Godni wdzięcznej pamięci, ale nie dla władzy
Poniedziałek, 28 września 2015 (21:07)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Tysiące osób w niedzielę pożegnały na warszawskich wojskowych Powązkach 35 zidentyfikowanych bohaterów polskiej wolności, którzy spoczęli w kwaterze „Ł”. Jak skomentuje Pan fakt, że w sektorze dla VIP-ów podczas Mszy św. pogrzebowej na placu Piłsudskiego nie znaleźli się zarówno syn rotmistrza Witolda Pileckiego Andrzej Pilecki, jak i prof. Krzysztof Szwagrzyk?
– Trudno mi stwierdzić, jaki był motyw takiego zachowania czy takiego potraktowania zarówno pana Andrzeja Pileckiego, jak i prof. Krzysztofa Szwagrzyka. Problem dotyczy tego, czy przyczyna leży w zaniedbaniu, pewnym bałaganie, czy też było to działanie celowe. I to należałoby wyjaśnić. Jeśli chodzi o rodzinę rotmistrza Witolda Pileckiego, to nie byłby to pierwszy incydent. Należy bowiem przypomnieć, że w styczniu na główne obchody 70. rocznicy wyzwolenia obozu KL Auschwitz-Birkenau organizatorzy nie zaprosili rodziny rotmistrza Pileckiego, który był dobrowolnym więźniem i organizatorem obozowej siatki konspiracyjnej i jako pierwszy opracował raporty o ludobójstwie w Auschwitz. Tłumaczenie było prozaiczne, a mianowicie ograniczona liczba miejsc. Zmarnowano okazję, aby wynieść tę postać na piedestał. Źle sprawa wyglądała również przy okazji paradokumentu o rotmistrzu pt. „Pilecki” w reż. Mirosława Krzyszkowskiego, kiedy do produkcji tego obrazu nie udało się zaangażować budżetowych środków i film powstał tylko dzięki zbiórce publicznej. Jeśli zaś chodzi o niedzielne uroczystości, to nie znam przyczyny takiego zachowania, tym bardziej tego nie rozumiem. Z pewnością jednak zaproszenie rodziny na bardziej honorowe miejsce byłoby wskazane, byłoby wyeksponowaniem osoby rotmistrza Witolda Pileckiego, który jest postacią absolutnie symboliczną i godną wdzięcznej pamięci.
Chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości, że to dzięki prof. Szwagrzykowi, który twierdzi, że nie spocznie, dopóki z dołów śmierci nie zostanie podjęty ostatni Żołnierz Wyklęty, i grupie młodych zapaleńców – wolontariuszy, wielu polskich patriotów, których skazano nie tylko na śmierć, ale też na zapomnienie, dziś jest przywracanych rodzinom i pamięci historycznej…
– Profesor Krzysztof Szwagrzyk jest bez wątpienia człowiekiem wielce zasłużonym, który zasłynął w środowiskach patriotycznych i niepodległościowych swoją determinacją, gdy chodzi o wydobywanie z niepamięci wielu polskich bohaterów. Profesor Szwagrzyk z całą pewnością przejdzie do historii jako ten, który doprowadził do oddania należnej czci bohaterom naszej polskiej wolności. Być może opieszałość, z którą mamy tu do czynienia, niewłaściwe zachowanie władz publicznych w całej tej sprawie są pochodną dwuznacznego podejścia III RP do epoki komunizmu. Oczywiście każdy szczegół i okoliczności należałoby zbadać odrębnie, ale faktem jest, że z takim przypadkami „niedopatrzenia” mieliśmy wiele razy do czynienia. Pytanie brzmi: dlaczego nie wyciągnęliśmy z tego żadnych wniosków?
Skoro już mowa o obecnej władzy, to faktem jest, że nie tylko nie pamięta ona o osobach zasłużonych w procesie przywracania pamięci o polskich bohaterach, ale skąpiła również pieniędzy na ich poszukiwania i w ogóle na działalność IPN…
– Jeśli odnajdujemy postaci zasłużone dla wolności, żołnierzy, którzy życie swe oddali za wolną Polskę, to takie osoby są także przywracane publicznej pamięci. W momencie odnalezienia, identyfikacji, państwowego pochówku, co wchodzi w obszar medialny, kiedy pokazuje się taką postać, to należy też zadać pytanie o sprawców zbrodni i czy zostali oni sprawiedliwie osądzeni. Odpowiedź jest niestety negatywna, bo kaci nie ponieśli konsekwencji swoich czynów. To z kolei jawi się jako problem polityczny także dzisiaj.
Premier Kopacz i ludzie obecnej władzy chętnie grzeją się w blasku bohaterów. Czy zgodzi się Pan z twierdzeniem, że Platforma wykorzystała także odsłonięcie mauzoleum na Łączce do promocji własnej partii?
– Platforma Obywatelska, obawiając się o wynik w zbliżających się wyborach i utratę władzy, zachowuje się w sposób histeryczny. Stąd wykorzystuje każdą okazję, aby ocieplić swój wizerunek – łącznie z urodzinami Lecha Wałęsy. Robią wszystko, żeby podnieść swoje notowania w sondażach, żeby zyskać sympatię ludzi, bo czują, że klęska jest blisko.
Część rodzin, m.in. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, nie zgodziła się na pochówek swoich krewnych nie w grobach, ale – jak to określono – w szufladach. Dlaczego nawet ten moment pochówków – wydawałoby się tak oczekiwany – nie łączy, lecz dzieli?
– Każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie, bo każdy, choć dotyczy ofiary z życia, jest inny. Po pierwsze, rodziny mają swoją wrażliwość z uwagi na to, że ich krewni to nie tylko postaci historyczne, ale także osoby im bardzo bliskie. Ci ludzie przez wiele lat nie tylko cierpieli po stracie swoich bliskich, ale również nie mogli się pogodzić z tym, że ciała skrytobójczo zamordowanych skrywała nieznana ziemia, ich godność obrażano, a pamięć o nich samych usiłowano zepchnąć w otchłań niebytu. W tej sytuacji tym bardziej należałoby się liczyć z wrażliwością rodzin. Pamiętajmy, że, owszem, mamy do czynienia z uroczystością o charakterze państwowym, z wydarzeniem ważnym w perspektywie ogólnonarodowej, ale nade wszystko jest to pochówek ważny dla rodzin. Dlatego zdanie, jakie wypowiadają, z całą pewnością powinno być brane pod uwagę.