Dziś w „Naszym Dzienniku”
„Ogień” – postrach bezpieki
Środa, 14 października 2015 (02:16)Narzędziem kreowania czarnego obrazu niezłomnego dowódcy stał się komunistyczny aktywista Władysław Machejek.
Józef Kuraś „Ogień” był jednym z najbardziej znienawidzonych przez komunistów dowódców partyzanckich. Nienawidzili go i bali się go. Do powiatu nowotarskiego „wysyłało się ludzi do UB czy MO za karę” – stwierdzano w wewnętrznym sprawozdaniu Wojewódzkiej Komisji Kontroli Partyjnej z kwietnia 1946 r. Komórki partii schodziły do konspiracji. Aktywiści PPR rejestrowali „poczucie beznadziejności sytuacji” wśród garstki PPR-owców z Nowego Targu: „Przekształciliśmy się w swego rodzaju zakład pogrzebowy odprowadzający na cmentarz prawie co tydzień, a nieraz i dwa razy w tygodniu ciała zamordowanych towarzyszy. […] Zaczęliśmy się raczyć alkoholem dość obficie. Upijaliśmy się na smutno”.
„Ogień” był dla ubowców niebezpieczny za życia. Na Podhalu bezpieka nie mogła czuć się bezkarna. „Ogień” stanowił „mocne i ostre narzędzie w walce politycznej z rodzącą się nową rzeczywistością. Liczono na ’Ognia’ i straszono ’Ogniem’” – przyznawał później Stanisław Wałach z UB. Komuniści zdawali sobie sprawę, że nawet jeśli „Ognia” zabiją, jego legenda będzie jeszcze silniejsza. Tym bardziej chcieli go mieć żywego. Śledztwo, tortury, a potem aranżacja pokazowego procesu miały na celu złamać hardego górala. A potem go upodlić i sponiewierać. Przez to zniweczyć mit dowódcy: tego, który się nigdy nie poddał, walczył do końca.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym