia” w Licheniu, rozmawia Anna Ambroziak
W przestrzeni medialnej rozgrywa się prawdziwa histeria wokół kwestii eliminacji zjawiska aborcji z polskiego systemu prawnego. Skąd się ona bierze?
– Myślę, że – najkrócej mówiąc – z nazwania rzeczy po imieniu. Że bezpośrednia aborcja (czyli taka, która jest traktowana jako cel sam w sobie albo jako środek do celu) jest zawsze morderstwem, że jest zabiciem człowieka. Dziecko nienarodzone jest człowiekiem – wobec tego aborcja dokonana na nim z premedytacją jest morderstwem. Histeria zatem bierze się stąd, że nikt, także zwolennicy aborcji, nie chce być przecież utożsamiany z mordercą albo ze wspólnikiem zbrodni. Warto tu przypomnieć pewną sytuację sprzed kilku lat, kiedy w Sejmie odbywała się debata nad inicjatywą obywatelską mającą chronić życie ludzkie od poczęcia. Chodzi mianowicie o wypowiedź ówczesnej pani marszałek Ewy Kopacz, która zakazała Kai Godek określania aborcji mianem zabójstwa.
Wielu polityków, nawet z PiS, wyraźnie unika publicznego wyrażania opinii o aborcji, poprzestając na deklarowaniu „zdania prywatnego”.
– W moim przekonaniu, nie da się rozdzielić zdania prywatnego od opinii urzędowej czy politycznej. Jeślibyśmy taki rozdział akceptowali, oznaczałoby to, że godzimy się w którejś z tych sfer na kłamstwo, że akceptujemy sytuację, że polityk opowiadający się za sprawiedliwością popiera mordowanie niewinnych. Jeśli zatem dochodzi do takiej sytuacji, że politycy unikają jednoznaczności w swoich wypowiedziach, to wydaje się, że powody tego są dwa. Po pierwsze – część z nich dała się wciągnąć w rozważanie kwestii prawa do życia nienarodzonych na płaszczyźnie politycznej, wyłączając ją spod płaszczyzny moralności.
Powrócę tu znów do wypowiedzi pani Kopacz, ale tym razem jako ministra zdrowia. Chodzi o tzw. sprawę 14-letniej „Agaty” (prawdziwe imię jest inne) z Lublina. Pani Kopacz umożliwiła zabójstwo nienarodzonego dziecka w oparciu o przepis o dopuszczalności aborcji w przypadku ciąży zaistniałej w wyniku czynu zabronionego, choć dziecko było poczęte w dobrowolnym współżyciu dwojga nieletnich. Wskazując szpital, gdzie ma się dokonać zbrodnia, mówiła wtedy, że owszem, jest chrześcijanką, katoliczką, ale w tej sprawie swoje przekonania musi pozostawić za drzwiami gabinetu.
Po drugie, kwestia aborcji zbyt często jest rozpatrywana na płaszczyźnie poparcia politycznego, w kategoriach sondaży i wskaźników popularności, zamiast na płaszczyźnie moralności, a więc rozumowania, czy jest to działanie dobre czy złe. Życie jest fundamentalną wartością i dlatego powinniśmy bronić życia zawsze. Każdy człowiek zasługuje na to, żeby żyć, bez względu na to, z ilu komórek się składa, w jakiej kondycji fizycznej się znajduje, czy jest ukryty w łonie swojej matki, czy też już się urodził. Mamy wybierać dobro (w tym wypadku broniąc życia dzieci nienarodzonych) nie dlatego, że nam się to opłaca, ale dlatego, że jest to wybór moralnie dobry. Kropka.
Prawo państwowe powinno chronić życie właśnie ze względu na fundamentalny charakter tej wartości. Bez gwarancji ochrony życia trudno mówić o jakichkolwiek innych gwarancjach. Trzeba sobie uświadomić, że jeżeli odmówi ono prawa do życia jednemu człowiekowi czy jednej grupie ludzi, tym samym otworzy furtkę do tego, by – w imię jakichś przesłanek ideologicznych czy też preferencji społecznych – tego prawa do życia odmówić komuś innemu. Właśnie z takiego segregowania ludzi, z ideologicznego określania, kto ma prawo żyć, a kto nie, zrodziły się totalitarne systemy XX wielu: faszyzm, nazizm i komunizm. Dziś, w dobie demokracji, jawnym się staje, że ich obalenie nie rozwiązało problemu, bo – jak wskazywał św. Jan Paweł II w swoich dokumentach – demokracja sprzymierzona z relatywizmem moralnym prowadzi do jawnego lub zakamuflowanego totalitaryzmu. W tym wypadku przejawem takiego totalitarnego myślenia jest prawo pozwalające na zabójstwo nienarodzonego dziecka, jeśli jest chore, poczęte z gwałtu czy po prostu niechciane.
Co z sytuacjami, w których życie dziecka zagraża życiu matki?
– Tak postawione pytanie jest na zbyt wielkim poziomie ogólności. Każda sytuacja jest odmienna. Pamiętajmy – to dziecko jest człowiekiem. Rzeczywiście, zdarzają się sytuacje, w których rozwój procesu ciąży zagraża życiu kobiety. Zawsze mamy prawo i obowiązek ratować kobietę. Ale nie może być tak, że drogą do jej ocalenia będzie bezpośrednie zabójstwo dziecka. Nie wolno zabijać ludzi. Oczywiście – dziecko może umrzeć po zastosowaniu koniecznej terapii, ale jego śmierć nie może ani być celem samym w sobie, ani środkiem do celu, a jedynie nieuniknionym skutkiem koniecznych działań medycznych. Śmierć dziecka nie jest „terapią”, leczeniem matki. O tym zresztą mówi obywatelski projekt ustawy gwarantujący pełną ochronę życia, projekt, który – moim zdaniem – jest naprawdę niezły. Obawiam się tylko, że w takim kształcie, w jakim jest teraz, skierowany do prac parlamentarnych, stanie się przedmiotem prac dążących ku kolejnemu kompromisowi aborcyjnemu. Może też zdarzyć się, iż na lata ugrzęźnie on w komisjach, zaś prace nad nim będą przeciągane dotąd, aż umrze śmiercią naturalną. Tego się obawiam. Ale mam nadzieję, że się mylę.
Obrońcy życia już kilkakrotnie składali podobne projekty broniące życia. PiS, które było wtedy w opozycji, jawnie je popierało. Teraz PiS ma większość w parlamencie, swojego prezydenta, to daje nadzieję na uchwalenie zapisów sprzyjających życiu.
– Rządzący pokazali, że są w stanie przeprowadzić przez Sejm i Senat projekty, na których im zależy. Do wyborów szli pod hasłem „dobrej zmiany”, zaś opozycja twierdzi, że chodziło jedynie o zmianę jednej ekipy na drugą. Rzeczywiście jest szansa na zmianę w polskim prawie, dobrą zmianę, której owocem będzie objęcie realną ochroną prawną wszystkich ludzi żyjących w Polsce. Czy jednak politykom wystarczy odwagi, by wybrać dobro, by wybrać życie i by nie ugiąć się przed histerią liberalnych środowisk i mediów – trudno powiedzieć. Niepokoją mnie zapowiedzi, w których prominentni działacze stwierdzają, że dzieci poczęte w sytuacji gwałtu nie będą objęte ochroną prawa. Oznacza to bowiem, że niewinnym dzieciom nadal będzie grozić śmierć, zaś gwałcicielom co najwyżej więzienie, o ile udowodni się im winę. Trudno to nazwać sprawiedliwością.
Dziękuję za rozmowę.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym