• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

„Bratnia pomoc” w miejsce suwerenności

Piątek, 25 września 2015 (05:16)

Z mec. Bartoszem Kownackim, posłem PiS, zastępcą przewodniczącego sejmowej Komisji Obrony Narodowej, rozmawia Rafał Stefaniuk.

 

Reporter niemieckiego tygodnika „Die Zeit” stwierdził, że wśród imigrantów pojawiła się mapa z drogą do Niemiec m.in. przez Rumunię, Ukrainę i Polskę. Spodziewa się Pan napływu uchodźców do naszego kraju?

– Każdy scenariusz jest możliwy. Ci uchodźcy, od tygodni szturmujący Węgry, nie chcą trafić do Polski. Oni nie chronią się przed niebezpieczeństwem, tylko przyciągają ich niemieckie pieniądze. Gdy jedno państwo w obronie swojego interesu zamyka granice i nie chce wpuszczać imigrantów, to ci będą szukać drogi przez inne. Bardzo prawdopodobne, że ta fala imigrantów do nas dotrze, a my staniemy się krajem tranzytowym.

Jesteśmy w stanie odpowiedzieć na tę falę?

– W żaden sposób. Oni chcą jechać do Niemiec. Nie każdy tam trafi. Według uzgodnień na szczeblu unijnym, będziemy musieli przytrzymywać ich wbrew ich woli. A nasze możliwości nie pozwalają nam na przyjęcie większej grupy imigrantów.

I w Europie zarzuca się nam brak solidarności.

– Tak, a tu nie chodzi o brak wrażliwości czy brak chęci. Życiu wielu uchodźców towarzyszą ludzkie dramaty. Przeszkodą są możliwości organizacyjne państwa i różności kulturowe. Wystarczy, żebyśmy zadali sobie proste pytanie, ilu funkcjonariuszy służb specjalnych czy straży granicznej włada biegle językiem arabskim. Jeżeli chcemy ich weryfikować, to jak? Musimy dokonać szczegółowego sprawdzenia, bo sama rozmowa nie wystarczy.

Tym bardziej że łatwo jest kłamać podczas rozmowy.

– Dokładnie. Ponadto służby specjalne prowadzą rozpoznanie wśród organizacji uważanych za zagrażające bezpieczeństwu. To jest ich typowe działanie. Często ich funkcjonariusze przenikają do struktur przestępczych i tak prowadzona jest praca operacyjna. Gdy imigranci stworzą hermetyczną grupę, nie będziemy mieć możliwości kontrolować ich. Co więcej, służby państwowe mają ułatwić asymilację przyjętych grup. Ponieważ bariera językowa i kulturowa jest tak duża, nigdy to nie nastąpi. Na Zachodzie istnieją wielomilionowe diaspory muzułmańskie. Ich służby są od dziesięcioleci przygotowane na napływ islamistów. Francja miała swoje kolonie w Afryce Płn. i tam też funkcjonował jej aparat państwowy. Gdy muzułmanie ruszyli w kierunku Europy, Francuzi mogli odtworzyć część swojej administracji i się do tego spokojnie przygotować. U nas byłby to duży szok.

W weryfikacji imigrantów mają pomagać nam izraelskie Mossad i Aman oraz wywiady państw arabskich. Co ciekawsze, nie tak dawno Izrael zapowiedział, że nie będzie przyjmował uchodźców, gdyż nie jest w stanie skutecznie wykryć bojowników IS.

– Warto się zastanowić, na co ta pomoc byłaby obliczona. Czy rzeczywiście wywiady Izraela i państw muzułmańskich chciałyby nam pomóc i czy ich interes byłby wspólny z naszym interesem? To jest pierwsze pytanie. Drugie pytanie to w jakim zakresie miałaby być ta pomoc wykorzystywana? Moim zdaniem, w bardzo wąskim. Skoro nie ma u nas odpowiednio przygotowanych osób, to służby tych państw musiałyby zastąpić instytucje państwa polskiego, a to już jest upadek. To jest zaproszenie Mosadu czy służb specjalnych Arabii Saudyjskiej do tego, żeby funkcjonowały w Polsce. Nie mówimy tu o jednostkowej akcji, ale o rozwiązaniu systemowym. My na obecnym poziomie oczywiście możemy przyjąć kilkaset osób, nawet w drobnej współpracy z partnerami zagranicznymi, ale nie więcej. Z większą liczbą sobie nie poradzimy. Chyba że zrezygnujemy z części swoich kompetencji na rzecz innego państwa. Ale to jest zaprzeczenie suwerenności.

Jeszcze w niedzielę Ewa Kopacz przekonywała, że kwestie związane z imigrantami sfinansuje Unia Europejska. Po szczycie UE dowiedzieliśmy się,  że jednak dołożymy. Ile? Nie wiadomo. 

– To jest kolejna próba oszukiwania Polaków. Unia Europejska to nie jest maszyna, która drukuje sama pieniądze, tylko to są pieniądze, które kraje tworzące Wspólnotę wpłacają. To, że bilans dopłat jest dla nas korzystny, nie oznacza, że na przyjęcie emigrantów nie dołożymy. Gdy ta pomoc zostanie udzielona na terenie Unii Europejskiej czy poza nią, to my i tak będziemy za to płacić. Opowieści, że ktoś nam to sfinansuje, to mrzonka.       

Prezydent Czech Milosz Zeman skrytykował Polskę, że ta głosowała przeciwko stanowisku Grupy Wyszehradzkiej. Dodał, że w Polsce zmienił się prezydent i to mogło wpłynąć na inne stanowisko Polski niż deklarowane. Prezydent nie ma dobrej prasy za granicą?

– Prezydent Duda niewiele może zrobić w tej sprawie. Jak widzimy, nie mógł się nawet spotkać z ministrem spraw wewnętrznych Teresą Piotrowską. To tym bardziej nie może wpływać na rząd. To Rada Ministrów decyduje i to ona zadecydowała, że pewna wartościowa forma współpracy w Europie Środkowowschodniej, państw o zbliżonych interesach, zamiast się odrodzić po rządach Donalda Tuska, de facto się rozpadła. Polska okazała się niewiarygodna dla tych, dla których ze względu na naszą politykę międzynarodową powinniśmy być wiarygodni. Nie dziwię się stwierdzeniom Milosza Zemana, który jest rozżalony. Nie dziwię się opiniom w czeskim internecie, że kiedyś zdradziliśmy Czechów i po raz kolejny to robimy. Rzeczywiście oni dostrzegają problem. Polacy wolą, w naiwnym przekonaniu, że są partnerem dla Niemiec, sprzedać swoich sojuszników, którzy mogliby w sytuacjach trudnych nas wspierać. Ewa Kopacz, która jest mniej zdolnym politykiem niż Donald Tusk, zdecydowała się na kontynuację polityki swojego poprzednika. Tusk robił to bardziej zawoalowanie, Kopacz robi to ostentacyjnie. Widać, że nie potrafi grać opinią publiczną i otwarcie łamie porozumienia i przez to nie potrafi budować sojuszy na arenie międzynarodowej. Ale Andrzej Duda nie ma na to wpływu.

Prezydent nie chce się spotkać z premier. Jak Pan zauważył, minister Piotrowska nie mogła się spotkać w środę z Andrzejem Dudą, bo podobno Ewa Kopacz jej nie pozwoliła. Tak wygląda konstytucyjna zasada współpracy prezydenta z rządem?

– Ktoś źle doradza Ewie Kopacz. Myślę, że im dłużej premier będzie miała takich doradców, tym lepiej dla mojego ugrupowania. Gdy prezydent uzna, że konieczne jest spotkanie z Ewą Kopacz, to do tego spotkania dojdzie. W przypadku minister Piotrowskiej chodzi o sprawę bieżącą, o sytuację Polski w Unii Europejskiej. Wydaje się, że najbardziej kompetentną osobą w tej sprawie powinna być szefowa MSW. Teraz widać, że nie jest to niezależny minister, tylko koleżanka Ewy Kopacz. Nazywanie awanturą spotkania prezydenta z ministrem konstytucyjnym świadczy o tym, że Ewa Kopacz nie myśli o niczym innym jak o kampanii. Jej irytację podnosi to, że musi spełniać roszczenia Berlina, co stawia ją w niekorzystnym świetle w oczach opinii publicznej. Dlatego w ten sposób reaguje i nie spodziewam się, żeby to się zmieniło.     

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk