• Piątek, 15 maja 2026

    imieniny: Zofii, Izydora, Berty

Bruksela jest w szoku

Piątek, 25 marca 2016 (05:15)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

W momencie zamachów był Pan w Parlamencie Europejskim w Brukseli. Jak to wszystko wyglądało z bliska?

– Na szczęście ta tragedia bezpośrednio mnie nie dotknęła. Równie dobrze mogło być jednak inaczej. Początkowo planowałem wracać do kraju we wtorek, miałem nawet bilet, ale zajęcia sprawiły, że zrezygnowałem i poleciałem dopiero w środę przez Holandię. Gdyby nie to, wówczas w czasie, gdy doszło do zamachu, byłbym najpewniej na lotnisku bądź w jego okolicach.

Jak odbiera Pan to, co się stało?

– To akt terroru. Samobójcy zabili kilkadziesiąt niewinnych osób, a setki odniosły rany. Pytanie brzmi: w imię czego, kto dał im prawo, aby siać śmierć i ból. Do zamachów na lotnisku Zaventem czy w metrze doszło w czasie wzmożonego ruchu, i to w centrum Brukseli, które określane jest sercem Unii Europejskiej. Ci zamachowcy wiedzieli, co robią. Skutki tych zamachów miały boleć i bolą.

Czy Bruksela, czy służby belgijskie nie zaspały? Przecież już bezpośrednio po zamachach słychać było głosy, że spodziewano się tego, że była to cisza przed burzą.

– Owszem, przekonanie – zwłaszcza po wcześniejszych zamachach, że coś może się wydarzyć i że to tylko kwestia czasu – towarzyszyło mieszkańcom Brukseli. Oczywiście nie znamy szczegółów dotyczących działania służb, ale to, co się wydarzyło po – mam tu na myśli przeszukania w imigranckiej dzielnicy Molenbeek będącej siedliskiem islamistów i ekstremistów, gdzie znaleziono dziesiątki bomb czy materiały do ich przygotowania, czy chociażby wyrzutnię z rakietami gotowymi do odpalenia – musi budzić grozę i przerażenie oraz pytania o to, gdzie odpowiednie służby były wcześniej, dlaczego nie było skutecznych działań wyprzedzających oraz co dalej.

Jak Bruksela przeżywa to, co się wydarzyło?

– Bruksela jest w szoku. Najlepiej świadczą o tym opustoszałe ulice, zewsząd dochodzący dźwięk syren samochodów ratowniczych czy policyjnych, zwiększone patrole policji i żołnierzy. Normą zaczyna być widok transporterów opancerzonych czy blokada ulic i częstsze niż zwykle kontrole. Bruksela czy w ogóle Belgia zostały zablokowane i chyba dało to wiele do myślenia mieszkańcom i gościom.

Czy brukselskim władzom też?

– Wcale nie jestem tego pewien. Co ciekawe, dopiero po zamachach władze Belgii podniosły alert antyterrorystyczny w całym kraju do czwartego, najwyższego poziomu. Pytanie, dlaczego nie podjęto działań wcześniej, zwłaszcza że były już duże i krwawe ataki islamskich ekstremistów w Europie w ostatnich kilkunastu miesiącach i należało się liczyć z prawdopodobieństwem kolejnych, w tym również w stolicy Belgii.

Jak wyglądało życie Parlamentu Europejskiego po zamachach?

– Po raz pierwszy po tych atakach terrorystycznych zauważyłem obsługę Parlamentu Europejskiego odzianą w kamizelki kuloodporne. Zobaczyłem pozamykane sklepy wewnątrz Parlamentu, a także na ulicach Brukseli. To wszystko wieje grozą.  

Proszę powiedzieć, jak przed atakami tego typu zabezpieczony jest Parlament Europejski.

– To dobre pytanie… Moim zdaniem, mamy do czynienia bardziej z pozorowanym niż realnym zabezpieczeniem. Polega to na stworzeniu aury bezpieczeństwa czy też stworzeniu poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza wśród osób, które nie wnikają w szczegóły i wolą wierzyć, że nic im nie zagraża. Dopiero teraz po ostatnich zamachach czynne jest wejście, gdzie trwa dokładna kontrola wchodzących na teren PE. Natomiast warto zauważyć, że Parlament to nie tylko gmach, który widać z zewnątrz, ale to także pięć kondygnacji sięgających w głąb ziemi. Mam na myśli poziomy piwnic, magazynów czy parkingów. Obawiam się, że może być taka sytuacja, że szaleńcy gotowi przeprowadzić zamach na PE nawet nie muszą wnosić tam ładunków wybuchowych. Niewykluczone, że są one tam ukryte już od dawna i w każdej chwili mogą zostać odpalone.

To dość odważne stwierdzenie...

– Możliwe, ale proszę spojrzeć bardziej realistycznie na to, co się wokół nas dzieje. Skoro mamy tak skandaliczne błędy służb belgijskich, skoro było od dawna wiadomo, że na terenie Unii Europejskiej, że na terenie Belgii są terroryści i nikt nic z tym nie robi, to jest to zatrważające. Należy pamiętać o tym, że zarówno brukselskie lotnisko, jak i PE są obsługiwane przez tzw. służby zewnętrzne, gdzie są zatrudnieni pracownicy, którzy z wyglądu w niczym nie przypominają Europejczyków. PE to miejsce symboliczne i ewentualne uderzenie terrorystyczne w centrum decyzyjne UE byłoby bardzo spektakularne. Wiedzą o tym zamachowcy, ale powinni sobie zdawać z tego sprawę także unijni decydenci. Jakiejś specjalnej aktywności ze strony unijnych służb nie zauważyłem.

Proszę powiedzieć, co o zamachach w Brukseli mówią zachodnie media?

– Media próbują obarczyć odpowiedzialnością za zamachy w Brukseli służby specjalne Belgii. Wszem i wobec sugerowana jest nieporadność policji i służb specjalnych jeśli chodzi o działania wyprzedzające i bezpośrednio po atakach. Również Francuzi wyrazili swą dezaprobatę. Równie ostre, jeśli nie ostrzejsze komentarze na temat tego, co się stało oraz postawy służb, docierają ze Stanów Zjednoczonych czy z Izraela.

Amerykanie po zamachach na World Trade Center wyciągnęli wnioski. Co stoi na przeszkodzie, żeby podobne, skuteczne działania podjąć w Europie? Przecież tu chodzi o bezpieczeństwo, które jest coraz bardziej zagrożone…

– Amerykanie, którzy bardzo cenią sobie wolność i swobody obywatelskie, wznieśli się ponad poprawność polityczną, uznając, że bezpieczeństwo obywateli jest najważniejsze. Natomiast Unia w ramach poprawności politycznej, która niestety wygrywa ze zdrowym rozsądkiem, stawia wyżej ochronę danych osobowych niż bezpieczeństwo swoich obywateli. Źle pojęta ochrona danych osobowych chroni potencjalnych zbrodniarzy. Jaki jest tego efekt, widzimy przy kolejnych atakach terrorystycznych we Francji, Wielkiej Brytanii czy teraz w Belgii. Obawiam się, że na tym może się nie skończyć.

Kiedy premier Szydło po zamachach w Brukseli stwierdziła, że w obecnej sytuacji Polska nie jest w stanie przyjąć imigrantów, w odpowiedzi pojawiła się krytyka z Zachodu. Nie wygląda na to, żeby przywódcy unijni mieli wyciągnąć jakieś wnioski po atakach w Brukseli.

– To jest klęska polityki multi-kulti, pseudopoprawności czy tzw. tolerancji seksualnej, to jest klęska polityki kanclerz Angeli Merkel i przywódców europejskich. Obawiam się, że bez radykalnych kroków, działań takich, jakie dyktuje stan wyjątkowy, bo de facto z takim mamy dziś do czynienia w Europie, bez tego z problemem terroryzmu sobie nie poradzimy. Mimo zapewnień nie jesteśmy bezpieczni, bo zło zaczyna się rozprzestrzeniać w zastraszającym tempie. Przed nami dwa ważne wydarzenia: Szczyt NATO w Warszawie i Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, dlatego nie oglądając się na poprawną politycznie Europę, sami musimy się dobrze przygotować. Jest jeszcze trochę czasu, żeby poprawić to, co w wymiarze bezpieczeństwa napsuła poprzednia władza. Wszyscy musimy pójść po rozum do głowy, bo lekceważenie zagrożeń może się skończyć tragicznie.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki