• Piątek, 15 maja 2026

    imieniny: Zofii, Izydora, Berty

Koniec z patologią w prokuraturze

Sobota, 5 marca 2016 (19:33)

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Minister sprawiedliwości przejął funkcję prokuratora generalnego, tymczasem opozycja twierdzi, że skończył się czas niezależnej prokuratury. Co się tak naprawdę zmienia i czy jest jakikolwiek powód do niepokoju?

– Przede wszystkim zwiększają się uprawnienia prokuratora generalnego, ale jednocześnie zwiększa się jego odpowiedzialność, odpowiedzialność polityczna. Kończy się fikcja niezależnej prokuratury. Niezależna prokuratura to był tylko parawan, żeby za nic nie odpowiadać, a jednocześnie sterować prokuratorem generalnym i całą prokuraturą przy pomocy nieformalnych instrumentów. A jeżeli społeczeństwo było niezadowolone, a było, to wtedy umywano ręce, tłumacząc, że to nie my jesteśmy winni, tylko niezależna prokuratura.

Jaką sytuację mamy obecnie?

– W tej chwili sytuacja jest klarowna. Prokurator generalny ma podstawy do tego, żeby czuć się odpowiedzialnym za funkcjonowanie prokuratury, ale jednocześnie – skoro ma odpowiadać za całą prokuraturę – musi mieć możliwość sprawowania rzeczywistego władztwa, a więc musi posiadać instrumenty. Po pierwsze, które pozwolą mu na kształtowanie polityki kadrowej, a po drugie, na podejmowanie decyzji, które umożliwią prokuraturze realizowanie jej podstawowej funkcji. Prokuratura jest zbudowana na zasadzie hierarchicznego podporządkowania i jednoosobowego kierownictwa, tymczasem za czasów tzw. niezależnej prokuratury utworzono kadencyjne stanowiska w prokuraturze, pozbawiono prokuratora generalnego i szefów poszczególnych jednostek możliwości decydowania o tym, co się w danej prokuraturze dzieje. W tej chwili takie sytuacje nie będą miały miejsca. Za to, co dzieje się w prokuraturze, będzie odpowiadał prokurator generalny przed parlamentem.

Czy to oznacza, że zburzono dotychczasowy model hierarchicznego podporządkowania, na którym opierała się prokuratura?

– Zburzono model, na którym opierała się konstrukcja prokuratury, a więc hierarchiczne podporządkowanie i jednoosobowe kierownictwo. W tej chwili reguły są jasne i klarowne. Ponadto odwrócono piramidę, wedle której 99 proc. spraw załatwiali prokuratorzy w prokuraturach rejonowych, natomiast niecały 1 proc. spraw załatwiali prokuratorzy wyższych szczebli, a więc prokuratury okręgowej i prokuratury apelacyjnej. Zakłada się, że w tych prokuraturach winni być najbardziej doświadczeni prokuratorzy i najlepiej przygotowani do funkcji zawodowych, skoro awansowali do prokuratur okręgowych i apelacyjnych, tymczasem prowadzili oni śladowe ilości spraw. Brak doświadczenia prokuratorów rejonowych, gdzie była załatwiana cała masa spraw, nie pozwalał im na zaangażowanie się w poszczególne sprawy. Dlatego teraz postanowiono, że sprawy najtrudniejsze, najbardziej skomplikowane będą prowadzili prokuratorzy najbardziej doświadczeni i najlepiej do tego przygotowani. A więc w prokuraturach regionalnych będą departamenty do ścigania przestępczości zorganizowanej, korupcyjnej, a więc to tam będą teraz prowadzone najważniejsze śledztwa. Jednocześnie zostaną od tego odciążone prokuratury rejonowe, które spokojnie będą mogły się zająć drobniejszymi sprawami.

Jak w związku z tym wyglądają teraz wymagania wobec prokuratorów?

– Wymagania wobec prokuratorów oczywiście wzrosły. Nie będzie zatem tolerancji dla naruszania prawa, a szczególnie dla niebezpiecznych przestępstw, w szczególności zaś przestępstw natury korupcyjnej. Śledztw w tym zakresie nie będą już prowadzili koledzy z sąsiednich chociażby prokuratur rejonowych, jak to miało miejsce dotychczas. Powstał specjalny departament w Prokuraturze Krajowej, który będzie się zajmował ściganiem najgroźniejszych przestępstw popełnianych przez prokuratorów i sędziów. Postawiono na to, że nie może być patologii w prokuraturze, która ma realizować te obowiązki, które nakłada ustawa, tzn. ścigać, zwalczać groźną przestępczość, są również jasne, czytelne kryteria, kto i za co odpowiada. Tymi zmianami chcemy przywrócić zaufanie obywateli do wymiaru sprawiedliwości, które po rządach koalicji PO – PSL zostało mocno podważone.

Krótko rzecz ujmując: jaką prokuraturę żegnamy?

– Żegnamy przede wszystkim fikcję niezależnej prokuratury. Żegnamy prokuraturę niefunkcjonującą należycie, prokuraturę zdezorganizowaną. Symbolem tej dezorganizacji prokuratury jest chociażby kazus dotyczący śledztwa w sprawie zabójstwa gen. Marka Papały. Przecież kuriozalną sytuacją jest, że dwie prokuratury: Prokuratura Apelacyjna w Warszawie i Prokuratura Apelacyjna w Łodzi prowadziły śledztwo w tej samej sprawie i doszły do sprzecznych wniosków. Można powiedzieć, że te prokuratury wzajemnie się wykluczały. Efekty tego są takie, że wciąż nie ujawniono sprawcy zabójstwa szefa polskiej policji. To jest przykład dezorganizacji prokuratury, która, przypomnę raz jeszcze, jest zbudowana na zasadzie hierarchicznego podporządkowania i jednoosobowego kierownictwa, tymczasem doprowadzono ją do stanu, kiedy dwie prokuratury prowadziły, można powiedzieć, dwa zwalczające się wzajemnie śledztwa.

Czy mimo wszystko skupienie tak dużej władzy w rękach jednego polityka, ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w jednej osobie, nie doprowadzi do upolitycznienia prokuratury?

– Większego upolitycznienia, jak było dotąd, z pewnością nie będzie. Ponadto polityka to roztropna troska o dobro wspólne i jak ktoś nawołuje, żeby nie robić polityki, to przede wszystkim należałoby rozwiązać Sejm, bo to jest bezsprzecznie najbardziej polityczna instytucja. Skoro wszystko, co polityczne, jest niebezpieczne i szkodliwe, to trzeba byłoby przede wszystkim rozwiązać tę instytucję jako siedlisko polityków i siedlisko działań o charakterze politycznym. Warto zatem mieć pewien umiar i opamiętać się w tak daleko idących sądach. Natomiast jeśli ktoś mówi, czy aby tak dobrze zorganizowana, silna prokuratura dowodzona przez prokuratora generalnego nie będzie zagrażać prawom i wolnościom obywateli, bo tego można by się było obawiać, to odpowiadam na to w ten sposób, że wszystkie istotne decyzje godzące w prawa i wolności obywatelskie podlegają kontroli sądowej. W szczególności na zatrzymanie człowieka służy zażalenie do sądu, o tymczasowym zatrzymaniu decyduje nie prokurator, a sąd, karę pozbawienia wolności też wymierza nie prokurator, a sąd. W związku z tym nie przesadzajmy z tym, że silna i dobrze zorganizowana prokuratura będzie zagrażała prawom i wolnościom obywatelskim, skoro o najważniejszych kwestiach z tej dziedziny będą decydowały sądy, zresztą tak jak do tej pory, bo w tym zakresie nic się nie zmienia.

Ostatnio dużo się mówi o podsłuchach, że ten instrument może być wykorzystywany. Jak to wygląda z prawnego punktu widzenia i czy nie jest to zwyczajnie straszenie?

– Trzeba sobie jasno powiedzieć, że podsłuchy zarządzają sądy, a nie prokuratury. To sąd wydaje postanowienie o zastosowaniu podsłuchów, a nie prokurator i nie służby specjalne. Procedura, co wielokrotnie podkreślam, jest następująca: podsłuchy można stosować nie w każdej kategorii spraw, co jest szczegółowo wyliczone w kodeksie postępowania karnego. A więc nie w każdej sprawie, drobnej, ale tylko w poważnych kategoriach spraw, które są tam wymienione. Po drugie, żeby założyć podsłuch, trzeba przedstawić dowody na to, że rzeczywiście zachodzi podejrzenie popełnienia takiego przestępstwa i że zastosowanie tej techniki jest niezbędne do efektywnego przeprowadzenia śledztwa. Z takimi dowodami należy wystąpić do prokuratora generalnego i jeśli ten uzna, że rzeczywiście zgromadzone dowody uzasadniają zastosowanie podsłuchu, to akceptuje stanowisko jego zastosowania. Dopiero kiedy prokurator generalny wyrazi zgodę, prokurator prowadzący śledztwo może zwrócić się do właściwego sądu okręgowego o wydanie postanowienia o zastosowaniu podsłuchu. Reasumując, prokurator prowadzący śledztwo nie może zwrócić się bezpośrednio do sądu, a dopiero wówczas, kiedy uzyska zgodę prokuratora generalnego. Jeśli taką otrzyma, dopiero wówczas może wystąpić z wnioskiem do sądu, który zarządza bądź nie zastosowanie posłuchu. Ta procedura pokazuje, że jest pełna kontrola i nie jest tak, jak niektórzy próbują wmawiać społeczeństwu, że założenie podsłuchu zależy od widzimisię każdego prokuratora, nic podobnego. Jeśli ktoś tak twierdzi, to świadomie wprowadza w błąd opinię publiczną. Wystarczy przeanalizować procedurę zakładania podsłuchu.                                   

Proszę powiedzieć, czemu ma służyć przepis pozwalający ministrowi sprawiedliwości decydować o udostępnianiu akt dotyczących śledztw dowolnej osobie? Pojawia się zarzut, że najważniejsze osoby w państwie będą miały dostęp do tych materiałów.  

– Wszystko zależy od sytuacji, w każdym razie jakoś nikogo do tej pory nie niepokoiło, że nie było przepisu, a akta śledztwa trafiały w ręce osób zupełnie niepowołanych, nie tych, o których mowa w przepisie. Mieliśmy przecież do czynienia z sytuacjami, kiedy akta śledztw wyciekały w toku śledztwa np. do mediów i jakoś nikt z tego powodu nie podnosił larum. Oczywiście teraz chodzi tu o sytuacje tego rodzaju, kiedy niezbędne jest udostępnienie akt po to, żeby zasięgnąć konsultacji i pomocy w prowadzeniu śledztwa. W grę wchodzą tu biegli i różni inni specjaliści, którzy mogą być pomocni w prowadzonym postępowaniu. Trzeba mieć na uwadze przede wszystkim to, że generalnie rzecz biorąc, to prokuratorzy w trosce o dobro śledztwa chronią akta. Przecież zazwyczaj spotykamy się z sytuacją, że prokurator odmawia udzielenia komukolwiek informacji, zasłaniając się dobrem śledztwa. Jeśli zakładamy sytuację, kiedy prokuratorowi prowadzącemu śledztwo zależy na dobru tego śledztwa, to nie będzie zainteresowany, a wręcz przeciwnie – kierując się dobrem śledztwa, będzie bronił tajemnicy tego śledztwa i będzie powściągliwy w ujawnianiu komukolwiek materiałów. Jeżeli ujawni, to może zaszkodzić dobru śledztwa.

Czyli od tej zasady nie powinno być odstępstw?

– Tak, nie powinno być odstępstw, chyba że w toku śledztwa okaże się, że prokurator stwierdza nieprawidłowości w funkcjonowaniu jakiejś instytucji, a dobro śledztwa nie stoi temu na przeszkodzie, to jest zobowiązany niezwłocznie, w formie tzw. wystąpienia zwrócić się do jednostek zwierzchnich nad podmiotem, w którym dochodzi do nieprawidłowości, po to, żeby te nieprawidłowości usunąć, bo mogą one np. sprzyjać popełnianiu przestępstw czy też powiększaniu się szkody. Są to instrumenty stare i znane. W tej chwili zostało to doprecyzowane, aby nie było jakichkolwiek wątpliwości, o jakie sytuacje chodzi.

Czy dobrze rozumiem, że zarzut o ewentualnym udostępnieniu najważniejszym osobom w państwie akt dotyczących śledztw jest chybiony…?      

– Oczywiście, że tak. Natomiast niby dlaczego prokurator, jeśli stwierdza, że spotkał się w śledztwie z sytuacjami, które mogą zagrażać bezpieczeństwu państwa, nie miałby podzielić się tymi informacjami z tymi osobami, dla których wiedza ta będzie pomocna w kierunku zapewnienia bezpieczeństwa? Wprost przeciwnie, mógłbym powiedzieć, że prokurator, który powziął w śledztwie wiadomości czy wiedzę o niebezpieczeństwie i nie informuje o tym najważniejszych czynników w państwie odpowiedzialnych za stan bezpieczeństwa, w moim przekonaniu dopuściłby się przestępstwa niedopełnienia obowiązków. Absurdem byłoby, gdyby prokurator prowadzący śledztwo dowiedział się, że grozi jakieś niebezpieczeństwo załóżmy państwu czy najważniejszym osobom w państwie, i nie mógłby o tym poinformować, aby przeciwdziałać zagrożeniom, to byłoby chore i nienormalne.

Czyli dobro i bezpieczeństwo państwa jest najważniejsze…  

– Oczywiście. Trzeba też zdać sobie sprawę z tego, czemu ma służyć prokuratura. Prokuratura ma służyć zapewnieniu bezpieczeństwa obywateli i zapewnieniu bezpieczeństwa w państwie. Jeśli prokurator ściga kogoś, to oczywiste jest, że ten ktoś wyrządził jakąś krzywdę: albo kogoś okradł, albo dopuścił się zabójstwa, albo działa przeciwko państwu. Zawsze tam, gdzie jest sprawca przestępstwa, tam z drugiej strony zawsze jest ofiara. Tą ofiarą jest albo osoba fizyczna, albo tą ofiarą są instytucje państwa czy też państwo jako całość. I to trzeba mieć na uwadze.

Co sądzi Pan o zarzucie, że ta ustawa zapewnia prokuratorom bezkarność?

– Tak jak wspomniałem wcześniej, to teraz będziemy mieć jawne postępowania dyscyplinarne. Powołano departament do ścigania najpoważniejszych przestępstw popełnianych przez prokuratorów i sędziów – czego do tej pory nie było. Jeśli zatem było podejrzenie o popełnieniu przestępstwa przez danego prokuratora czy sędziego, to często śledztwo było prowadzone w prokuraturze rejonowej, często nawet w tej samej miejscowości. Były to, można powiedzieć, śledztwa prowadzone przez kolegów przeciwko kolegom. Chyba że chciano zachować jakieś standardy, to przekazywano śledztwo do sąsiedniej prokuratury rejonowej, choć i tak wszyscy w branży w danym okręgu czy danej apelacji się znali. Było to niezręczne dla prowadzących postępowanie i cokolwiek nie zrobiliby i tak patrzono na to podejrzliwie. Jeżeli dzisiaj odsunięto ten szczebel ścigania na szczebel centralny, a więc możliwie najdalej od miejsc pracy prokuratorów, którzy mogli się dopuścić takiego czy innego czynu, to chyba dobrze. Ponadto zakłada się, że w Prokuraturze Krajowej będą pracować prokuratorzy najbardziej doświadczeni, o odpowiednim stażu pracy i najmniej związani z tymi, którzy mogli się dopuścić ewentualnych przestępstw. To pokazuje, że chyba trudno sobie wyobrazić lepsze rozwiązanie. Pewnie nie jest ono doskonałe, ale nie widzę lepszego rozwiązania, chyba że w takich przypadkach wyjściem byłoby przekazywanie ścigania za granicę.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki