• Piątek, 15 maja 2026

    imieniny: Zofii, Izydora, Berty

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Bóbr. Gryzący problem

Wtorek, 29 marca 2016 (19:43)

Odbudowa populacji bobra w Polsce jest niewątpliwym sukcesem wielu specjalistów. Obecnie jednak mamy coraz więcej doniesień o szkodach powstających w wyniku ich działalności. Rosną też sumy odszkodowań.

Tuż po wojnie ich populację szacowało się zaledwie na kilkadziesiąt sztuk w całej Polsce. Pod koniec lat 50. rozpoczęły się prace nad zwiększeniem ich liczby. Były zasiedlane w konkretne miejsca. Jednocześnie została wyniszczona populacja naturalnych wrogów bobra, czyli wilka, rysia i niedźwiedzia. Bóbr jednak zaczął się rozwijać w sposób niekontrolowany. Z kolei jego wrogowie znacznie wolniej. Dziś na samej tylko Lubelszczyźnie jest ich od 10 do 12 tys. Liczba ta jest oparta jedynie na zgłoszonych szkodach, a także na wnioskach o odstrzały czy niszczenie tam.

Szacunki dotyczą zatem terenów, na których bobry wchodzą w drogę człowiekowi. Tak jak w Wielkopolu (gmina Gorzków), gdzie mieszkańcy już od kilku lat mają kłopot z niszczycielską działalnością bobrów. – Nikt nie wie, ile ich jest – mówi „Naszemu Dziennikowi” Wiesław Olech. Bobry zamieniły rów melioracyjny w brudne rozlewisko. – Te bobry są bardzo szkodliwe. Ich zapora zatopiła drzewa, które powinny znajdować się na suchym terenie. W wodzie usychają i po prostu się marnują. Nic z nich za chwilę nie będzie – wyjaśnia Olech. Co więcej, zniszczonych drzew nie ma praktycznie jak zabrać, bo nie można podjechać żadnym sprzętem na tak zabagniony teren.

– Wszystkie sąsiadujące ze zdewastowanym rowem melioracyjnym budynki są zawilgocone. Ludziom się nieprzyjemnie mieszka i niezdrowo. W lecie, gdy ta woda stoi, to jest smród, od razu pojawiają się owady. Ludzie mieli szamba. Proszę sobie wyobrazić, co tu się dzieje, gdy woda się podnosi – opowiada Wiesław Olech z Wielkopola. – Dużo tych domów tutaj jest zasiedlanych tylko latem. Ludzie mieszkają w Lublinie czy okolicy, a przyjeżdżają tylko na wakacje, ale w takim środowisku to jest bagno. Gdyby była prawidłowa gospodarka tym rowem, to wszyscy byliby zadowoleni. Gdyby dbało się o ten rów, i bobry by żyły, i ludziom by się nic nie działo, bo zwierzęta przynosiłyby korzyści, np. w trakcie suszy. Są przecież ważnym elementem ekosystemu. Poprawiają retencję w terenie. Zmniejszają ryzyko powodzi, szczególnie na terenach górskich i podgórskich – mówi z żalem. Niestety, nikt nie czuje się za zaistniałą sytuację odpowiedzialny, bo rów znajduje się na działkach wielu właścicieli.

Bobry w Wielkopolu gryzą i powalają każde drzewo, które może im służyć do budowy żeremi (czyli domu) i zalania potrzebnego terenu do bytowania.

– Za naszą łąką jest staw. Bobry porobiły tam tamę. To wszystko się rozlewa i niszczą nam drzewa. Zawsze boimy się, żeby nam nie zalało łąki, bo krowę trzymamy. Siana trzeba nakosić, żeby miała na zimę, i to wszystko jest utrudnione, a nikt się tym nie zajmuje. Podatki płacimy, a nic się z tym nie robi – denerwuje się pani Teresa z Wielkopola. – To już zgłaszane było do gminy. Jednego roku nawet tę tamę rozbierali, ale bobry zaraz znowu ją odbudowały, bo tego jest u nas bardzo dużo i się za tym nie nadąża. Poza tym każdy się boi cokolwiek zrobić, bo to jest zwierzyna pod ochroną. Pasuje jej widać nasze środowisko i nikt jej tu nie przeszkadza – dodaje.

– Ludzie starali się o odszkodowania, ale więcej było tego starania niż odszkodowania. Tylko tak, aby ludzi zbyć – denerwuje się pan Wiesław. – Ten rów dopływa do rzeki Żółkiewki, a na drodze tej rzeki są jeszcze stawy hodowlane. Bobry też tam urzędują, są wszędzie. Przy rzece zrobiły takie podkopy, że jak rolnik jechał ciągnikiem, to maszyna wpadła do tego podkopu – dodaje.

Nieciekawie robi się też, gdy taki bóbr dostanie się na teren posesji. – U mnie na działce bobry robiły takie podkopy, że tata, jak rąbał drewno na opał, to raz wpadł do tego podkopu. Jednej nocy wyniosły z ogródka dwie jabłonki niskopienne. Zostały z nich tylko kikuty – mówi nam z kolei pan Robert.

Niszczycielska działalność

Bóbr jest pod częściową ochroną, co oznacza, że można wobec niego pewne czynności wykonywać, które są z kolei zakazane w przypadku ochrony ścisłej. Paweł Duklewski z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ) w Lublinie przyznaje, że w ostatnich latach bobry rzeczywiście się rozpanoszyły. – Podstawowe szkody, z jakimi mamy do czynienia, to są podtopienia łąk i pól uprawnych. Na ciekach bądź rowach melioracyjnych, w których płynie woda, potrafią zbudować tamę. Taka jest w końcu natura bobra, że on żyje w rozlewiskach i tam się czuje najbezpieczniej, a zarazem to jest jego typowe siedlisko – podkreśla Duklewski.

Obecność bobra na danym terenie wiąże się też ze ścinaniem drzew. Zwierzę żywi się elementami łyka, wykorzystuje też drzewo jako budulec do żeremi i tam. – Dodatkowo ścinając drzewa i zatapiając je, magazynuje sobie żywność. Robi to na jesieni, by na zimę mieć zapasy. Od sierpnia do listopada szkody są więc największe – mówi nam Duklewski.

Bóbr najbardziej lubi drzewa liściaste i dość miękkie: olchę czy wierzbę, ale nie pogardzi też topolą czy dębem. To są drzewa, które zwykle rosną na terenach zalewowych i podmokłych, czyli rejony, gdzie bóbr lubi najbardziej przebywać. Zdarza się, że bóbr z braku drzew liściastych zabiera się za iglaste. – Sam widziałem plantację sosny, w której naliczyliśmy 100 sztuk ściętych drzew – wyjaśnia Duklewski.

Niestety, bóbr potrafi wejść w szkodę w sadach i wtedy wycina drzewka owocowe, a tutaj szkody są już znacznie większe niż w przypadku drzewostanu liściastego czy iglastego. Największe zniszczenie sieje jednak w stawach hodowlanych. W groblach otaczających stawy przygotowuje sobie nory. – Najczęściej jest tak, że jak już rozkopie tę groblę, to ona pod naporem wody może ustąpić i woda ze stawu schodzi. Cała praca rybaka, często trzyletnia, jest wtedy zmarnowana – mówi Wiesław Olech.

Trudny przeciwnik

Jak pozbyć się intruza? Bobra możemy płoszyć, odstrzelać i odławiać. Na to potrzebne są odpowiednie zgody od Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ). – Płoszenie i odławianie rzadko skutkuje. Bóbr jest na tyle sprytnym zwierzęciem, że zawsze wystawia czujkę, czyli jednego bobra z rodziny. Gdy ten zauważa niebezpieczeństwo, zaczyna uderzać ogonem w taflę wody, informując pozostałych, że coś jest nie tak, i reszta się chowa – wyjaśnia Duklewski. Próby płoszenia hukowego czy szkodliwymi dźwiękami nie sprawdzają się. Można natomiast kupić feromony niedźwiedzia, wilka i rysia, czyli naturalnych wrogów bobra, które wkrapla się w miejsca, skąd chcemy go przepłoszyć.

Egzamin zdają też metalowe siatki ogrodzeniowe, które możemy założyć na pień, by uniemożliwić zwierzęciu jego ogryzanie czy budowanie nor i tam. Drzewa można też smarować różnymi preparatami, które dla bobra okażą się niesmaczne.

Można też niszczyć (za zgodą RDOŚ) wybudowane tamy, choć bobry potrafią je bardzo szybko odbudować. Wyjściem z tej sytuacji są rury przelewowe. – Montuje się je w tamach. Jest ona skonstruowana w ten sposób, żeby nie dało się jej zatkać. Ma ona specjalny kosz z siatki uniemożliwiający bobrowi wepchanie gałęzi i błota, a z drugiej wyprowadza wodę. Dzięki temu po obu stronach tamy utrzymany jest bezpieczny poziom wody, czyli nie dochodzi do zalewania – tłumaczy Duklewski.

Bobry można też odstrzelić. Jednak i to nie jest łatwe, bo żerują w nocy i bytują w wodzie, co nie jest naturalne dla człowieka. Trudno się więc w tym środowisku na niego zasadzić. – Mamy taką opcję, że o odstrzał stara się nie indywidualny rolnik czy hodowca ryb, ale gmina zgłasza się do RDOŚ o zezwolenie na odstrzał np. przez okres 2-3 lat – mówi Duklewski.

Płaci Skarb Państwa

– To są szkody wywołane przez zwierzęta chronione (tak jak wilki czy niedźwiedzie), dlatego pokrywa je Skarb Państwa – zaznacza Duklewski. Ze szkodą zwracamy się do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, właściwej dla danego terenu. Wzory odpowiednich dokumentów znajdują się na stronach RDOŚ. Do nich trzeba dołączyć wypisy z ewidencji gruntów potwierdzające, że jest się ich właścicielem. Odszkodowania są wypłacane w gospodarstwach leśnych, rolnych i rybackich. – Wypłata odszkodowania jest na podstawie szacunków, bo nie zawsze się da to wyliczyć. Sytuacje są bardzo różne, jeśli osoba nie jest zadowolona, może się odwołać – zaznacza Paweł Duklewski.

Na Lubelszczyźnie w 2015 r. wypłacono odszkodowania na sumę 1,2 mln zł. W 2014 r. wypłacono tam podobną sumę – 1,2 mln zł. To dwukrotnie więcej niż w latach poprzednich. Wynika to z coraz większego zainteresowania odszkodowaniami. Dwa razy więcej na Mazowszu. Podobnie w Warmińsko-Mazurskiem i na Podlasiu. Duże znaczenie ma rozdrobnienie gruntów. Im większe, tym więcej sum za odszkodowania. – Na zachodzie kraju mamy duże gospodarstwa i wtedy bóbr ma utrudnione szkodzenie, bo potentat ziemski ma pieniądze na utrzymanie w odpowiednim stanie rowów, pól, prowadzenie odpowiedniej gospodarki wodnej i nie pozwoli na zasiedlenie bobra – mówią nam w RDOŚ. – Od początku lat 90. zaniechano odpowiedniej gospodarki wodnej. Rowy zarastają, jest do nich utrudniony dostęp, tworzą się naturalne miejsca, którymi bóbr może się przemieszczać, nie obawiając się człowieka – zaznacza Wiesław Olech. Rolnictwo jest dziś nieopłacalne, ludzie wyjeżdżają do miast i pola stoją odłogiem. Bóbr ma więc coraz więcej miejsc, w których może żyć i jak pokazują przykłady – szkodzić.

Aneta Przysiężniuk-Parys