JOW-y to za mało
Poniedziałek, 7 września 2015 (16:21)Referendum Bronisława Komorowskiego nie wzbudziło szczególnego zainteresowania społeczeństwa. Do urn poszło tylko 7,80 proc. Polaków, toteż jego wynik nie będzie wiążący.
Podczas I tury wyborów prezydenckich lider ruchu JOW-ów Paweł Kukiz uzyskał ponad 20 proc. ważnie oddanych głosów. Toteż Bronisław Komorowski, po porażce w pierwszej odsłonie wyborów prezydenckich, wnioskując do Senatu o rozpisanie referendum, tłumaczył, że będzie ono odpowiedzią na oczekiwania społeczne. Tyle w teorii. W praktyce okazało się, że JOW-y i pozbawienie partii politycznych dotacji z budżetu to za mało, aby zainteresować obywateli referendum.
Ideę podzielenia Polski na 460 jednomandatowych okręgów wyborczych poparło 78,75 proc. głosujących. Podobnie było w kwestii odebrania partiom politycznym państwowych pieniędzy. Za tym rozwiązaniem opowiedziało się 82,6 proc. Polaków. Rozstrzygania wątpliwości podatkowych na korzyść podatnika chce 94,51 proc. społeczeństwa.
Co te wyniki oznaczają od strony formalnej? Dosłownie nic. Aby referendum było wiążące, konieczne jest, aby do urn poszło minimum 50 proc. Polaków.
Stało się więc tak, jak przypuszczała znakomita większość ekspertów – Polacy omijali lokale wyborcze. Platforma Obywatelska jest sama sobie winna. Dwa lata temu to właśnie partia popierająca w ostatnich wyborach prezydenckich Bronisława Komorowskiego namawiała warszawiaków do zignorowania referendum w sprawie odwołania z funkcji prezydenta Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Widać społeczeństwo wzięło sobie te apele do serca na bardzo długo i zamiast JOW-ów wybrało obiad w rodzinnym gronie.
Warto przypomnieć, że referendum kosztowało nas 100 mln zł.
Rafał Stefaniuk