Dziś w „Naszym Dzienniku”
Dzień „Gorczka”
Czwartek, 3 września 2015 (10:29)Tego jeszcze nie było, orkiestra na rowerze! Banda rowerzystów w trakcie jazdy uderzająca, czym popadnie, w swoje menażki, tworząc coś, co przy dużej ilości dobrej woli można nazwać muzyką. A skąd ten pomysł?
Wszystko na cześć Michała Pieli, a w zasadzie jego znaku rozpoznawczego, czyli garnka przypiętego na zewnątrz sakw. Z tej okazji NINIWA Team ochrzciła dzisiejszy dzień Dniem „Gorczka”, czyli po polsku garnka! Większość ekipy wzorem Michała także wiozła dzisiaj swoje naczynia na zewnątrz sakw. Taka wyprawowa rozrywka! Zastanawiam się tylko, czy ta wyprawa już nie trwa za długo.
Poza wesołą zabawą z garnkami krajobrazy także nie pozwalają hardkołowcom się nudzić. Nie ma wyblakłych kolorów trawy ani pustych pastwisk. I choć, według Michała, Szkocja była dużo ładniejsza, to i tak trudno tu znaleźć panoramę, która by nie przykuwała wzroku. Dzięki temu pierwsze 50 km mija błyskawicznie. Kolejny dystans, przebiegający już przez Irlandię Północną, wiąże się z dosyć poważną awarią manetki Krzyśka Kiebuły. Naprawa zajmuje sporo czasu, rezultaty są kiepskie i Krzysiek jest zmuszony do kręcenia na podjazdach na stosunkowo wysokim przełożeniu. By zyskać trochę czasu na leczenie zepsutej manetki, na 90 km grupa organizuje obiad. Swoją drogą, ciekawe, jaka kuchnia będzie tym razem inspiracją dla rowerzystów.
Trzeci etap wymaga redukcji tempa, ponieważ u kilku rowerzystów dochodzą do głosu oznaki przeziębienia. Niestety wyspiarska pogoda służy przeziębieniom, od których naszym śmiałkom nie udaje się uciec. Ostatecznie po 164 km komplet niniwitów trafia pod kościół pw. Jana Chrzciciela w Portadown, skąd od razu są kierowani do domu księdza proboszcza. Kapłan z początku wydaje się nieufny wobec grupy, jednak zezwala na rozbicie obozu u siebie w ogrodzie. A że ogród jest zacnej urody, wszyscy bez chwili wahania zaczynają rozbijać namioty. Chwilę później cała drużyna gromadzi się na Eucharystii. Dzisiejsza Ewangelia przynosi śmiałkom dwie myśli. Pierwsza, bardzo praktyczna, to potrzeba wyleczenia się z przeziębień. Z kolei druga myśl związana jest z postawą osób szukających Jezusa. Pojawia się pytanie: „Czy ja szukam Jezusa w swoim życiu, w drugim człowieku, we wszystkim, co się wokół mnie dzieje?”. I jeśli uda mi się Go znaleźć, to czy staram się Go zatrzymać? Tegoroczny posiadacz nr 27 stwierdza, że wyprawa z NINIWĄ uczy odpowiadać na oba pytania twierdząco. A za tym idzie, pokora i radość z życia we wspólnocie. Do tego stopnia, że na 11 dni przed końcem wyprawy Michał już myśli o następnej ;).
Modlitwa w trakcie Mszy św. musiała być bardzo gorliwa, ponieważ po jej zakończeniu dzisiejszy gospodarz odwiedza grupę i zaprasza do sali parafialnej. Ojciec Tomek relacjonuje, że tak szybkiego pakowania się to jeszcze nie widział. W kilka minut wszyscy byli gotowi do przeprowadzki! Nowe warunki sypialne sprzyjają pozbywaniu się przeziębień. Jest cieplutko, przytulnie, a do tego gorące prysznice i aneks kuchenny. Sama sala jest czymś na wzór sali teatralnej, z oświetleniem i nagłośnieniem, więc może rano usłyszymy o nowo powstałej sztuce? I już na sam koniec Ojciec Lider nakłania nas, czytelników, do refleksji. Czy czytamy te relacje w oczekiwaniu na sensacyjne wydarzenia, ciekawostki, suche fakty, czy staramy się też znaleźć w nich Pana Boga?
Podziękowania:
Dla Księdza Proboszcza z Portadown za przyjęcie grupy na nocleg.
Bilans dnia:
- 164 km
- Średnia prędkość: 22 km/h
Nocleg:
Portadown