25 tys. ludzi na bruk
Wtorek, 15 marca 2016 (02:03)Z Wiesławem Wójcikiem, przewodniczącym Porozumienia na rzecz Przedsiębiorców Poszkodowanych w Outsourcingu Pracowniczym przez organy administracji państwowej RP, rozmawia Aneta Przysiężniuk-Parys
Tak zwana afera outsourcingowa jest wciąż dla szerokiej publiczności mało znanym tematem. Na czym polega?
– Polscy przedsiębiorcy, głównie są to małe i średnie firmy, często lokalne w małych miejscowościach, korzystali z usługi tzw. outsourcingu pracowniczego. To jest legalna usługa, którą można stosować, ale nie jest w ogóle uregulowana w polskim prawie. W Polsce poprzez agencje zatrudnienia pracuje w tej chwili ponad 700 tys. ludzi, czyli skala jest taka, że jest to powszechnie stosowane. Polega to na tym, że firma, w której pracownik pracuje, nie jest jego pracodawcą. Firma zawiera umowę z agencją zatrudnienia (pracy), agencja pracy zatrudnia u siebie tych pracowników, a następnie oddelegowuje pracowników do przedsiębiorców, u których wykonują różne zadania, ale formalnie to pracownicy agencji pracy. To jest powszechne zjawisko na całym świecie, stosowane po to, aby firma skupiła się na swoich głównych zadaniach, nie rozdrabniała na zadania poboczne, np. sprawy kadrowo-płacowe itp. Mnóstwo firm tak funkcjonuje, często bardzo dużych, m.in. banki, ministerstwa czy wielkie koncerny.
Na czym więc polega problem?
– Zdarzyło się tak, że cztery agencje pracy powstały z inspiracji jednego człowieka, ZdzisławaK., który już od kilkunastu lat jest ścigany listem gończym, i ten człowiek uruchomił strukturę firm outsourcingowych, czyli właściwie agencji pracy, które świadczyły te legalne usługi w Polsce. Te agencje otrzymywały pieniądze od przedsiębiorców na pensje, zaliczki na podatek dochodowy od wynagrodzeń, na składki ZUS i opłatę podatku VAT. Te środki przedsiębiorca wypłacał agencji pracy, która następnie powinna była wypłacać pracownikom pensje, odprowadzać składki do ZUS i do urzędu skarbowego, ale te agencje kierowane przez Zdzisława K. tego nie robiły – albo wcale, albo tylko w części. Przy czym wpłaty mogły być śladowe, rzędu 2-3 proc., natomiast pozostałe pieniądze agencje Zdzisława K. zamiast wpłacać do kasy Skarbu Państwa, pozostawiały sobie.
Jak to było tłumaczone przez ZdzisławaK.?
– Tym, że jest w posiadaniu długu Skarbu Państwa, w związku z tym kompensuje sobie ten dług. Innymi słowy, zamiast płacić pieniądze, zmniejsza dług. Niestety, więcej na ten temat nie wiemy, bo zostaliśmy poinformowani, że nie jesteśmy stroną w tej sprawie i nie uzyskamy żadnych informacji.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym