• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Platforma szuka za wszelką cenę tego, co dzieli

Piątek, 4 września 2015 (03:19)

Z Janem Dziedziczakiem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Rafał Stefaniuk

Platforma Obywatelska idzie do wyborów z Ludwikiem Dornem i Grzegorzem Napieralskim w szeregach...

– To dowód na to, jak bardzo bezideowa jest to partia. Jaki system wartości prezentuje Ludwik Dorn? A jaki chociażby Michał Kamiński? Wreszcie co te światopoglądy mają wspólnego z byłym przewodniczącym SLD Grzegorzem Napieralskim? Co tych ludzi łączy? Jaka wartość? Jaka koncepcja? Ich poglądy nie tylko się nie uzupełniają, ale wzajemnie wykluczają.  

Więc co ich łączy?

– Chęć posiadania i utrzymania władzy. To jest dla nich fatalna rekomendacja i dziwię się, że w czymś takim uczestniczą.  

Swoją drużynę skompletował Paweł Kukiz. W założeniu jego ruch miał być pospolitym ruszeniem wszystkich środowisk antysystemowych. Okazało się, że formacje niezadowolonych nie dadzą się łatwo zjednoczyć wokół muzyka.

– Ruch Pawła Kukiza okazał się wydmuszką organizacyjną  i ideową. Gdy idzie się do wyborów parlamentarnych, które mają wyłonić radę ministrów, to trzeba przedstawić konkretne rozwiązania, które chce się wprowadzić w życie. Paweł Kukiz oznajmił, że jego programem jest brak programu. A więc programowo Kukiz nie chce nic robić. Trudno się więc dziwić, że takie spojrzenie nie spotkało się z entuzjazmem opinii publicznej i innych środowisk antysystemowych. Do tego pojawiły się konflikty wewnętrzne i problemy organizacyjne. To spowodowało, że Ruch znacznie obniżył swoje notowania i wkrótce może przestać się w ogóle liczyć.

Paweł Kukiz źle oszacował swoje możliwości?

– Prawdopodobnie tak. Ta wielka przygoda, jaka spotkała go podczas wyborów prezydenckich, trwała krótko. W tamtych wyborach można było występować jednoosobowo, śpiewać piosenki, korzystać ze swojego osobistego uroku i charyzmy. Gdy trzeba działać wspólnie, to okazało się, że maska spadła. Parafrazując baśń Andersena – lider jest nagi.

Ewa Kopacz podczas posiedzenia Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej zaapelowała do Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza i o. dr. Tadeusza Rydzyka o zmianę sposobu bycia na bardziej przyjazną.

– Bardzo dziwi mnie to, że apel ten wystosowała osoba, która polityków PiS, wśród których są członkowie rodzin osób zmarłych pod Smoleńskiem, nazwała hienami cmentarnymi. Lider partii, do której należy Stefan Niesiołowski i podobni mu agresywni politycy, nie powinna pouczać kogokolwiek, co jest przyjazne, a co nie. Dziwi mnie także wymienienie w tym kontekście o. dr. Tadeusza Rydzyka.

Mnie również i zastanawiam się, skąd to zainteresowanie premier dyrektorem Radia Maryja.

– Jest to dla mnie symboliczny przykład demagogii Ewy Kopacz. Radio Maryja jest rozgłośnią nawołującą do szacunku, miłości i wspólnoty narodowej. Jest to Radio, które prowadzi wiele dzieł społecznych. Stanowi także przykład wcielania polityki miłości w życie. Natomiast aby przekonać się, jak wygląda polityka miłości w wydaniu Platformy Obywatelskiej, wystarczy wsłuchać się w rozmowy nagrane bez kamer w restauracji Sowa i Przyjaciele.    

A więc potwierdzają się słowa Pawła Zalewskiego, że Michał Kamiński nastawia kampanię na dzielenie Polaków?

– Widać to ewidentnie i – jak pan zauważył – mówią o tym także politycy Platformy Obywatelskiej. To jest strategia szukania za wszelką cenę tego, co dzieli.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk