• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Przyjmowanie uchodźców bez weryfikacji to błąd

Piątek, 11 września 2015 (19:57)

Z gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Podczas gdy Unia Europejska bezkrytycznie otwiera swoje granice dla uchodźców, islamiści próbują werbować nowych bojowników wśród muzułmańskich uchodźców w Niemczech, szczególnie osoby niepełnoletnie – tak przynajmniej alarmują lokalne niemieckie władze m.in. Bawarii…

– Bez wątpienia jest to zagrożenie. Z pewnością będziemy mieli do czynienia z werbowaniem uchodźców w szeregi radykalnych odłamów islamu. Ale w szeregach tych, którzy przybywają falą do Europy, z pewnością są tacy, którzy sami będą chcieli zasilić te ugrupowania, stając się de facto posłami tzw. państwa islamskiego. Wszystko ma służyć zakorzenieniu tzw. państwa islamskiego w Europie, werbowaniu do swoich szeregów ludzi tego regionu.  To jest poważne zagrożenie, które trudno będzie kontrolować mimo różnych zapewnień, skoro nawet rejestracja ludzi, którzy przybywają, sprawia problem. I tak naprawdę do końca nie wiemy, kim są ludzie, którzy docierają do Europy, kto przybędzie na nasze terytorium. To z kolei rodzi kolejne obawy o to, kogo ci ludzie ściągną za sobą. Możemy mieć zatem kolejny kłopot, nad którym ciężko będzie zapanować także naszym służbom specjalnym.             

Panie Generale, z jednej strony słyszymy, że to biedni ludzie bez pieniędzy, żywności i ubrań, wymagający wsparcia. Ale z drugiej znane są przypadki, że ci sami ludzie odrzucają oferowaną im pomoc, bo na pudełkach widnieje znak Czerwonego Krzyża. Czy w tej sytuacji asymilacja islamskich uchodźców, ludzi o innej kulturze, wyznających inną religię, ze społeczeństwem europejskim jest w ogóle możliwa?

– Pytanie brzmi, czy ci uchodźcy sami zechcą się zasymilować z nowym środowiskiem. Warto zwrócić uwagę na to, o czym głośno mówią np. Brytyjczycy, że ludzie, którzy przebywają w specjalnych ośrodkach, nie tylko nie chcą się zasymilować, ale wręcz terroryzują innych. Narzucają swoje standardy, swoje normy w miejscu, w którym zamieszkują. I to jest duży problem. Mimo całej propagandy, z jaką mamy do czynienia, i narzucania otwarcia granic dla jak największej liczby uchodźców musimy sobie zdać sprawę, że znacznie poważniejsze problemy dopiero mogą się pojawić. Asymilacja uchodźców z krajów muzułmańskich nie udała się ani w Niemczech, ani we Francji, ani w Wielkiej Brytanii i nie ma się co łudzić, że to się nagle zmieni. Problemy z tymi ludźmi pojawiają się zwłaszcza w drugim pokoleniu i kolejnych i mamy do czynienia z efektem kuli śniegowej, gdzie na początku problem wydaje się łatwy do rozwiązania, tymczasem z każdą chwilą narasta i jest nie do zatrzymania. Efekt jest taki, że grupy islamistyczne próbują narzucić innym swoje przekonania, własne standardy funkcjonowania, a często przy pomocy siły standardy, które odbiegają od naszego chrześcijańskiego modelu cywilizacji, naszej religii i kultury.

Wspomniał Pan, że z rejestracją uchodźców jest problem. Dowodem na to może być fakt odnotowany przez włoską policję, która przyznaje, iż nawet 1/3 spośród przybywających imigrantów nie została zarejestrowana, chcąc tym samym uniknąć ustalania swojej tożsamości…

– To tylko potwierdza przypuszczenia czy przewidywania tych wszystkich, którzy zwracają uwagę, aby pomagając sercem, kierując się emocjami, spojrzeć na problem w sposób racjonalny i głębszy. Nie możemy ulegać złudzeniu, że ci ludzie to tylko biedni uciekinierzy, którzy uciekają ze swoich ojczyzn przed wojną i prześladowaniami i tu chcą osiąść, uczciwie pracować i zaadaptować się w nowym środowisku, przyjmując zasady wzajemnego współżycia obowiązujące w środowisku, do którego przybyli. Nic bardziej błędnego. Ci ludzi przybywają do nas, aby tu zakładać własne enklawy, wprowadzać swoje normy funkcjonowania i odrzucają porządek kraju, który udzieli im schronienia. Gdyby Polacy przybyli do kraju muzułmańskiego i próbowali narzucać innym swoją kulturę, a tym bardziej religię czy chociażby manifestować swoją wiarę, bardzo prędko zostaliby – mówiąc delikatnie – przywołani do porządku. Tymczasem w naszej cywilizacji zachodniej z wielką łatwością akceptujemy – pod płaszczem tzw. równości czy tolerancji – zachowania obce naszej kulturze, co może się skończyć źle.

Niewielu zwraca uwagę, że zdecydowana większość uchodźców to mężczyźni zdolni do walki. Czy potencjalnie może to być również problem? 

– To jest ta forpoczta, a więc wysunięty przyczółek tego, co ci ludzie spodziewają się przerzucić na terytorium Europy, kiedy sami zdołają się odpowiednio zadomowić. Europa – podzielona – jest wobec tych działań bezradna. Skoro rzeczywiście chcemy pomóc tym ludziom, to konieczne jest opracowanie działań systemowych, przygotowanie odpowiednich programów wdrażania, które pozwoliłyby i – co więcej – dałyby szanse na zasymilowanie się tych uchodźców z naszym społeczeństwem. Tego jednak nie ma. Podejmowane są działania doraźne, które niczemu nie służą, bo ci ludzie mają cel i tak uciekają do krajów zamożnych, które już wcześniej sobie obrali. Uciekają spod jakiejkolwiek kontroli i jeżeli część z nich to rzeczywiście przedstawiciele tzw. państwa islamskiego, to wróży to poważny problem. Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, co jeden fanatyczny osobnik – terrorysta może zrobić.

Jak zatem odróżnić tych, którzy uciekają przed wojną, od uchodźców ekonomicznych, a także potencjalnych terrorystów?

– Oczywiście jest to możliwe, ale pod warunkiem, że ci ludzie trafią do kolonii dla uchodźców czy do obozów przejściowych, gdzie będzie możliwość sprawdzenia tożsamości, weryfikacji dokumentów. Jest to żmudna praca, ale konieczna i – co ważne – zakłada współpracę również samych uciekinierów z rejonów objętych działaniami wojennymi. Być może wśród uchodźców są ludzie, którzy chętnie poddaliby się takiej weryfikacji, ale w tym środowisku prym wiodą niestety ci, którzy nie mają takich zamiarów. Mało tego, nie chcą się poddać żadnym wymogom, które mogłyby zweryfikować ich samych, jak również zamiary, z jakimi docierają do Europy.   

Zastanawiał się Pan, kto tak na dobrą sprawę finansuje podróż tych uchodźców do „lepszego świata”, skoro – jak sami twierdzą – są bardzo biedni?

– Na pewno w tym gronie jest duża grupa ludzi, którzy uciekają przed nędzą i wojną, co wykorzystują środowiska, które chcą na tym zarobić. Może być tak, że ktoś tym ludziom obiecuje raj w Europie i podróż do tego raju nawet za cenę wyprzedaży majątku. Nie można też wykluczyć, że swój udział w tym exodusie ma tzw. państwo islamskie, które dysponuje potężnym kapitałem. Skoro potrafią sobie kupić bądź, co bądź zamożnych Europejczyków, to jeszcze łatwiej jest im kupić i zawładnąć ludźmi, którzy przybywają z ich rejonów. Nie wykluczałbym, że wśród tych uchodźców są terroryści. Pytanie tylko, jak duża jest to grupa, kiedy się ujawnią i jakie mają zamiary.  

Szef Parlamentu Europejskiego Martin Schulz chce narzucić siłą kwoty imigrantów poszczególnym krajom członkowskim. Czy powinniśmy ulegać tej presji?

– Polska przede wszystkim powinna się domagać konkretnych planów działań wobec problemu uchodźców. Mam tu na myśli wspomnianą już weryfikację tych ludzi, sposób, w jaki miałaby przebiegać ich asymilacja. Narzucanie poszczególnym krajom, i to za pomocą gróźb, kwot uchodźców, jakie mieliby do siebie przyjąć, jest niedorzeczne. Same pieniądze i otwieranie granic w sposób niekontrolowany, bez długofalowych rozwiązań systemowych nie rozwiąże problemu, przed którym staje dziś Europa. Działania na zasadzie „tu i teraz”, pod wpływem emocji, epatowanie tragicznymi obrazkami uchodźców to za mało. Politycy poza emocjami powinni szukać rozwiązań systemowych, a nie przyjmować uchodźców z otwartymi rękami, licząc, że jakoś to będzie. To zły, bardzo krótkowzroczny kierunek myślenia i jeżeli tego nie zmienimy, to może być gorzej, niż dzisiaj się nam wydaje.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki