• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Druga kadencja Tuska za zwiększenie kwot imigrantów?

Wtorek, 8 września 2015 (04:02)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Niemcy i Austria zgodziły się na przyjęcie imigrantów. Kanclerz Angela Merkel mówi, że jest to dla Niemców wyzwanie, ale nie można zostawić uchodźców w potrzebie...

– Celem deklarowanym przez imigrantów są Niemcy. Polityka informacyjna tego kraju kierowana na zewnątrz jednoznacznie wskazuje, iż imigranci są tam mile widziani. Nic więc dziwnego, że kierują się właśnie w tę stronę. Tym bardziej że w opinii uchodźców w Niemczech czeka ich sielanka, wysokie wsparcie socjalne, mieszkania, praca itp. Jednak zetknięcie z rzeczywistością może się okazać dla nich bardziej bolesne, niż mogliby przypuszczać. Imigrantów oczekuje niemiecki przemysł, który jest zainteresowany tylko bardzo tanią siłą roboczą. To rozczarowanie może wywołać bunt uchodźców, który niekoniecznie ograniczy się do Niemiec, ale może on ogarnąć wiele krajów. Próbkę mieliśmy kilka lat temu, kiedy płonęły przedmieścia Paryża i Brukseli. Jeżeli Niemcy patrzą tak krótkowzrocznie, to rzeczywiście niech sami poniosą konsekwencje swojej polityki.

Angela Merkel naciska na kraje z Europy Środkowej i Wschodniej, aby przyjęły więcej uchodźców. Coraz głośniej mówi się też o podziale na starą unię, która rozumie problem uchodźców, i nową, czyli tę, która nie spełnia oczekiwań. Czy nie jest to dyktat? Polski rząd powinien ulegać tej presji?

– Proszę zwrócić uwagę, że to nie nasz region jest celem imigracji. Przecież z Polski wyjechały miliony młodych ludzi za pracą! Skoro nasz rząd nie jest w stanie zapewnić perspektyw własnym obywatelom, to niby dlaczego miałby stwarzać warunki muzułmanom? To w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji jest praca, więc niech tam jadą uchodźcy. W Polsce tych ludzi – po kilku latach – spotka ogromne rozczarowanie, zarobki przy ich możliwościach językowych na poziomie dochodów rodziny poniżej egzystencji, mieszkania komunalne, których nie stać ich będzie opłacić, to tylko kilka problemów, których będzie cała masa. Ponadto w Polsce miejsca pracy tworzą prywatni przedsiębiorcy. Pytanie brzmi, kogo ci pracodawcy będą woleli zatrudniać: Polaków czy imigrantów. Zatem, jeśli polski rząd realnie myśli o skutkach takich decyzji, to powinien poza imigrantami chrześcijańskimi odrzucić zdecydowanie żądania unijnych decydentów.

Nawet co drugi imigrant w rozmowie z dziennikarzami twierdzi, że nie ucieka przed wojną i prześladowaniami, ale szuka lepszych warunków życia. Jak rozpoznać, kto jest kim i dlaczego nie prowadzi się takiego rozróżnienia?

– Tego nie da się rozróżnić. Przy całym dystansie do Rosji trzeba ją politycznie wesprzeć w inicjatywie zakończenia wojny w Syrii. Jeżeli tego nie zrobimy, konflikt, który trwa w tym rejonie, przeniesie się na inne państwa i w przyszłym roku będziemy mieli u bram Europy kolejne kilka milionów imigrantów. W tym momencie zacznie się problem egzystencjonalny dla naszego kontynentu. Przy tak licznie napływającej masie ludzi nie wiemy, czy ich część to nie są żołnierze tzw. Państwa Islamskiego, którzy po adaptacji nie rozpoczną działań terrorystycznych na wielką skalę. Obecnie widzimy, jak wielu imigrantów odgraża się, a czasami nawet atakuje służby europejskie. To nie są tylko sponiewierani przez wojnę cywile, ale wśród nich jest spora grupa ludzi, którzy uważają, że Europa im się należy.

Wcześniej zauważył Pan, że problem uchodźców może dotknąć nie tylko Niemcy. W jakim stopniu jest zagrożona Polska, zwłaszcza po zapowiedzi Czechów i Słowaków, którzy są gotowi udostępnić korytarz kolejowy dla imigrantów zmierzających do Niemiec?

– Zasadniczy problem nie jest na granicy południowej, ale na wschodniej. Jeżeli państwa strefy Schengen uszczelnią granicę, to fala imigrantów będzie się przemieszczać przez Bułgarię, Rumunię, Ukrainę i przez Polskę. Przy całej złożonej sytuacji na Ukrainie możemy mieć do czynienia z tym, że wschodnią granicę zaczną przekraczać masowo obywatele Ukrainy, przemieszani z ludnością pochodzącą z Bliskiego Wschodu. Jeżeli miałbym doradzać coś naszym służbom granicznym, to natychmiastowe wzmocnienie granicy z Ukrainą, a niewykluczone też przygotowanie wersji węgierskiej, czyli budowy płotu oddzielającego obydwa kraje. Już widać, iż problem imigracji nie zakończy się w tym roku. Zima w sposób naturalny wstrzyma tę falę, ale wiosną ten potok ludzi ponownie stanie u drzwi Europy. Warto, żeby ten czas wykorzystać i przygotować się na taką ewentualność. 

Co sądzi Pan o deklaracjach premier Ewy Kopacz, która z jednej strony mówi, że Polska jest gotowa przyjąć dwa tysiące uchodźców, a z drugiej, że nie podejmie żadnych decyzji, które mogłyby zdestabilizować życie w naszym kraju?

– To tylko retoryka wyborcza. Pamiętajmy, iż Donald Tusk gra o drugą kadencję w Radzie Europejskiej. Jemu potrzebny jest wizerunek Polski jako państwa, które wpisuje się w oczekiwania Brukseli i Berlina. Jestem pewien, iż po wyborach nacisk na nasz kraj będzie zdecydowanie większy. Nie wiadomo, czy nie zapadły już w tej sprawie tajne zobowiązania polityków Platformy Obywatelskiej, które dotyczą dużo większych kwot imigrantów. Ciągle podstawowe jest pytanie, czy PiS, wygrywając wybory, będzie rządziło samodzielnie.

Abstrahując od zapewnień przedstawicieli rządu, Polska ma programy ewentualnościowe dotyczące przyjęcia i zagospodarowania uchodźców. Nawet jeśli założymy, że przyjmiemy ich dwa tysiące, to czy to rozwiąże problem imigracyjny?

– Dwa tysiące uchodźców to mniej niż jedna rodzina na dwie gminy. Uważam, że podstawą jest unikanie tworzenia gett imigracyjnych. Tych ludzi trzeba rozśrodkować ze względów organizacyjnych i bezpieczeństwa państwa. Trzeba pamiętać, iż gdyby każda gmina przyjęła jedną polską rodzinę z Kazachstanu, to zakończylibyśmy ten kompromitujący Polskę problem. Po 25 latach niepodległości nie stać było na to żadnego rządu. Czas najwyższy spełnić swój obowiązek wobec naszych rodaków. Imigranci z Afryki i Bliskiego Wschodu powinni być dla nas sprawą wtórną.

Zatem skoro uchodźcy deklarują, że chcą trafić do Niemiec, a kanclerz Merkel otwiera się na ich żądania, to czy rozdzielanie ich między pozostałe kraje Unii Europejskiej ma jakikolwiek sens?

– Obawiam się, iż jesteśmy przed kolejnym światowym kryzysem gospodarczym, który uderzy także w całą Unię Europejską, w tym w Niemcy. Dojdzie do sytuacji, gdzie w tym kraju będą coraz większe problemy z pracą, której będzie coraz mniej dla „starej” imigracji. To będzie kolejne pole konfliktów, nie mówiąc już o wzroście popularności partii radykalnych. W najbliższych latach Niemcy staną się państwem, gdzie będziemy obserwować pełzającą destabilizację pod względem bezpieczeństwa. Tylko w ostatnich miesiącach mieliśmy kilkadziesiąt podpaleń w ośrodkach dla uchodźców.

Niemcy, a pod ich presją Komisja Europejska zachowują się tak, jakby problem uchodźców był zjawiskiem naturalnym i wszyscy czekają, aż sprawa się sama jakoś rozwiąże. Czy nie jest to wyraz bezradności i czym ten problem grozi na dłuższą metę?

– Pytanie podstawowe brzmi: przez ile lat Europa jest w stanie wchłaniać imigrantów i w jakich ilościach? Perspektywy demograficzne dla Afryki i Bliskiego Wschodu pokazują, iż na tym obszarze w najbliższych dekadach przybędzie ponad miliard ludzi. Europa liczy ok. 700 milionów mieszkańców, czyli teoretycznie za 20 lat tradycyjni mieszańcy Europy mogą być mniejszością. Pytanie, czy do tego dążymy. Ten kryzys pokazuje, że Unia Europejska to jeden wielki administracyjno-polityczny organizm, który nie jest nawet w stanie skutecznie bronić swoich granic, nie mówiąc już o wspólnym bezpieczeństwie militarnym. 

Zdjęcia z Węgier świadczą o tym, że mamy do czynienia z inwazją uchodźców, ludzi o innej kulturze. Czy przy kryzysie tożsamości krajów UE nie jest to zagrożenie do kwadratu?

– W sieci możemy zobaczyć obrazki, które pokazują, iż niektórzy imigranci nie chcą pomocy, jeżeli na opakowaniach jest czerwony krzyż. W Budapeszcie atakowali w formie rękoczynów środowiska, które protestowały przeciw ich obecności. Policja tego kraju nie chroniła imigrantów, a własnych obywateli. Już teraz widać pewne paradoksy. Pytanie tylko, co ma się jeszcze wydarzyć, aby zamroczeni poprawnością polityczną politycy przejrzeli na oczy.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki