Europa jest niedostatecznie chroniona
Poniedziałek, 28 września 2015 (04:09)Z gen. bryg. rez. dr. inż. Tomaszem Bąkiem, dyrektorem Instytutu Studiów nad Terroryzmem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Panie Generale, czy mając na uwadze falę migrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, granice Europy są dobrze chronione przed ewentualnym zagrożeniem terroryzmem?
– Patrząc na skalę problemu i liczbę uchodźców, jaka już przedostała się na teren Europy, trzeba powiedzieć, że nie do końca. W mojej ocenie, wymaga to szczegółowego przeglądu i wzmocnienia sił, zwłaszcza na granicach zewnętrznych Unii Europejskiej, szczególnie na głównych kierunkach przenikania uchodźców. Jeśli słyszymy komunikaty, z których wynika, że tylko w ubiegłą niedzielę na terytorium Węgier nielegalnie przedostało się kilka tysięcy osób, to pokazuje, że zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne granice Unii Europejskiej nie są chronione we właściwy sposób.
Jakie znaczenie z punktu widzenia bezpieczeństwa ma to, że – jak się ocenia – 75 proc. imigrantów to mężczyźni?
– Dotykamy tu bardzo ważnej kwestii dotyczącej przygotowywania przez bojowników tzw. Państwa Islamskiego elementów terrorystycznych, które z całą pewnością będą przenikać wraz z falą migracji. Musimy mieć świadomość, że część uchodźców, głównie kobiet i dzieci, ucieka przed wojną i niezwykle trudnymi warunkami panującymi w krajach ich pochodzenia, szukając poprawy swojego bytu. Ludzie ci za sprawą środków masowego przekazu wiedzą, że w Europie te warunki życia są na wyższym poziomie i to ich przyciąga. Jest jednak pewne, że w tej grupie przenikać będą mężczyźni, którzy w przyszłości mogą być wykorzystani bądź to do przygotowywania czy uaktywniania działalności organizacji terrorystycznych na terenie Europy albo wprost do dokonywania zamachów.
Czy zatem można powiedzieć, że zagrożenie terroryzmem wzrasta z każdym tysiącem uchodźców?
– Osobiście jestem zwolennikiem tego typu tezy. Nie ma co ukrywać, że istnieje jakiś sposób kontroli osób, które przedostają się do danego kraju – do Niemiec, Francji, Hiszpanii czy chociażby dostaną się do Polski. Jest to obowiązkiem służb specjalnych, zwłaszcza tych, które odpowiadają za zewnętrzne bezpieczeństwo kraju. Miejmy jednak świadomość, że jeśli do Polski przeniknie dwa czy nawet trzy tysiące uchodźców, to jest to grupa możliwa do skontrolowania, ale jeśli będzie ich więcej, to może to być już znacznie poważniejszy problem. Osobiście słyszałem wypowiedź przedstawicieli francuskich służb specjalnych, które przyznają, że w związku z potężną falą migracji nie panują już nad sytuacją. W takiej sytuacji sposób skontrolowania, kim są przybysze, jest bardzo trudny. Większość tych ludzi przybywa bez dokumentów, więc proces weryfikacji ich tożsamości: skąd pochodzą, czym się zajmowali w ostatnim czasie, jest mocno ograniczony. Nie jesteśmy zatem w stanie stwierdzić, czy nie byli np. szkoleni w obozie przygotowującym do działalności terrorystycznej. Podobnie bardzo poważnym problemem – moim zdaniem – są zagrożenia epidemiologiczne.
Co konkretnie ma Pan na myśli?
– W gronie osób zajmujących się teorią i praktyką działalności terrorystycznej pojawia się teoria, że przecież bardzo łatwo jest wpuścić w tłum emigrantów ludzi zakażonych np. szczepami wirusa Ebola. Gorączka krwotoczna, którą ten wirus wywołuje, nie objawia się od razu, ale dopiero po jakimś czasie, w związku z tym jak sprawdzić, czy osoby, które przybywają do Europy, nie są zakażone? Z pewnością jest to trudne.
Poruszony przez Pana wątek zwraca uwagę na często lekceważony czy może bagatelizowany przez polityków problem, jaki może się pojawić…
– W naszym Instytucie Studiów nad Terroryzmem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie podnosimy problem, który nurtuje większość naukowców zajmujących się kwestią terroryzmu, a mianowicie, że świat zmierza nieuchronnie do zamachu czy zamachów z użyciem broni masowego rażenia. Jednym z elementów broni masowego rażenia jest broń biologiczna, która jest bardzo trudna do wykrycia, koszty jej produkcji są niewielkie, a skala rażenia może być ogromna. Proszę sobie wyobrazić sytuację, kiedy okazuje się, że w Europie mamy np. 20 tysięcy zakażonych wirusem Ebola bądź innymi chorobami zakaźnymi, które ujawniają się dopiero po pewnym czasie od celowego zarażenia.
MSW Niemiec twierdzi, że 30 proc. uchodźców kłamie, że pochodzi z Syrii. Jaki może być powód ukrywania tożsamości przez ludzi, którzy rzekomo uciekają przed wojną?
– Powody ukrywania tożsamości przez uchodźców mogą być różne. Ci ludzie mogą np. liczyć, że uchodźcy z Syrii będą przyjmowani w pierwszej kolejności z uwagi na toczącą się tam wojnę domową, i dlatego kamuflują swoje pochodzenie. Warto też zwrócić uwagę, że oprócz wojny domowej na ok. 30 proc. obszaru Syrii funkcjonuje tzw. Państwo Islamskie. Jest to zatem dla Europejczyków bardzo poważny problem z identyfikacją takich osób. Tak jak trudno jest po wyglądzie zidentyfikować Chińczyka, Wietnamczyka czy Koreańczyka, tak samo problemem dla niewtajemniczonych jest identyfikacja ludzi z Bliskiego Wschodu, a mianowicie, z którego konkretnie państwa pochodzą.
Co może, czy co powinna zrobić Europa i czy bez solidarności uda się rozwiązać problem uchodźców?
– Nie ulega wątpliwości, że problem uchodźców, jaki dotyka Europę, jest bardzo poważny i właściwie jest stanem zastanym. Kiedy mówimy o sposobach zwalczania czy przeciwdziałania terroryzmowi, to bierzemy pod uwagę zarówno sposób fizyczny likwidacji terrorystów, odcięcie tzw. źródeł zasilania – czyli możliwości zakupu broni, pozyskiwania środków, ludzi itp., ale najważniejszą sprawą jest likwidacja przyczyn powstawania terroryzmu. Jeśli odwrócilibyśmy sytuację i porównali ją z uchodźstwem, to mamy dyskusję na poziomie – ilu jeszcze uchodźców jesteśmy w stanie przyjąć. Nikt albo niewielu zastanawia się poważnie nad tym, jak zlikwidować przyczynę uchodźstwa.
Co jest przyczyną…?
– Przyczyną są wojna, głód, zagrożenie dla życia ludzkiego. Oczywiście jeśli mówimy o fali emigracji, która ucieka przed wojną, głodem i cierpieniami. Tych ludzi należy odróżnić od uchodźców ekonomicznych, którzy sami przedostają się do Europy, chcąc podwyższyć swoją stopę życiową.
Europa nie jest jednak w stanie przyjąć wszystkich...
– Owszem, Europa nie jest workiem bez dna, który wchłonie nieograniczoną liczbę ludności z innych kontynentów. Pesymistyczne prognozy mówią, że u granic Europy może się pojawić nawet sześć milionów uchodźców. I to będzie poważny problem przede wszystkim sanitarny, ale także humanitarny, bo tych ludzi trzeba będzie wyżywić. Za chwilę będzie zima, która może dodatkowo skomplikować sytuację ludzi, którzy będą koczować w obozach dla uchodźców, gdzie warunki wcale nie są łatwe. Miałem okazję obserwować i wiem, jak wygląda życie w takich obozach na terenie Macedonii, i mimo iż były tam obozy planowo przygotowane przez wysokiego komisarza do spraw uchodźców ONZ, to proszę mi wierzyć, że warunki, jakie panowały w tych obozach, można określić słowem „tragiczne”. Zwłaszcza ze względu na liczbę ludzi, głównie pochodzenia albańskiego, którzy tam przebywali, uciekając przed wojną w Kosowie. To pokazuje, że przygotowanie się na przyjęcie uchodźców wcale nie jest ani proste, ani łatwe. Dlatego należy powstrzymać tę masową falę imigracji, ale nie da się tego zrobić fizycznie, zatrzymując tych ludzi na granicy. Dlatego konieczna jest walka z przyczynami, potrzebne są rozmowy z udziałem Rosji, Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, jak pomóc Bliskiemu Wschodowi i Północnej Afryce.
Powiedział Pan, że przed drzwiami Europy może stanąć nawet sześć milionów uchodźców. Czy problem, jaki się jawi, nie przerósł Unii, która trochę na własne życzenie – mam tu na myśli zachęty kanclerz Merkel – zgotowała sobie taki pasztet?
– Oczywiście problem ten przerósł polityków. Zbyt późno zorientowano się, że fala uchodźców prędzej czy później się spłaszczy. Jednak w mojej ocenie nie będzie ona miała końca. Informacje, że w Europie jest lepiej, że tu oczekują na uchodźców, dotarły bardzo szybko do Azji, na Bliski Wschód czy do Afryki Północnej i stanowią zachętę dla kolejnych chętnych wyruszyć w poszukiwaniu lepszego życia. Tymczasem w Europie pojawia się problem, jak przyjąć tych ludzi, jak ich zagospodarować, stworzyć im godziwe warunki życia, dać im pracę, skoro brakuje jej – jak chociażby w Polsce – dla naszych rodaków. Problem trzeba rozwiązać u źródła, a mianowicie zastanowić się, jak zatrzymać wojnę domową w Syrii czy niedemokratyczne przemiany, jakie zachodzą na Bliskim Wschodzie czy w Afryce Północnej, które generują problem uchodźców. Ponadto jak rozprawić się z tzw. Państwem Islamskim, które rośnie w siłę i pod względem ilości zamachów przewyższa Al-Kaidę.
Czy Pana zdaniem Ameryka i Rosja, które mają swoje interesy w rejonach konfliktów i poniekąd ponoszą też winę za zaistniałą sytuację, są w stanie wspólnie stawić czoła wyzwaniu i rozwiązać problem u jego źródła?
– Przykład Afganistanu czy Iraku pokazał, że te dwa supermocarstwa są zdolne osiągnąć kompromis. Przypomnę, że po rozpoczęciu operacji przez Amerykanów w Afganistanie to Rosjanie – wówczas był to jeszcze wywiad radziecki – przekazywali część dokumentów oczywiście w zamian za inne korzyści, o czym się dzisiaj nie mówi. Kompromisy są zatem możliwe, tym bardziej że problem jest poważny.