• Sobota, 16 maja 2026

    imieniny: Andrzeja, Szymonety

Dzieci zostają w Polsce

Piątek, 15 kwietnia 2016 (21:48)

Sąd Rejonowy w Bytomiu oddalił wniosek hanowerskiego urzędu ds. dzieci i młodzieży (Jugendamt) w sprawie wydania trojga polskich dzieci, odebranych w Niemczech polskiej rodzinie.

Sąd stwierdził, że matka bezprawnie uprowadziła dzieci, ale ponieważ od ponad roku żyją one w Polsce i tu jest ich „centrum życiowe”, zarządzenie ich powrotu do Niemiec naraziłoby je na szkodę psychiczną.

Po ogłoszeniu decyzji sądu matka dzieci i obecny na sali jej najstarszy syn objęli się i płakali.

– Ulga, radość, szczęście… To jest to, o co walczyłam i miałam nadzieję, że tu znajdę sprawiedliwość, i tak się stało. Nie muszę się martwić o ich przyszłość – powiedziała dziennikarzom matka dzieci pani Aneta.

– Mieszkamy w Bytomiu, pracuję w Bytomiu, dzieci chodzą tu do szkoły, to nasz nowy dom. Nie zamierzam wracać do Niemiec. Tam twój dom, gdzie serce twoje, a moje serce jest teraz tutaj – dodała, pytana o dalsze plany życiowe. 

Gabriel powiedział, że cieszy się z decyzji sądu. – Denerwowałem się, obawiałem się, że nas mogą znowu Niemcy zabrać – wyznał. Jak mówił, w Polsce żyje mu się dobrze. – Dobre jest to, że jesteśmy razem – wyjaśnił.

Jugendamt – którego przedstawiciel ponownie nie pojawił się w sądzie – domagał się wydania Gabriela, który ma dziś 16 lat, ośmioletniej Viktorii i pięcioletniej Julii. Polska rodzina mieszkała w Hanowerze od czerwca 2005 roku. Gabriel urodził się w Polsce, jego młodsze siotry już Hanowerze. Pod koniec 2013 r. na podstawie decyzji sądu Jugendamt odebrał rodzicom dzieci.

Julia i Viktoria trafiły do niemieckiej rodziny zastępczej, a najstarszy Gabriel – do ośrodka wychowawczego oddalonego o 100 km. Według rodziców, niemieccy rodzice zastępczy drastycznie zaniedbywali dziewczynki, dzieci miały być też ofiarami przemocy i molestowania seksualnego. Rodzice zdecydowali się uprowadzić całą trójkę i wrócić do Polski w styczniu 2015 r. – Nie żałuję tego – mówiła matka dzieci.

Odebranie dzieci Jugendamt uzasadniał sytuacją życiową rodziny i chorobą alkoholową rodziców, a w przypadku Viktorii podejrzeniem, że jest bita. Pełnomocnik rodziny Markus Matuschczyk oświadczył podczas poprzedniej rozprawy, że przeczą temu opinie lekarskie po badaniach przeprowadzonych jeszcze w Niemczech. Wykluczyły one jakiekolwiek uzależnienia czy choroby przewlekłe rodziców. Rodzice stanowczo zaprzeczają też, by sami zgodzili się na oddanie dzieci w pieczę zastępczą. Według nich, prawdziwym powodem pozbawienia praw rodzicielskich był konflikt z asystentem z Jugendamtu, który zbytnio ingerował w ich życie.

Podczas poprzedniej rozprawy sędzia Katarzyna Janik przedstawiła również protokoły z przesłuchania dzieci w obecności psychologa, opinię sądowo-psychologiczną, dokumenty ze szkoły i przedszkola, do których uczęszczają dzieci, a także informację z policji i z wywiadu środowiskowego.

Wszystkie te dokumenty – z wyjątkiem niemieckiego – są pozytywne dla rodziców. Wynika z nich, że dzieci są bardzo przywiązane do mamy i taty, są zadbane, rozwijają się prawidłowo; w Polsce czują się bezpiecznie, a powrót do Niemiec byłby dla nich przeżyciem traumatycznym. W rodzinie nie odnotowano kłótni czy nadużywana alkoholu.

Śledztwo w sprawie molestowania dziewczynek, po doniesieniu rodziców, prowadzi bytomska prokuratura, która przed kilkoma miesiącami informowała, że wyczerpała już źródła dowodowe dostępne w Polsce. Jak mówił pełnomocnik rodziny, teraz trzeba przesłuchać podejrzanych i świadków mieszkających w Niemczech, co zostanie prawdopodobnie przeprowadzone w ramach pomocy prawnej.

Jugendamty powstały w latach 20. XX wieku jako instytucja opiekująca się trudną młodzieżą, zdeprawowaną w wyniku wojny. Po dojściu do władzy w 1933 roku narodowych socjalistów sieć tych placówek włączono do systemu wychowawczego. Obecnie działalność urzędów do spraw młodzieży znajduje się w gestii niemieckich krajów związkowych (landów). W przypadkach zaniedbania dzieci przez opiekunów lub znęcania się nad nimi nierzadko Jugendamty krytykowane są za opieszałość i brak zdecydowania; z drugiej strony zarzuca się im ingerowanie w życie rodzin i naruszanie prywatności.

RS, PAP