• Piątek, 15 maja 2026

    imieniny: Zofii, Izydora, Berty

Spotkanie zamiast sporów

Czwartek, 31 marca 2016 (11:21)

Z Janem Marią Jackowskim, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, zastępcą przewodniczącego Komisji Kultury i Środków Przekazu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Liderzy ośmiu partii spotkają się dzisiaj, aby wypracować rozwiązanie kryzysu politycznego w Polsce. Pierwszy krok do wyjścia z błędnego koła?

– Niewątpliwie taka jest intencja Jarosława Kaczyńskiego, pomysłodawcy spotkania. Należy podkreślić, że ten konflikt został wywołany przez Platformę, która dokonała „zamachu na Trybunał” poprzez uchwalenie niekonstytucyjnej ustawy o Trybunale w poprzedniej kadencji Sejmu. Nie ulega wątpliwości, że konflikt, który powstał wokół Trybunału Konstytucyjnego, ma charakter polityczny. To wystarczający powód, aby jego konstruktywnych rozwiązań szukać w Warszawie, a nie poza granicami kraju. Inną kwestią jest to, co z tych rozmów wyniknie. Mam nadzieję, że będzie to krok zmierzający do ustabilizowania sytuacji w Polsce.

Pewne sygnały już do nas docierają. Wszystkie partie zarzucają sobie brak dobrej woli. To nie najlepszy prognostyk przed rozmowami.

– Obawiam się, że część opozycji nie jest zainteresowana wygaszeniem sporu, bo uważa, że zyska na tym politycznie. Czy tak jest? Wątpię. Wszystkie sondaże z ostatnich miesięcy pokazują, że ta część opozycji, która radykalizuje się w sprawie Trybunału, ma problemy z poprawieniem swoich notowań.

Mimo osobistych niechęci liderzy partii są w stanie skupić się na meritum sprawy i odejść od politycznych zagrywek?

– Prawo i Sprawiedliwość ma uczciwe intencje co do rozmów oraz nadzieję, że konflikt da się konstruktywnie rozwiązać. Bez rozmów nie wypracujemy korzystnej dla kraju formuły wyjścia z kryzysu, to oczywiste. Mam nadzieję, że inne ugrupowania przyjmą taką samą postawę. Może lepiej by było, aby te rozmowy toczyły się z dala od zbędnego szumu medialnego. Wtedy szansa na porozumienie byłaby większa. Sytuacja zawsze zmienia się, kiedy zapalają się światła jupiterów. Wtedy część opozycji zaczyna odgrywać spektakl, w którym głosi hasła powtarzane od miesięcy. Obawiam się, że efekty medialne będą ważniejsze od konstruktywnych rozmów.

Mówi się dużo o kompromisie. Opozycja domaga się zaprzysiężenia trzech sędziów wybranych w poprzedniej kadencji, tymczasem PiS zgłasza kandydaturę do Trybunału prof. Zbigniewa Jędrzejewskiego. Dlaczego nie szukać kandydatów do Trybunału w tamtej trójce?

– Prof. Zbigniew Jędrzejewski to wybitny prawnik w zakresie prawa karnego. Gdy znajdzie poparcie parlamentu, to z pewnością wniesie wiele do Trybunału. Procedury zgłaszania kandydatów są jasne i nic nie stoi na przeszkodzie, aby opozycja zgłaszała swoich. Może zgłosić osoby, które już kiedyś kandydowały do Trybunału, a nie zostały jego sędziami. Nie możemy dopuścić do sytuacji, żeby Trybunał nie był obsadzony w pełnym, konstytucyjnym składzie przez 15 sędziów. Gdyby sędzia Rzepliński zechciał przestrzegać Ustawy Zasadniczej i do rozpatrywania spraw powoływać 15-osobowy skład Trybunału, to gdybyśmy nie wskazali sędziego na wakujący mandat, to by stawiał nam zarzuty, że nie może orzekać zgodnie z Konstytucją. (Spotkanie sędziów z 9 marca pokazuje, że stawia się ponad prawem). Natomiast stawianie warunku, że mają być zaprzysiężone osoby, które z wadą prawną zostały wybrane przez Sejm poprzedniej kadencji, nijak się ma do kompromisu. Konstytucja wymaga, aby Trybunał liczył 15 sędziów i tylu obecnie go tworzy, nie ma więc możliwości prawnej dodać do niego trzech kolejnych. Tak samo nie można mówić o kompromisie, gdy żąda się opublikowania tzw. wyroku Trybunału z 9 marca. Trudno publikować coś, co nie jest wyrokiem, i poświadczać nieprawdę na oficjalnych dokumentach. Jeżeli ktoś domaga się kompromisu, to niech oprze go na literze prawa.

Mateusz Kijowski wkrótce uda się do Stanów Zjednoczonych, gdzie spotka się z przedstawicielami Kongresu i Departamentu Stanu i przedstawi sytuację w Polsce oczami Komitetu Obrony Demokracji. Jak Pan odbiera tę wizytę?

– W Polsce panuje wolność, skoro Mateusz Kijowski chce lecieć do Stanów, to niech leci. Chce opowiadać o sytuacji w Polsce, niech to robi. Jednak ewentualne działanie na szkodę Polski poza jej granicami, czyli umiędzynarodawianie naszych wewnętrznych konfliktów, nie jest dobrze odbierane. To wynika  z naszej historii, ale ją trzeba znać i rozumieć. 

Międzynarodowa krytyka rządu ws. Trybunału miała wpływ na zaproszenie opozycji do rozmów?

– W moim przekonaniu zadecydowała odpowiedzialność i troska o państwo. Jesteśmy w sytuacji, którą ks. abp Józef Michalik określił nową targowicą. Wobec problemów w Unii Europejskiej, kryzysu migracyjnego czy ochłodzenia relacji z naszym wschodnim sąsiadem wywlekanie spraw wewnętrznych na forum międzynarodowym nie leży w naszym interesie narodowym. Nie ma więc innej możliwości, jak zakończyć spór wokół Trybunału przez polskich polityków. 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk