• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Przekuwanie porażki w sukces

Środa, 16 września 2015 (20:18)

Z Jarosławem Sellinem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, członkiem sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jan odebrał Pan dzisiejsze wystąpienia przedstawicieli rządu w Sejmie? Porównanie przez premier Ewę Kopacz kwestii ratowania uchodźców do obrony życia nienarodzonych?

– Jeśli premier Kopacz jest tak przejęta ochroną życia w pełnym wymiarze, to dlaczego jako obecna liderka partii o nazwie Platforma Obywatelska – konsekwentnie i to od kilku lat – odrzuca projekty obywatelskie, jakie Polacy przynoszą z setkami tysięcy podpisów do Sejmu, projekty zmierzające do tego, aby ochrona życia w Polsce była solidniejsza, zwłaszcza żeby wyeliminować zabijanie nienarodzonych dzieci z powodów eugenicznych, chociażby dlatego, że mają zespół Downa. Jeśli premier Kopacz chce być wiarygodna i pouczać, że powinniśmy teraz bronić życie uchodźców, to przede wszystkim niech zacznie od obrony życia nienarodzonych dzieci, które nie mogą się same obronić. Każde życie należy ratować w sytuacji zagrożenia, ale premier powinna być konsekwentna i stawać w obronie życia ludzkiego w całej rozciągłości, a nie tylko wybiórczo. Nie słyszałem jednak, żeby zmieniła zdanie i opowiedziała się po stronie życia obywateli Polski, którym nie dane było przyjść na świat, bo zastosowano wobec nich aborcję, dokonano zabójstwa w łonie matki.

Jak skomentuje Pan dzisiejsze wystąpienia pozostałych ministrów rządu w kwestii uchodźców?

– Wystąpienia poszczególnych ministrów Grzegorza Schetyny, Teresy Piotrowskiej, Rafała Trzaskowskiego z premier Kopacz na czele pokazały kompletny chaos, jaki panuje w tym rządzie. Premier zaapelowała o otwartość i tolerancyjność wobec uchodźców, których powinniśmy przyjmować, a nawet przytulić ich, natomiast min. Piotrowska opisała Polskę jako oblężoną twierdzę, przygotowaną na niesłychane zagrożenie z zewnątrz czy wręcz inwazję, o czym ma świadczyć chociażby gotowość wszystkich służb, manewry i ćwiczenia. To pokazuje, że poszczególni ministrowie oraz ich szefowa nawet nie uzgodnili ze sobą narracji, a mianowicie, czy powinniśmy być szczęśliwi z faktu napływu uchodźców, czy też strasznie się ich boimy, stąd alert dla służb, które mają do tego nie dopuścić. Jeżeli do tego dodamy chaos emocjonalny pomiędzy obiema paniami występującymi na mównicy sejmowej, to widzimy, jak funkcjonuje ten rząd i jak wygląda koordynacja poszczególnych, w końcu ważnych dla naszego bezpieczeństwa resortów przez premier Kopacz.

W zapowiedziach mogliśmy usłyszeć, że ta debata miała mieć charakter informacji, jakie rząd miał przekazać parlamentarzystom i wszystkim Polakom. Tymczasem…?

– Tymczasem nie otrzymaliśmy żadnych informacji na tematy: jakie decyzje podjął rząd w sprawie uchodźców, do czego się zobowiązał, czy państwo polskie jest przygotowane w zadowalający sposób na przyjęcie grupy obywateli i z jakich państw. Ponadto gdzie ci ludzie ewentualnie mieliby zamieszkać, gdzie pracować, gdzie miałyby się uczyć ich dzieci itp. Na żadne z tych pytań nie otrzymaliśmy konkretnych odpowiedzi. Żeby było ciekawiej – sami przedstawiciele rządu zadawali pytania, jak chociażby wiceminister Trzaskowski, ale były to pytania bez odpowiedzi. W tej sytuacji wrażenie jest jedno – totalny chaos i brak odwagi w samodzielnym podejmowaniu jakichkolwiek decyzji. Zwróciłbym jeszcze uwagę na jedno zdanie min. Piotrowskiej, która stwierdziła, że Polska będzie respektować wszystkie uzgodnienia, co do których realizacji się zobowiąże. Uważam, że to zdanie świadczy o tym, że szykuje się nam jednak akceptacja narzuconej liczby uchodźców, czego żąda od nas szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker i Niemcy, ale będzie się to sprzedawać jako dobrowolną decyzję państwa polskiego. Wówczas wyjdą ministrowie rządu Platformy i powiedzą, że dokonano ponownej analizy, trzeba być solidarnym, mamy odpowiednią infrastrukturę i możemy przyjąć 12 tysięcy uchodźców. Retoryka pójdzie oczywiście w kierunku, że nikt rządowi w Warszawie tego nie narzucił i jest to dobrowolna, odpowiedzialna decyzja. Myślę, że właśnie na taki scenariusz wydarzeń musimy być przygotowani. I za kilka czy kilkanaście dni o tym wszyscy usłyszymy.   

Podczas swojego wystąpienia Ewa Kopacz powiedziała, że „bycie we wspólnocie zobowiązuje”. Ale czy nie powinno to dotyczyć także innych państw, a zwłaszcza Niemiec, które dyktują swoją wolę?

– Owszem, życie we wspólnocie zobowiązuje, ale tak jak pan powiedział dotyczy to wszystkich stron. To zobowiązanie musi być też oparte na prawie, a prawo Unii Europejskiej mówi wyraźnie, że polityka imigracyj,na w tym dotycząca uchodźców, jest polityką narodową, polityką suwerennych państw narodowych. Nie może być więc elementem narzucania odgórnie decyzji. Idąc tym tokiem rozumowania, że życie we wspólnocie zobowiązuje, to mamy prawo się pytać, dlaczego wbrew solidarności europejskiej, wbrew solidarności z krajami Europy Środkowej Niemcy i koncerny z innych krajów podpisują umowę z Rosją o drugiej nitce Gazociągu Północnego, Nord Stream biegnącego po dnie Morza Bałtyckiego? Mamy prawo pytać, dlaczego Niemcy się opierają, gdy chodzi o budowę twardej infrastruktury NATO w Polsce, choć jesteśmy wschodnią flanką Sojuszu Północnoatlantyckiego i graniczymy z państwami, które prowadzą ze sobą wojnę. Czy ten opór Niemiec świadczy o solidarności europejskiej?I dlaczego odmawia się nam prawa, z którego Niemcy przez 45 lat korzystały, kiedy Związek Sowiecki zagrażał światu? Mamy prawo i powinniśmy ustami rządu takie pytania zadawać. Warto też zwrócić uwagę, dlaczego dziś nikt nie mówi głośno o tym, że przyjęliśmy do siebie ok. 700 tysięcy Ukraińców do legalnej pracy w Polsce, wśród których też są przecież uciekinierzy ze wschodnich rejonów tego kraju objętych wojną. I jakoś nie jęczymy i nie stękamy, żądając pomocy od wspólnoty europejskiej, tylko we własnym zakresie staramy się tym ludziom pomóc. Takich argumentów powinniśmy używać w negocjacjach z Komisją Europejską. Musimy być stanowczy i twardzi w negocjacjach, bo ze słabymi w tym gronie nikt się nie będzie liczył.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki