Zasłużyli na więcej
Sobota, 12 grudnia 2015 (02:05)Upokarzająca pomoc socjalna dla przymierających głodem czy godne uhonorowanie weteranów walczących o Polskę wolną i niepodległą? Byli opozycjoniści z czasów PRL są nieusatysfakcjonowani ustawą o pomocy członkom opozycji i osobom represjonowanym w okresie PRL przyjętą przez parlament poprzedniej kadencji.
– Jest to pomoc dla tych, którzy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji losowej, ale ma niewiele wspólnego z uhonorowaniem ludzi, którzy wywalczyli wolną Polskę – uważa Janusz Olewiński, współtwórca NSZZ „Solidarność” w latach 1980-1981, więzień polityczny, przewodniczący Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Internowanych i Represjonowanych.
W tej sytuacji weterani zwrócili się do prezydenta Andrzeja Dudy z prośbą o włączenie się w rozwiązanie wstydliwej dla III RP kwestii zapomnianych bohaterów. – Prezydent podjął temat i będziemy rozmawiać o tym 19 grudnia br. w siedzibie IPN z Zofią Romaszewską, doradcą prezydenta Andrzeja Dudy – informuje Janusz Olewiński.
Skazani na wegetację
Historia starań o zadośćuczynienie dla działaczy opozycji antykomunistycznej przez ostatnie 26 lat – w zestawieniu z zabezpieczeniem emerytalnym funkcjonariuszy komunistycznego reżimu, a zwłaszcza uposażeniem byłych funkcjonariuszy przestępczej Służby Bezpieczeństwa, to znakomity dowód na to, jakimi priorytetami kierowały się elity rządzące III RP. Oficjalnie na rocznicowych uroczystościach wyrażano szacunek dla tysięcy opozycjonistów bitych i zamykanych w więzieniach, wyrzucanych z pracy czy studiów, skazywanych na kary pieniężne, ze złamanym życiem i karierą zawodową, lecz próby ustawowego zadośćuczynienia tych krzywd szły wyjątkowo opornie i wskazywały, kto naprawdę w Polsce rządzi.
Dopiero w 2000 r. Instytut Pamięci Narodowej ujawnił skalę represji, jakim komunistyczne władze poddawały społeczeństwo. W końcu do opinii publicznej zaczęły trafiać niezwykle drastyczne opisy warunków, w jakich żyją działacze opozycji antykomunistycznej. Wynikały one w znacznej mierze z faktu, że konspiratorzy „Solidarności” – osadzani w więzieniach, zwalniani z pracy i szykanowani – nie mając odpowiedniego stażu i ciągłości pracy, po latach otrzymywali niezwykle niskie renty i emerytury. Wielu z nich swoją działalność okupiło zrujnowanym zdrowiem. Okazało się, że w wolnej Polsce, o którą walczyli, wegetowali w poczuciu krzywdy i przegranego życia. Szczególnie bulwersujący i głośno komentowany był przypadek Zbigniewa Adamczuka, internowanego w stanie wojennym działacza rolniczej „Solidarności” odznaczonego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, który w Mołomotkach, gmina Repki, w powiecie sokołowskim, po zawale, wymagając całodobowej opieki, żył w skrajnej nędzy w małym budynku przy oborze bez bieżącej wody i ogrzewania. Do chwili obecnej nie doczekał się skierowania do domu pomocy społecznej, przebywa u córki w ciężkich warunkach mieszkaniowych.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym