• Piątek, 15 maja 2026

    imieniny: Zofii, Izydora, Berty

Ulmowie – symbole męstwa i odwagi

Piątek, 18 marca 2016 (03:33)

Z senatorem prof. Janem Żarynem, historykiem, wykładowcą Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, przewodniczącym Komisji Programowej Muzeum im. Rodziny Ulmów w Markowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W Markowej zostało otwarte Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej. Czym powinno być dla nas Polaków to wydarzenie?

– To bardzo ważne wydarzenie nie tylko dla mnie, ale myślę, że dla wszystkich Polaków. Jest to pierwsze muzeum poświęcone Polakom ratującym Żydów na terenie Polski. Ta inicjatywa jest niezwykle cenna choćby dlatego, że wciąż mało wiemy, w jaki sposób Polacy dzielnie, heroicznie zachowywali się w czasie II wojny światowej i to nie tylko na polu walki, nie tylko w polskich siłach zbrojnych, nie tylko tworząc Polskie Państwo Podziemne, ale także poprzez udział w cywilnym oporze wobec niemieckiego okupanta. W ramach tego cywilnego oporu istotne miejsce zajmuje pomoc udzielana Żydom, których Niemcy skazali na zagładę. Pomoc udzielana Żydom przez Polaków w dużej mierze jest częścią historii oporu społeczeństwa polskiego wobec okupanta i narzuconego przez niego represyjnego prawodawstwa, które zakładało, że za jakąkolwiek pomoc udzieloną Żydowi uciekającemu z getta na stronę aryjską należy się śmierć, podobnie zresztą jak Żydowi, który nie miał prawa przebywać na stronie aryjskiej.        

Otwarcie Muzeum w Markowej to także okazja, żeby przypomnieć heroizm rodziny Ulmów, to, kim byli…

– Markowa to z jednej strony miejsce niezwykłe poprzez ofiarę Ulmów, a z drugiej strony jest to miejsce ilustrujące większą całość polskiego przekazu historycznego w czasie II wojny światowej. Niezwykłość tego miejsca wynika z niezwykłości rodziny Józefa i Wiktorii Ulmów, pięknej chłopskiej kochającej się rodziny, wspaniale, po katolicku wychowująca swoją gromadkę, szóstkę dzieci, które przychodziły na świat niemal rok po roku. Józef był przedsiębiorczym człowiekiem – jak na owe czasy, był mocno zaangażowany społecznie, co więcej można powiedzieć, iż był lokalnym autorytetem z wieloma pasjami, talentami. Był przecież fotografem – dokumentalistą życia, jakie toczyło się w Markowej, ale także świetnym innowacyjnym rolnikiem, który potrafił zarazić swoich sąsiadów nowinkami technicznymi. W czasie II wojny światowej ta wiejska rodzina próbuje ratować dwie żydowskie rodziny. Dochodzi do tragedii w marcu 1944 r. Niemcy dowiadują się, że u Ulmów jest przechowywana grupa Żydów. Ci, na co warto zwrócić uwagę stosunkowo młodzi wykonawcy tej zbrodni, bo ludzie dwudziestoparoletni, przyjeżdżają i mordują zarówno ukrywanych Żydów, jak i rodziców, a następnie całą gromadkę dzieci. Warto przypomnieć, że Wiktoria była w zaawansowanej ciąży i jak dzisiaj już wiemy, podczas tego traumatycznego wydarzenia poród się rozpoczął i nienarodzone jeszcze dziecko zginęło wraz z matką.

Jak ta zbrodnia na Ulmach i ukrywanych przez nich Żydach wpłynęła na postawy innych mieszkańców Markowej, bo jak wiemy, w innych domach także ukrywali się Żydzi?

– Mimo tej zbrodni, która niewątpliwie nie pozostała bez echa, w Markowej, w innych chałupach nadal ukrywano Żydów. Jak wiemy – dzięki ofiarności mieszkańców tej podkarpackiej miejscowości uratowało się 21 Żydów. Można powiedzieć, że jest to pewien fenomen, a jednocześnie pewna ilustracja polskich postaw, które wiążą się z pojęciem oporu cywilnego kierowanego przede wszystkim sercem, sumieniem podyktowanym wychowaniem chrześcijańskim i postawą wypływającą z Ewangelii, ale również umiejętnością konspirowania, pewnym patriotyzmem związanym z długim trwaniem polskiego społeczeństwa w oporze czy to wobec zaborców, czy okupantów. To muzeum ma jeszcze jedną wielką wartość: jest pierwszym, ale miejmy nadzieję, że nie ostatnim miejscem, w którym będzie uhonorowana poprzez imienną listę grupa Polaków ratujących ludność żydowską, w przypadku Podkarpacia było to ok. półtora tysiąca nazwisk, które zostaną przedstawione na ścianie przed wejściem do placówki. Mylę, że będzie to miejsce odwiedzane przez turystów nie tylko z woj. podkarpackiego czy z innych rejonów Polski, ale także z całego świata. Mam nadzieję, że Markowa i Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów będzie również miejscem dialogu polsko-żydowskiego.

Ulmowie są sztandarowym przykładem, ale Polaków, którzy nieśli pomoc Żydom, było dużo więcej. Wspomniał Pan o zinstytucjonalizowanej pomocy, proszę powiedzieć, jaką rolę w pomocy Żydom odegrał Kościół katolicki i duchowieństwo?

