• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Dzień Dziecka

Wtorek, 8 września 2015 (11:28)

Czy ktoś powiedział, że na wyprawie rowerowej trzeba ciągle pedałować? Przecież można czasem rzucić rower w kąt i wsiąść na coś zdecydowanie szybszego, a co więcej, niewymagającego wkładu sił własnych.

Na przykład do pędzącego z oszałamiającą prędkością wagonika szynowego, sunącego raz pod górę, raz w dół, a czasem nawet i do góry nogami… Tak, tak! Zapraszam na relację z wizyty w wesołym miasteczku!

Zanim jednak dotrzemy do świata karuzel, wróćmy do wydarzeń z niedzieli. Wczorajszego wieczora bowiem zdarzyła się nie lada sensacja! Sławek Kunicki, Górnik, po raz pierwszy na tej wyprawie, po 35 dniach jazdy… umył zęby! A następnie z całej tej radości, choć też pewnie korzystając z okazji świeżego oddechu, obdarował całusem Jolę, Marlenę, Paulinę i Sylwię. Szczęściary?

Zaraz po pobudce o 5.00 Ojciec Lider spogląda na telefon komórkowy, na którym widnieje ikonka nowej wiadomości. Napisana o 2.15 przez Beatę Zielińską, zaprawioną wyprawowiczkę, a obecnie mamę małego Antosia, z informacją zmieniającą bieg wydarzeń całego dzisiejszego dnia. Brzmi ona mniej więcej tak: „40 km od Was jest najbardziej wypasione centrum roller-coasterów. Jeśli ta wyprawa jest Radością Życia to MUSICIE tam jechać”. O. Tomek wiadomość czyta i… całkowicie ją ignoruje:) . Jednak 15 minut później, gdy grupa je śniadanie przygotowane przez Hanię, Sylwię, Szymka i kleryka Łukasza, jakaś wewnętrzna siła każe mu zainteresować się pobliskim centrum rozrywki. Po szybkim rozeznaniu i przeliczeniu finansów matematyka Ojca Lidera wskazuje na fundusz 14,4 funta dla osoby, co wystarcza na najtańszy bilet wstępu. Podjętej decyzji chyba nie trzeba artykułować.

Pierwszy dystans przebiega więc w atmosferze ogromnej radości. Dopomaga temu jeszcze przepiękna i zarazem tajemnicza aura otoczenia. Rowerzyści jadą jakby we mgle, prowadzeni prześwitującymi przezeń promieniami światła, które tworzą niejako tunel jasności. Wtedy na myśl o. Tomka przychodzi wydarzenie z Księgi Wyjścia, w którym Bóg prowadzi Izraelitów za dnia jako słup obłoku, zaś w nocy jako słup ognia (Wj 13,21). Do świadomości śmiałków trafia, że mgła wokół nie jest zwykłym obłokiem, a Boga można znaleźć naprawdę wszędzie!

Utwierdzeni w słuszności decyzji udania się do wesołego miasteczka Nosiciele Radości stawiają się w Blackpool już o 9.00. Pierwsze kroki prowadzą ich nad Morze Irlandzkie, gdzie na przepięknej plaży odprawiają Mszę św. Dzisiejsza Ewangelia po raz kolejny uwidacznia różnice pomiędzy faryzejskim a Chrystusowym stylem życia. Jezus nie tylko uzdrawia w szabat wbrew żydowskim zwyczajom, ale również zadaje prowokacyjne pytanie: „Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy wolno źle czynić?”. Jak mawia Ojciec Lider: nie ma ewangelizacji bez prowokacji. Nasi podróżnicy również zadają dzisiaj pytanie: „Czy wolno się cieszyć, czy nie wolno żyć z radością”? Odpowiedzią, o ile nie jest jeszcze oczywista, niech będzie cała tegoroczna wyprawa. Rowerzyści dają z siebie wiele, ale jeszcze więcej otrzymują. Cieszą się ze wszystkiego, co mają, cieszą się życiem!

Jako że wesołe miasteczko otwierają dopiero o 11.00, NINIWA Team ma jeszcze godzinę na odpoczynek i pożywienie. Gdy tylko wybija godzina przed południem, cała grupa ustawia się sznurkiem przed kasami z o. Tomkiem na czele, próbującym ugrać jakiś rabat. Właściwie to sam widok 36 ubranych podobnie rowerzystów wystarcza, by swą obecnością zaszczycił ich szef kompleksu. Po krótkim targowaniu i pamiątkowym zdjęciu udaje się drużynie zbić z 30 na 18 funtów za bilet od osoby, w ramach którego można korzystać z wesołego miasteczka bez limitów! A w środku istny zawrót głowy! Takich maszynerii i kolejek górskich wielu z naszych śmiałków jeszcze nigdy nie widziało. Jak opowiada Marcin Szuścik, dla którego jest to pierwsza przygoda z NINIWA Team oraz pierwsza wizyta w takim wesołym miasteczku, dzisiejszy dzień jest prawdziwym Dniem Dziecka! Są wagoniki pędzące tak szybko, jakby miały zaraz wypaść z torów, jest pociąg wjeżdżający na wysokość 75 metrów, są siedzenia, które wręcz fruwają w powietrzu, są karuzele powodujące takie przeciążenia, jakich pewnie nie powstydziłby się kierowca Formuły 1, są tunele strachu, łódki pływające ciemnymi tunelami, w których nagle buchają płomienie ognia czy tryskają strumienie wody… A przede wszystkim jest kupa śmiechu i frajdy! Do 13.30 wszyscy śmiałkowie korzystają z tych samych atrakcji, wybierając najstraszniejsze i najtrudniejsze kolejki, bo przecież w grupie siła i większa motywacja. Kolejne półtorej godziny każdy spędza wedle własnych fantazji i upodobań.

Niestety czas dziecięcej euforii kończy się jak zwykle za szybko. O 15.00 grupa przenosi się przed pobliski market, by uzupełnić stracone w wesołym miasteczku kalorie. W połowie gotowania obiadu są przeganiani przez pracowników sklepu, więc przemieszczają się 100 metrów dalej na miejski parking. W międzyczasie o. Tomek dostaje wiadomość od mamy reżyserki dzisiejszego dnia, pani Liliany Fleiszner, z zaproszeniem na nocleg do Manchesteru. Decyzja, choć niełatwa, bo do miasta jest jeszcze 80 km drogi, zostaje podjęta i rowerzyści stawiają się w stolicy fanów „Czerwonych Diabłów” po 21.00. A na miejscu są witani pysznymi kanapkami, ciastem i herbatką oraz możliwością śledzenia rywalizacji sportowej pomiędzy Polską a Gibraltarem. Przynajmniej tym razem kibicowanie naszym hardkołowcom wyszło. Zaś Sylwia, kleryk, Krzysiek i Michał jadą jeszcze zobaczyć stadion Manchesteru United nocą.

Na dobranoc swoją myślą chciałaby się jeszcze podzielić tegoroczna „31”. Marcin bardzo wiele nauki czerpie z wyprawy, twierdząc, że jest ona wspaniałą metaforą życia. Już nawet sama pogoda odzwierciedla nasze życie: czasem słońce, czasem deszcze. Ważne tylko, żeby codziennie wieczorem cieszyć się ze wszystkiego, co się przeżyło, tak jak rowerzyści radują się z każdego obfitego dnia.

Podziękowania:

  • Dla Beaty Zielińskiej za wiadomość reżyserującą dzisiejszy dzień
  • Dla pani Liliany Fleiszner za zaproszenie na nocleg i nakarmienie zmęczonych rowerzystów.

Bilans dnia:

  • 130 km
  • Śr. prędkość: 20,5 km/h

Nocleg:


Manchester

Justyna, NINIWA Team