Kto kogo nie rozumie?
Poniedziałek, 28 września 2015 (20:08)Z dr. Witoldem Waszczykowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, byłym wiceministrem spraw zagranicznych, rozmawia Rafał Stefaniuk
Ambasador Siergiej Andriejew tłumaczył się ministrowi Grzegorzowi Schetynie ze swoich słów o odpowiedzialności Polski za wybuch wojny. Tłumaczył, że został źle zrozumiany.
– To jest typowe twierdzenie w takich sytuacjach. Zawsze gdy używa się tego typu kontrowersyjnych twierdzeń, wyjściem z tej sytuacji jest ubolewanie nad tym, że zostało się źle zrozumianym. Czasami używa się także słowa: „przepraszam”, które w tym przypadku nie padło. Nie przywiązywałbym większej wagi do tłumaczeń ambasadora. Sobotnie słowa ambasadora uważam za celową prowokację.
Czemu ma służyć takie dyplomatyczne kopanie się po kostkach?
– W tego typu działaniach z Rosją trzeba bardzo uważać. Moskwa używa polityki historycznej w akcjach propagandowych wymierzonych przeciwko Polsce. Ma to na celu ukazanie nas w Europie w niekorzystnym świetle. Kreml chce sprowokować Warszawę do tego, aby zdecydowała się na radykalny ruch, taki jak np. wydalenie ambasadora. Po tym Rosja wejdzie w swoją typową retorykę i będzie przekonywać naszych partnerów, że porozumienie z Europą jest możliwe, tylko jedna jedyna Polska w tym przeszkadza. Później będą zabiegami dyplomatycznym wpływać na to, abyśmy wypadli z głównego nurtu europejskiej polityki. To jest strategia obliczona na to, abyśmy stracili politycznie.
Prowokacje medialne to chleb powszedni w dyplomacji?
– W rosyjskiej na pewno. W opinii wielu ekspertów, Rosja środkami dyplomatycznymi prowadzi świetną politykę międzynarodową. Ja twierdzę, że jest inaczej. Nie ma nic godnego pochwały w oczernianiu, szantażowaniu czy prowokowaniu. Gdyby Moskwa potrafiła rozwiązywać spory na drodze mediacji i ich postanowienia byłyby szanowane, wtedy możemy mówić o sukcesie.
Wracając do słów ambasadora. Złe stosunki z Rosją to rzeczywiście tylko nasza wina?
– Ależ skąd. Ekipa urzędująca na Kremlu prowadzi politykę daleką od standardów demokratycznych. To nie my prowadzimy wojnę na Ukrainie i to nie my stanowimy zagrożenie dla naszych sąsiadów. Rosja ma swoje plany co do ułożenia Europy Środkowo-Wschodniej. Te plany są całkowicie sprzeczne z interesami Polski. Jeżeli mamy szukać klucza do rozwiązania animozji między Moskwą, a Warszawą, to ten klucz leży na Kremlu.
A może problemem jest nasza wspólna historia. Przecież są kraje, które potrafią sobie ułożyć relacje z Moskwą.
– Myślę, że jakby Rosja miała chęci polepszenia stosunków z Polską, to dałoby się to osiągnąć. Proszę zwrócić uwagę na nasze relacje z Niemcami. W naszej historii doznaliśmy wiele krzywd z ich strony, a udało się nam doprowadzić do sytuacji, w której jesteśmy razem w dwóch dużych sojuszach – wojskowym i politycznym, czyli NATO i Unii Europejskiej. Może nasze wzajemne relacje nie są usłane różami, ale można je nazwać poprawnymi. Podobnie jest z Ukrainą. Powoli, ale systematycznie te relacje się poprawiają.
Wynika z tego, że dobre stosunki z Moskwą ma tylko ten, kto jest jej wiernie posłuszny.
– Dokładnie tak. Wiele razy Moskwa zapewniała o swojej dobrej woli, a i tak robiła swoje. Twierdzono, że chcą dobrych relacji z innymi krajami, a w żaden sposób nie chciano pójść na ustępstwa. W opinii Moskwy jej wola jest nadrzędna.