– Według dzisiejszego stanu badań, szczególnie jak podaje ks. Paweł Rytel-Andrianik oraz kilku innych historyków z kraju i zagranicy, zdecydowana większość biskupów, którzy w okresie okupacji pozostali i nie zginęli, nie zostali zamordowani przez Niemców, osobiście angażowała się w ochronę Żydów na terenach kurialnych czy na terenie pałaców biskupich. Takich biskupów było 13, pozostali byli albo na emigracji, albo w Dachau bądź w innych miejscach kaźni. Podobnie rzecz się ma z kapłanami. Setki, a być może nawet tysiące polskich kapłanów w taki czy inny sposób pomagało Żydom, chroniąc ich osobiście czy też będąc pośrednikami w przerzucaniu takich osób w dane miejsce. Pewną formą wsparcia były też kazania głoszone przez księży, którzy w wyraźnie sugestywny sposób zachęcali swoich parafian do postaw altruistycznych czy wręcz heroicznych wobec zagrożonej i cierpiącej ludności żydowskiej. Znamy też relacje ze spowiedzi przekazane przez penitentów, którzy byli zachęcani przez księży do świadczenia wsparcia wobec Żydów, czy też mając dylemat, czy pomagać, po spowiedzi wychodzili z przekonaniem, że jednak warto pomagać. Oczywiście mówiąc o pomocy Kościoła, ważne są postawy księży, jak chociażby ks. Marcelego Godlewskiego z Warszawy, ks. Juliana Gołębia z Krakowa i wielu, wielu innych, którzy powinni być przez nas honorowani, ale nie sposób zapomnieć o roli zgromadzeń zakonnych i sióstr, które przyjmowały do domów zakonnych, do burs dziewczynki i chłopców pochodzenia żydowskiego. Te dzieci u zakonnic spędziły całą okupację bądź trafiały do różnych rodzin, szczególnie wiejskich. Ta postawa Kościoła i jego przedstawicieli świadczy dobitnie o tym, że głównym motywem, jakim kierowali się Polacy, podejmując się ukrywania Żydów – mimo zagrożenia życia, było przykazanie miłości Boga i bliźniego.

        
Panie Profesorze, jak lista Sprawiedliwych wśród Narodów Świata odznaczonych przez Instytut Pamięci Yad Vashem w Jerozolimie ma się do rzeczywistej pomocy udzielanej przez Polaków ludności żydowskiej?

– Historycy są zgodni co do tego, że lista ponad 6,5 tysiąca Polaków Sprawiedliwych wśród Narodów Świata uhonorowanych przez Instytut Pamięci Yad Vashem w Jerozolimie jest oczywiście tylko wierzchołkiem góry lodowej, która jeśli chodzi o liczby i znane nam nazwiska, jest dużo potężniejsza. Jeszcze większa liczba dotyczy tych anonimowych, nieznanych Polaków, o których heroicznych czynach możemy zaczerpnąć wiedzę jedynie z różnego rodzaju wspomnień – głównie żydowskich, w których istnieje informacja, że jakaś Polka czy Polak, jakiś chłop czy chłopka pomogli się im przedostać do lasu albo przynieśli im pożywienie. Czasy były trudne, dlatego w warunkach konspiracyjnych nikt się nie przedstawiał. W związku z tym te pomocne dłonie i serca prawdopodobnie pozostaną anonimowe, co nie znaczy, że ich nie było.

Dlaczego tak mało mówi się o pięknej karcie naszej historii, jaką była pomoc Żydom. Dlaczego dopiero teraz przy okazji otwarcia Muzeum w Markowej ten temat zaczyna głośniej wybrzmiewać?

– Niewątpliwie po odzyskaniu niepodległości, szczególnie w latach 90. poprzedniego stulecia – delikatnie rzecz ujmując – nie było odpowiedniego klimatu, aby to zacne polskie dzieło, jakim była ofiarność wielu naszych rodaków wobec Żydów, zostało należycie upowszechnione w świadomości naszego Narodu, a cóż dopiero w świadomości całego świata. Sam to zresztą z grupą znajomych przeżywam, bo od lat 90. staramy się o budowę pomnika ku czci Polaków ratujących Żydów na placu Grzybowskim w Warszawie i kłody pod nogi rzucały nam nie jakieś wrogie siły zewnętrzne, ale sami Polacy. Bardzo wielu było takich, którzy uważali, że jest to inicjatywa, której nie należy wspierać, a byli to niestety bardzo często wysocy urzędnicy państwa polskiego.

Teraz jest chyba dobry klimat, żeby sfinalizować ten projekt?

– Taką mam nadzieję, ale doświadczenia uczą mnie pewnej pokory, stąd wolałbym wystrzegać się hurraoptymizmu. Muzeum w Markowej pokazuje, że wysiłek, wytrwałość w dążeniu do celu, a przede wszystkim dobra wola w tym przypadku władz Samorządu Województwa Podkarpackiego i determinacja wielu ludzi skupionych przy pięknej idei mogą doprowadzić do celu. W takich sprawach trzeba odważnych ludzi, którzy nie lękają się, nie zniechęcają się trudnościami.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki