• Sobota, 16 maja 2026

    imieniny: Andrzeja, Szymonety

Zabrakło woli rządzących

Środa, 13 kwietnia 2016 (04:17)

Z senator Alicją Zając z Prawa i Sprawiedliwości, wdową po senatorze Stanisławie Zającu, który zginął w katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r., rozmawia Mariusz Kamieniecki

10 kwietnia, po sześciu latach, Krakowskie Przedmieście znów było biało-czerwone, a uroczystości podniosłe i godne. Można powiedzieć, że po czasach, kiedy pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej usiłowano zamknąć w grobach, wreszcie godne…

– Prawdę powiedziawszy, uroczystości centralne w Warszawie znam tylko z relacji telewizyjnych, bo nasze rodzinne uroczystości odbywały się w Jaśle przy grobie mojego zmarłego męża. Jednak z tego, co widziałam, pojawia się promyk nadziei, że może wreszcie wokół katastrofy smoleńskiej będzie można tworzyć grupę osób, które – oprócz podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej, jaka powstała przy Ministerstwie Obrony Narodowej – będą mogły szerzej niż to miało miejsce do tej pory podjąć i wyjaśnić wszystkie sprawy.

Co konkretnie ma Pani na myśli?

– Przede wszystkim mam na myśli sprawy związane ze śledztwem i z Prokuraturą Wojskową, bo w ostatnim czasie prokuratura powiadomiła – przynajmniej mnie, a myślę, że także inne rodziny smoleńskie, że przystępuje do, po pierwsze, postępowania wyjaśniającego w sprawie profanacji zwłok, i po drugie, postępowania w sprawie fałszowania dokumentacji medycznych. To są bardzo poważne sprawy. Nie potrafię dzisiaj powiedzieć, kto będzie te sprawy podejmował – myślę, że Prokuratura Krajowa. Mam nadzieję, że wszystkie te sprawy wreszcie, raz na zawsze zostaną wyjaśnione i że nie trzeba będzie przeprowadzać ekshumacji wszystkich ciał, w przypadku których nie było ekshumacji. Proszę pamiętać, że kilka rodzin już wcześniej złożyło wnioski o ekshumację, które nie zostały rozpatrzone pozytywnie, a co za tym idzie – ekshumacji nie było, oczywiście poza tymi, które zleciała sama prokuratura niejako z urzędu. I to są te nasze niepokoje, które mieliśmy przez ostatnie sześć lat. I nie dość, że o wielu rzeczach nic nie wiedzieliśmy, to dodatkowo dostęp do tej wiedzy nam utrudniano.

Minister Waszczykowski rozważa skierowanie skarg do instytucji międzynarodowych, które mogłyby wywrzeć presję na Rosjan i zwrot naszej własności: wraku tupolewa i czarnych skrzynek. Czy jest szansa, że te dowody wrócą kiedyś do Polski?

– Uważam, że ta szansa była zaraz po 10 kwietnia 2010 r., ale została zaprzepaszczona. Obowiązkiem rządu polskiego i instytucji do tego powołanych było zajęcie się we właściwy sposób całym zestawem procedur wymaganych w przypadku katastrof lotniczych na takim szczeblu. Takiej katastrofy w historii nigdy dotąd nie było, kiedy ginie urzędujący prezydent z małżonką, ostatni prezydent na uchodźstwie i wiele innych osób z kręgów rządowych, generalicji itp. To ogromna strata i wielki błąd, że takich działań nie podjęto. Próby odzyskania dowodów dzisiaj, pisanie listów, wpływanie na instytucje międzynarodowe jest, owszem, potrzebne i wskazane, ale najbardziej odpowiednim, naturalnym czasem do powołania międzynarodowej komisji ds. zbadania przyczyn i okoliczności tej katastrofy był rok 2010. Jednak ówczesny rząd koalicji PO – PSL zadecydował inaczej, pozostawiając śledztwo w rękach Rosjan. Każda inicjatywa podejmowana dzisiaj, dotycząca powrotu wraku samolotu czy czarnych skrzynek, jest potrzebna. Niby dlaczego podstawowe dowody, które mogą przyczynić się do wyjaśnienia tej tragedii, nie mogą być u nas, w Polsce?

Tyle że do tej pory – jak Pani wspomniała – to się nie udawało?

– Nie udawało się, bo nie było woli rządzących. Część rodzin udzieliła pomocy prawnej w rosyjskim śledztwie, ale Rosjanie wciąż pozostają głusi na nasze wnioski o pomoc prawną. Przez sześć lat zdołaliśmy się przekonać, że z tamtej strony nie było i wciąż nie ma woli współpracy, choćby w przypadku zwrotu wraku Tu-154M. Cały czas argumentem przeciwko jest tłumaczenie się trwającym śledztwem. To jest tłumaczenie wygodne dla Rosjan. Uważam, że należy się poważnie zastanowić, jakie kroki podjąć. Nie jestem ekspertem od prawa międzynarodowego, ale są specjaliści, którzy powinni rozważyć, co zrobić, jak przekonać Rosjan, aby zechcieli podjąć się rozmów. Wiemy, że rozmowy są prowadzone, ale póki co efektów nie znam, ale z tego, co wiem, postępu nie widać.  

MSZ chce także zwrócić się do naszych sojuszników o pomoc w tej sprawie. Być może to jest właściwy kierunek…?

– Każda droga jest dobra, żeby wyjaśnić to, co się stało w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. Wiele takich działań było podejmowanych w niełatwych przecież okolicznościach, jak chociażby Zespół Parlamentarny ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r. pod kierunkiem Antoniego Macierewicza. Teraz okoliczności są dużo bardziej sprzyjające, nadszedł korzystniejszy czas, kiedy będzie można prowadzić badania w sposób spokojny z pomocą państwa. Wtedy państwo polskie niestety nie stanęło na wysokości zadania. Mało tego, nie wykonało nawet minimum zadań, co do których wykonania miało obowiązek. Przecież w Smoleńsku zginęli obywatele Polski z prezydentem na czele i państwo jest tym wszystkim ludziom winne wyjaśnienia, dlaczego w tak tragiczny sposób nić ich życia została przerwana.

Czego Pani oczekuje od podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej, jaka powstała przy MON?

– Oczekuję, zresztą nie tylko ja, że zostanie poczyniony znaczący krok w kierunku wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Oczekuję, że badania i ich wyniki nie będą dyskredytowane, tak jak były lekceważone i ośmieszane rezultaty badań podejmowanych przez zespół Antoniego Macierewicza. W przeciwieństwie do poprzedników obecna władza: premier, prezydent, są zainteresowani rzetelnym postępowaniem w oparciu o ekspertyzy i te dowody, którymi dziś dysponujemy. Dotyczy to również ewentualnej ekshumacji ciał naszych bliskich, bo jeśli się okazuje, że ciała w trumnach zostały pomylone, że z Ambasady RP w Moskwie przesłano do Warszawy informacje, że ciała ofiar zostały zamienione w trumnach, a nikt nas o tym nie poinformował, mało tego, nie podjęto żadnych działań, żeby to wyjaśnić, bo przecież nie wiemy, jakich ciał to dotyczy, to wszystko to jest jednym wielkim skandalem, który wymaga rzetelnego wyjaśnienia. Proszę sobie wyobrazić, co mogą czuć rodziny, które nie mają pewności, czy nie dotyczy to ich krewnego. Przecież dowiadujemy się, że ponad dwieście kilogramów niezidentyfikowanych szczątków ofiar przywieziono z Rosji. Zostały one skremowane. Minęło sześć lat od tej tragedii smoleńskiej, a my wciąż stoimy w miejscu. Trzeba zrobić krok do przodu.

Skoro rząd Donalda Tuska wiedział o informacjach, jakie docierały z Moskwy, i nic z tym nie zrobił, to o czym to świadczy? O indolencji i zlekceważeniu sprawy czy może o złej woli?        

– Z wielkim żalem muszę stwierdzić, że nigdy się nie spodziewałam, że ludzie ówcześnie rządzący, Polacy, mogą takie decyzje podejmować. Przeciwko komu działali, przeciwko zmarłym, przeciwko nam, żyjącym rodzinom, przeciwko komu…? Nie mogę zrozumieć tego, czemu miało służyć zatajanie tych faktów. Może należało wówczas nie dawać wiary Rosjanom, otworzyć trumny. Ponadto w zakładzie medycyny sądowej w Moskwie byli przedstawiciele polskich władz, były prowadzone rozmowy także zaraz po katastrofie. Tam byli konkretni ludzie, na których ciąży odpowiedzialność za to całe zamieszanie. Nie umiem znaleźć odpowiednich słów, aby określić takie postępowanie. To było postępowanie, które nie licuje z godnością człowieka w ogóle, a tym bardziej osób sprawujących odpowiedzialne funkcje w państwie, które nie stanęły na wysokości zadania w tak szczególnym momencie. Skoro tak, to można sobie wyobrazić, jak działały na co dzień.

Jak w tym kontekście widzi Pani szanse na wzajemne wybaczenie, jedność i solidarność, o które apelował w niedzielę prezydent Andrzej Duda?

– Tego wzajemnego przebaczenia nam w Polsce potrzeba. Potrzeba nam jedności, zrozumienia i wspólnej pracy. I ja jestem do tego gotowa. Ja nie mam pretensji do jakichś konkretnych osób, bo tak naprawdę nie wiem, dlaczego nasi bliscy zginęli. Ale mam pretensje do tych, którzy nie wykonali minimum swoich obowiązków, którzy nas – rodziny, które chciały wiedzieć, czy w grobach spoczywają nasi bliscy, traktowali jak zło konieczne, jak intruzów. Chyba każdemu zależy, aby jego bliscy mieli godny pochówek, nam również na tym zależało. Fakty jednak pokazują, że co do tego godnego potraktowania ciał naszych bliskich można mieć wątpliwości, a państwo polskie milczało, kiedy ciała jego obywateli profanowano. Należało wyjaśnić, dlaczego i kto to zrobił. Ale tego nie dopilnowano, mimo iż na miejscu byli przedstawiciele Ambasady RP w Moskwie. Jest wiele pytań, które pozostają bez odpowiedzi. Dlaczego nie pozwolono nam otworzyć trumien, skoro takiego zakazu czy przepisu nie było i nie ma, tylko ktoś sobie to wymyślił? To było obowiązkiem państwa: przywieźć wszystkie trumny z ciałami do Polski, otworzyć je, zidentyfikować ciała i dopiero wtedy dokonać pochówku. Tymczasem wszystko robiono w pośpiechu, podobnie zresztą jak ze śledztwem, które bezkrytycznie oddano w ręce Rosjan. Robiono wszystko, aby jak najszybciej mieć spokój ze Smoleńskiem. Jako rodziny – mówię tu za siebie, ale myślę, że także inni mają podobne zdanie – będziemy chcieli porozumienia, ale chcemy także prawdy, która stanowi podstawę. Jesteśmy to winni naszym bliskim zmarłym. Liczymy, że wokół sprawy katastrofy smoleńskiej zapanuje spokój, że śledztwo będzie prowadzone i że pomyłki zawinione czy nie zostaną wyjaśnione. Ciała muszą się znaleźć w grobach, którym są przypisane. To jest nasz, żyjących, obowiązek wobec zmarłych.

Liczy się Pani z ekshumacją swojego męża?

– Zawsze mówiłam, podobnie jak członkowie mojej rodziny, że jesteśmy przeciwni ekshumacji. Również siostra mojego męża uważała, że nie będziemy wnioskować o ekshumację, ponieważ w aktach zobaczyłam zdjęcie swojego męża po śmierci i wiem, że on tam na pewno był. Jednak jeśli będzie to konieczne, dla dobra prowadzonego śledztwa trzeba będzie szukać w grobach ciał naszych zmarłych, to nie będę protestowała. Przypomnę tylko przykład Anny Walentynowicz, kiedy do dziś nie wiemy, w którym grobie jest pochowana.

Skoro mówimy o odpowiedzialności osób z ówczesnych władz, które swoim nazwiskiem gwarantowały rzetelność identyfikacji ciał, to może warto przypomnieć Ewę Kopacz, co mówiła wówczas, też pamiętamy…

– Owszem, ówczesna minister zdrowia, późniejsza premier Ewa Kopacz zapewniała, że wszystko jest w porządku, wprost nie mogła wyjść z podziwu dla pracy i sumienności rosyjskich patomorfologów. Jak to wszystko faktycznie wyglądało, myślę, że wymaga wyjaśnień. Rodziny, które były na miejscu w Moskwie, zidentyfikowały ciała swoich zmarłych, uczestniczyły we wkładaniu ich ciał do trumien, co się później stało, co zaszło w międzyczasie, czy zostały pomylone tabliczki z nazwiskami, tego nie wiemy. Nikt nas o tym nie informował.

Z jednej strony mamy sprzeciw Rosji przeciwko usuwaniu sowieckich pomników w Polsce, z drugiej na miejscu katastrofy w Smoleńsku wciąż nie ma pomnika, godnego upamiętnienia. Wygląda na to, że mamy do czynienia z przemyślaną strategią…

– Dla każdego Polaka Smoleńsk to miejsce szczególne. Rosjanie zdają sobie z tego sprawę i wykorzystują każdy moment, każdy szczegół, żeby utrudnić nam upamiętnienie ofiar katastrofy. Robią, co się im podoba, nie zważając na żadne reguły, zasady, nie informują nawet polskiego MSZ o zmianach właściciela fragmentu lotniska w Smoleńsku. To wszystko są niepotrzebne działania. Jako rodziny cieszymy się z każdego upamiętnienia naszych bliskich, czy to w Polsce, czy na świecie. Mam nadzieję, że przyjdzie czas, że również w Smoleńsku na miejscu katastrofy powstanie godne upamiętnienie ofiar.

W najbliższych tygodniach zostanie powołany komitet, który ma opracować koncepcję pomnika na Krakowskim Przedmieściu…

– To dobrze, że w końcu sprawa ta ma szanse na sfinalizowanie. Pomnik poświęcony ofiarom tragedii smoleńskiej powinien stanąć nie w miejscu, które wybiera prezydent czy premier, ale w miejscu, które wybrał Naród. Polacy z kraju i ze świata w 2010 r. gromadzili się na Krakowskim Przedmieściu, składając hołd pamięci i wdzięczności za życie 96 osób, które zginęły w Smoleńsku. I dlaczego jedna czy druga osoba – nie wiem i nie chcę wiedzieć, z jakich pobudek – wydaje decyzję i mówi publicznie, że tam nie będzie pomnika. Będzie pomnik, bo taka jest wola Polaków.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki