Smutek czy radość?
Poniedziałek, 14 września 2015 (20:34)36 rowerzystów, 5136 kilometrów, 42 dni jazdy, niezliczona ilość spotkanych na Wyspach Brytyjskich Polaków i… 1 zaręczona para – oto bilans tegorocznej wyprawy NINIWA Team. I choć pożegnania zazwyczaj są smutne, tym razem w sercach pozostaje radość życia!
Powrót do Kokotka przyniósł wiele emocji zarówno dla uczestników wyprawy, jak i dla przybyłych gości. Nie oznacza to jednak, że wrażeń zabrakło w czasie ostatniego tygodnia jazdy po Wyspach Brytyjskich. Wręcz przeciwnie! Szalone atrakcje Wesołego Miasteczka w Blackpool, nocleg w Manchesterze, krótka wizyta w Walii czy na koniec zwiedzanie Londynu – to tylko niektóre z mocnych wydarzeń szóstego tygodnia wyprawy! Jednak gdy wsiada się do samolotu, myśli naturalnie krążą przy wyczekiwanym już spotkaniu z najbliższymi.
Kiedy rowerzyści lądowali w Pyrzowicach, w Kokotku trwał już energetyczny koncert Etna Kontrabande. Bo jakie inne dźwięki lepiej wyrażają radość niż skoczne reggae? Powitanie przyciągnęło ogromną ilość osób! Nie zabrakło grupy rodziców i bliskich, których przy imponującej liczbie 36 uczestników wyprawy z pewnością nie brakowało! Pojawili się też patroni honorowi, p. Anna Jonczyk-Drzymała – zastępca burmistrza Lublińca, a nawet pokonawszy długą trasę p. Henryk Niedziółka – przewodniczący Rady Miasta Siedlec. Bardziej chyba prywatnie niż oficjalnie obecni byli także radni Lublińca – co może tylko cieszyć organizatorów tego zarówno sportowego, jak i kulturalno-rodzinnego wydarzenia. Zespół właśnie kończył grać, gdy na horyzoncie pojawiła się flaga biało-czerwona i zabrzmiała piosenka „Wiara czyni cuda”! Licznie zebrani goście stali już pod bramą wjazdową do Centrum Formacji NINIWA. „Jadą!” Głośne brawa, wiwaty… emocje sięgnęły zenitu!
Najbliżsi musieli jednak uzbroić się w cierpliwość, zanim dane im było wyściskać podróżników. Rozpoczęły się życzliwe przemowy, pytania, wspomnienia uczestników, co i raz okraszane wyprawowymi okrzykami… Chyba tradycją stanie się też, że NINIWA łączy nawet na całe życie. Tak jak po Syberii dwoje uczestników mogło pochwalić się obrączkami na palcach, tak w trakcie tegorocznej wyprawy pierścionkiem zaręczynowym świeciła Kasia, a obok uśmiechał się Filip. Na koniec pojawił się pyszny tort powitalny z logo rajdu, jeszcze tylko ostatni, wyprawowy dziesiątek Różańca i nareszcie rodzice mogli ruszyć w stronę swoich pociech. Uściski i pozytywna atmosfera przetrzymała najwytrwalszych nawet do trzeciej w nocy! Ze swojej obecności korzystali przede wszystkim rowerzyści, bo już w poniedziałek trzeba wracać do domów.
Wydaje się, że w przypadku tych młodych ludzi powiedzenie: „Wszystko, co dobre, szybko się kończy”, nie do końca się sprawdza. Choć 6 tygodni jazdy rowerzyści mają już za sobą, wszyscy zgodnie stwierdzają, że radości życia nauczyli się na dobre dzięki niesamowitej podróży po Wyspach Brytyjskich oraz dzięki spotkanym ludziom i niezliczonym gestom życzliwości. Teraz będą się nią dzielić dalej z ludźmi wokół. Śledząc to, co działo się w trakcie wyprawy, trudno odmówić im skuteczności!