Pacjenci wybierają SOR, by nie czekać w kolejce
Wtorek, 6 listopada 2012 (13:04)Nawet 80 proc. osób zgłaszających się na pogotowie nie wymaga pilnej interwencji. Wysoka jest również liczba nieuzasadnionych wezwań karetek. Pogotowie coraz częściej wyręcza lekarzy rodzinnych, specjalistów i ambulatoria. To z kolei może utrudniać dostęp do pomocy osobom, które wymagają natychmiastowej interwencji - informuje najnowszy raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK).
Przyczyną takiej sytuacji są długie kolejki w przychodniach, które sprawiają, że pacjenci traktują Szpitalne Oddziały Ratunkowe jako sposób na dotarcie do lekarza specjalisty lub szybkie wykonanie badań.
NIK pozytywnie ocenia służbę ratowników i lekarzy pracujących w pogotowiu oraz Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych.
Zdaniem kontrolerów jest to jedno z najlepiej funkcjonujących ogniw systemu ochrony zdrowia w Polsce. Ponad 90 proc. karetek dociera do potrzebujących w wymaganym ustawą czasie (15 minut w mieście i 20 minut poza miastem). Szpitalne Oddziały Ratunkowe skutecznie zapewniały kontynuację akcji ratunkowej, oferowały odpowiednią diagnostykę, gwarantując tym samym podjęcie decyzji o dalszym leczeniu.
Dzięki wyposażeniu w 23 nowe śmigłowce poprawił się zasięg i możliwości Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Zakup umożliwił misje nocne, których nie można było wykonywać na dotychczas używanych śmigłowcach Mi-2. Obecnie pod ochroną pogotowia lotniczego pozostaje już większość Polski. Pod koniec roku ma zapaść decyzja, co do ewentualnego zwiększenia liczby baz z gotowością nocną (na razie całodobową gotowość ma tylko jedna z 17 baz - warszawska).
Personel Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych (SOR) wypełnia zadania wykraczające poza interwencje w przypadkach nagłych. Obawa przed odmową udzielenia pomocy ludziom, którzy mają trudności z dostaniem się do lekarza, powoduje, że SOR przyjmuje wszystkich, którzy się tam zgłaszają, wyręczając lekarzy rodzinnych, specjalistów i ambulatoria. Z ustaleń kontroli wynika, że w skrajnych wypadkach nawet ośmiu na dziesięciu pacjentów oddziałów ratunkowych to osoby, którym powinna zostać udzielona pomoc w ramach podstawowej opieki zdrowotnej, poradni specjalistycznej lub nocnej i świątecznej pomocy doraźnej.
Konieczność opieki nad pacjentami, którzy tego nie wymagają, opóźnia pracę SOR i zagraża tym, którzy faktycznie potrzebują natychmiastowej pomocy, np. w Szpitalu Bielańskim w Warszawie średnio na 160 osób przyjmowanych dziennie świadczeń ratowniczych wymagało 40.
Tym samym pieniądze z puli SOR, zarezerwowane wyłącznie dla ratowania zdrowia i życia w sytuacjach nagłych, wykorzystywane są na diagnozowanie i leczenie osób, które powinny korzystać z porad lekarza rodzinnego lub specjalisty w normalnym trybie. Dla SOR jest to problem, ponieważ NFZ co prawda wlicza do ryczałtu wszystkich przyjętych pacjentów, ale płaci jedynie za procedury ratunkowe. W konsekwencji SOR staje się mocno deficytowe, a szpitale muszą pokrywać ich straty z zysków pozostałych oddziałów.
Liczba wyjazdów karetek w kontrolowanym okresie rosła, ale wiele z nich - w niektórych przypadkach nawet 30 proc. - nie dotyczyło nagłego zagrożenia zdrowia czy życia.
Przyczyną tak dużej liczby nieuzasadnionych wezwań są, podobnie jak w przypadku SOR, luki w systemie opieki podstawowej: długie kolejki w przychodniach oraz niewydolny system pomocy nocnej i świątecznej.
Nadal nie funkcjonuje system powiadamiania ratunkowego. Zadania numeru 112 wypełniają policja i straż pożarna, a kolejny termin uruchomienia systemu przesunięto na grudzień 2013 roku.