Dziś w „Naszym Dzienniku”
Santiago, czyli spotkanie
Czwartek, 11 lutego 2016 (19:54)To nie kto inny, jak Dante Alighieri podzielił pątników na trzy grupy: palmieri – to byli pielgrzymujący do Ziemi Świętej, romei – pielgrzymujący do Rzymu, i właściwe słowo na określenie pielgrzymów, czyli peregrini – to byli pielgrzymujący do Santiago. Jedynie ci, którzy udawali się do grobu św. Jakuba, zasługiwali na miano pielgrzymów.
Święty Jakub, patron Hiszpanii, był oczywiście apostołem. Wiemy, że był synem Zebedeusza i Salome, zwany był „Starszym”. Z Ewangelii wynika jasno, że był bratem św. Jana Ewangelisty. Wedle tradycji miał przez pewien czas nauczać w hiszpańskiej Galicji. Gdy wrócił stamtąd do Jerozolimy, poniósł w tym mieście męczeńską śmierć z rąk Heroda. Potem była droga morska z Palestyny aż do owego padrón – kamiennego słupa w porcie na wybrzeżu Hiszpanii. Stamtąd, z galicyjskiego portu Padrón, uczniowie Jakuba rzeką dotarli do stolicy rzymskiej Galicji – Iria Flavia. Tam złożono ciało apostoła na dawnym cmentarzu.
Święty na nowo odkryty
Tu otwiera się jakaś karta tajemnicy historii – bo mimo że ciało męczennika złożono wśród ludzi, którym głosił Chrystusa, wśród ludzi, którzy w naturalny sposób winni otaczać go czcią, nastąpiło wygaśnięcie kultu. Grób Jakuba został zapomniany. I trzeba było kilku wieków, by znów zaszeleściły karty historii.
W 813 r. fascynujące światło gwiazd zaprowadziło pewnego pustelnika na wzgórze, gdzie znajdował się grób. Od tej pory nosi ono nazwę campus-stella, czyli pole gwiazd. Piękne wyobrażenie tej opowieści przedstawia dzisiaj tryptyk w zakrystii katedry św. Jakuba w Santiago.
Po tym odkryciu miliony pielgrzymów ruszyły do grobu apostoła, a Europa pokryła się siecią szlaków, które wychodziły z najdalszych jej zakątków, by zbiec się przy grobie apostoła. Trzeba pamiętać, że w średniowieczu pielgrzym nabywał specjalny status pątnika. Jako taki był uprzywilejowany, na przykład samo udzielanie gościny pielgrzymowi było traktowane jako jedna z cnót chrześcijańskich. Od tej pory zarówno władze świeckie, jak i kościelne struktury (klasztory, specjalne zakony, konfraternie) starały się usilnie, by zapewnić dach nad głową i wyżywienie, pomoc.
Od XIII wieku specjalne prawo uznawane w całej Europie chroniło pielgrzyma przed napadem, arbitralnym aresztowaniem, nadużyciami ze strony właścicieli karczm i zajazdów oraz zwalniało z opłat celnych i przewoźnych. Papież Grzegorz VII nałożył ekskomunikę na tych, którzy dopuszczali się wykroczeń przeciwko pątnikowi.
Można z pewnością stwierdzić, że zdecydowana większość ludzi pielgrzymowała, kierując się pobudkami duchowymi. Droga do Santiago była zatem drogą uświęcenia, była niekiedy drogą pokutną. Wielu pielgrzymowało, by po prostu w sposób naturalny oddać cześć świętemu patronowi przy jego relikwiach. Ale trzeba też przyznać, że wśród pielgrzymów byli także ludzie ciekawi świata i zwykli włóczędzy.
To wszystko sprawiło, że obok wymiaru duchowego pielgrzymowania współistniał również wymiar kulturalny i społeczny.
Pielgrzymi uczyli się nowych języków, poznawali historię Kościoła i Europy, poznawali literaturę i sztukę oraz życiorysy świętych i bohaterów. Ważnym elementem było obserwowanie tego, jak żyje się w innych krajach, jak buduje się tam domy i katedry, jak zarządza miastami i wioskami, w jaki sposób zorganizowane jest życie w klasztorach. Podglądano przy okazji, jak rzemieślnicy zrzeszają się w cechy i jak uprawia się ziemię.
Dlatego uznawano przez wieki, że pielgrzymowanie do Santiago de Compostela było czymś w rodzaju ludowego uniwersytetu, który odegrał wielką rolę w rozwoju kulturalnym Europy. Ale był to też uniwersytet budowania tożsamości – poczucia przynależności różnych ludów do tej samej europejskiej cywilizacji. A cywilizacja europejska jawiła się jako z istoty swej chrześcijańska.
Ślady pielgrzymów z Polski
W tym nurcie odkrywania i budowania tożsamości od bardzo dawna nie mogło zabraknąć Polaków.
Zbiory kancelarii aragońskiej z lat 1379, 1380, 1404 wskazują ślady bytności polskich pielgrzymów, ludzi z dworu króla Ludwika Węgierskiego oraz z dworu ówczesnych książąt mazowieckich czy znanych rodów wielkopolskich. Trzeba pamiętać, że w wiekach średnich dla młodych rycerzy pielgrzymka do Composteli stanowiła element światowego wychowania. Świadectwem tego jest fakt, że w drugiej połowie XV w. w Polsce pojawił się nowy honorowy tytuł miles hispanicus (rycerz hiszpański).
Obok młodych rycerzy pielgrzymowało też mieszczaństwo – w drugiej połowie wieku XV. Ich obecność stanowiła wyraz dążenia do włączenia się do tradycji i kultury warstwy rycerskiej.
Możliwe było także podjęcie pielgrzymki do Composteli przez ludzi ubogich. Nie mając zasobów finansowych, mogli jednak liczyć w drodze na pomoc i gościnę leżących po drodze klasztorów.
Oczywiście, dane z tamtych czasów są bardzo fragmentaryczne i nieliczne. Ale jednak wskazują na pewne zjawiska. I tak źródła hiszpańskie z lat 1379-1422 podają listy pielgrzymów do Composteli. Zawierają nazwiska 164 osób, z tego 7 mieszkańców ówczesnego Królestwa Polskiego. Byli to wysocy urzędnicy dworu księcia mazowieckiego posiadający królewskie listy polecające.
Wykazy pielgrzymów nie obejmowały osób z warstw niższych. Jednak byli oni obecni – na drodze do Santiago ujawniał się bowiem uniwersalizm Kościoła, braterstwo ludzi, ujawniała się rzeczywistość spotkania we wspólnocie wiary i wartości z niej wynikających.
Dziś te karty historii odżywają na nowo na ulicach Santiago. Ulicami miasta praktycznie nieprzerwanie płynie strumień pielgrzymów. Najliczniejszy od strony znanego Monte do Gozo, gdzie znajduje się charakterystyczny pomnik na wzgórzu dwóch pielgrzymów. Stamtąd rozciąga się wspaniały widok na miasto i katedrę z grobem św. Jakuba. Mniejsze strumienie płyną bardzo krętymi ścieżkami i uliczkami, jak chociażby ta grupa pielgrzymów, która wędruje od strony szlaków portugalskich. Jak przed wiekami wędrują bardzo różni ludzie, z różnych racji, z różnymi intencjami. Swoje motywacje wskazują przy otrzymywaniu „Composteli”, czyli certyfikatu potwierdzającego odbycie Camino. Dwukrotnie wypełniając listy z rubrykami, mogłem stwierdzić, że miażdżąca większość wybiera tę drogę z racji religijnych. El Camino jest spotkaniem ludzi różnych kultur, ale to spotkanie dokonuje się poprzez spotkanie z Bogiem i w Bogu.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym