Okno ratujące życie
Wtorek, 22 marca 2016 (05:15)Z ks. Tomaszem Kancelarczykiem z Bractwa Małych Stópek rozmawia Rafał Stefaniuk.
W niedzielę, 20 marca 2016 r., poinformował Ksiądz na Facebooku, że w „oknie życia” w Szczecinie znaleziono dziecko. Wiemy, że jest to dziewczynka.
– Otwarcie „okna” uruchamia alarm. Natychmiast dostajemy informację na pager i telefon. Często bywa tak, że ktoś otwiera „okno” z ciekawości albo gdy chce coś włożyć, zostawić ciuszki lub kwiatek. Widać, że ludzie podchodzą do naszej służby z wdzięcznością. W niedzielę, 20 marca 2016 r., o godz. 19.45 siostra znalazła dzieciątko, malutką dziewczynkę. Lekarz, który pojawił się na miejscu kilka minut po zgłoszeniu, zbadał jej serduszko i stwierdził, że dziecko jest zdrowe. Następnie przewieziono ją na dalsze badania do szpitala. Maleńka trafi do ośrodka adopcyjnego i ruszy cała procedura związana z adopcją dziecka. Mimo że mieszkam w tym samym budynku, w którym jest „okno życia”, to służba zdrowia działała tak sprawnie, że nie zdążyłem tego dziecka zobaczyć. Widać więc, że system działa sprawnie.
I jakie uczucia Księdzu towarzyszą?
– Z jednej strony radość. Każde dziecko trzymane na rękach powoduje uśmiech na twarzy. Mnie nie udało się jej przytulić, ale sama informacja sprawiła, że pojawiły się u mnie łzy wzruszenia. Z drugiej strony czuję też smutek, bo za tym ciągnie się jakiś dramat opuszczenia dzieciątka.
Mimo że „okna życia” ratują najmniejsze istnienia, jest to jednak ostateczność.
– Dokładnie tak. „Okno życia” jest ostatnią deską ratunku, która sprawia, że dziecko nie jest pozostawione byle gdzie, w niebezpiecznych warunkach. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł zostawić dziecko pod drzwiami itd. „Okna” spełniają swoją funkcję, ale lepiej by było, gdyby dziecko było pozostawiane w szpitalu razem z dokumentem zrzeczenia się praw rodzicielskich. Ale rozumiem, że są różne sytuacje, które na to nie pozwalają. „Okna życia” przez sam fakt, że istnieją, ratują życie. Osobiście rozmawiałem z kilkoma kobietami, które chciały dokonać aborcji. Udawało mi się nakłonić je, żeby swoje dzieci pozostawiły w „oknie życia”. Po kilku tygodniach dostawałem informację, że jednak chcą, żeby ich dziecko pozostało przy nich. To znaczy, że „okno życia” ratuje dzieci nawet wtedy, kiedy żadne z nich nie jest w nim pozostawiane. Dlaczego tak się dzieje? Bo matki dostają bardzo mocną informację: jest „okno życia”, nie muszę dokonywać aborcji, mam inne rozwiązanie. To jest coś wspaniałego.
To jak Ksiądz odczytuje żądanie ONZ, by zamykać „okna życia”?
– To jest żądanie cyniczne. Tłumaczą je, że dziecko pozbawia się historii. Oczywiście, że dziecko może odczuwać jakiś brak. Wskazywano, że taka osoba może spotkać swojego brata lub siostrę i stworzyć związek. Ale to jest nikłe prawdopodobieństwo. O wiele bardziej prawdopodobne jest to, że taki przypadek spotka osoby poczęte poprzez in vitro. Przecież są ojcowie, których materiał genetyczny posłużył do poczęcia kilkuset dzieci. Tu istnieje prawdopodobieństwo spotkania się rodzeństwa z tego samego ojca. Dla mnie żądanie ONZ jest niczym innym jak pójściem w kierunku cywilizacji śmierci. Z jednej strony domagają się zamknięcia „okien”, a z drugiej promują aborcję, antykoncepcję i pigułki „dzień po”. Dla nich to jest „właściwe”. Cieszy mnie to, że owo żądanie nie ma szans zostać zrealizowanym w Polsce. U nas „okna życia” nie przynależą do instytucji, które by były podległe państwu. W Niemczech „okna” funkcjonują przy szpitalach i tam wystarczy jedna decyzja ministra zdrowia, a u nas nikt nie może zabronić Kościołowi ich prowadzić. Zawsze otwarte, bezpieczne i dają szansę na pozostawienie dzieciątka bez konsekwencji prawnych.
Lekarz zabrał dziecko na badania i jak wygląda dalsza procedura? Dzieci uratowane przez „okna życia” szybko znajdują nową mamę i nowego tatę?
– Kilka minut po poście na Facebooku otrzymałem e-maile z deklaracjami o chęci adopcji dziecka i prośbami o pomoc w jej przeprowadzeniu. Są osoby, które czekają na potomstwo i chcą już adoptować dziecko. My nie mamy możliwości pomocy im w tym. Nasza rola kończy się wraz z przekazaniem dziecka właściwym służbom. Ale pamiętajmy, że czymś właściwym byłoby pozostawienie dziecka w szpitalu. Jak już mówiliśmy, „okno” jest ostatnią deską. Gdy dziecko znajdzie się w „oknie”, policja rozpoczyna poszukiwania matki. Dlaczego? Bo trzeba wykluczyć np. to, że dziecko jest uprowadzone bądź znalazło się tam bez zgody matki. Gdyby dziecko pozostało w szpitalu, to czas jego adopcji byłby skrócony o czas poszukiwania matki. Dopiero po tym okresie dziecko jest przekazywane rodzinie, którą wyznaczy ośrodek adopcyjny.
Wspomniał Ksiądz wcześniej o tożsamości dziecka. Kto nadaje mu imię?
– Co do imienia to jest to pozostawiane do decyzji rodziców adopcyjnych. Bywa tak – i to bardzo często – że dziecko nazywa się tak, jak nazwą je siostry, które je znalazły. Rodzice zwykle to szanują. Jak siostry nazwały je np. Marysia czy Madzia, to tak zostawało. Dziecku znalezionemu w niedzielę siostry nie nadały imienia, ale wierzę, że rodzice adopcyjni zrobią to z największą miłością.
A co w sytuacji, gdy matka, która zostawiła dziecko, stwierdzi, że popełniła błąd i będzie chciała się nim zająć?
– Zostawieniu dziecka towarzyszy tragedia życiowa matki. Nawet po podpisaniu decyzji o zrzeczeniu się dziecka przewidziany jest czas, w którym matka może się wycofać. Myślę, że taka możliwość istnieje, bo – jak wiemy – w życiu zdarzają się różne sytuacje, w tym psychiczne, które prowadzą do tego czynu. W historiach, które znam, bardzo często jest tak, że motywem do pozostawienia dziecka był brak akceptacji ojca lub rodziny. To są okoliczności tragiczne, którym trzeba się przyjrzeć i ocenić, co należy zrobić dalej. W Szczecinie nie spotkaliśmy takiego przypadku, żeby matka walczyła o prawo do porzuconego w „oknie” dziecka. Dzieci te trafiały do adopcji i mogę zapewnić, że są bardzo kochane przez swoich wspaniałych rodziców. Jednak więcej szczegółów znają ośrodki adopcyjne.