• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Dzień Radości

Wtorek, 1 września 2015 (11:11)

Poziom radości w grupie rośnie! I to do tego stopnia, że dzisiejszy dzień oficjalnie został mianowany Dniem Radości! A skoro dzień specjalny, to i organizacja musi być wyjątkowa.

Dlatego podobnie jak Juwenalia studenckie rozpoczynają się od uroczystego przekazania kluczy do bram miasta, tak i dzisiaj dziewczyny, ubrane w czapki kuchenne przejęły gwizdek i nawigację jako narzędzia dowództwa nad wyprawą. Porównanie nie jest przypadkowe, bo dzięki temu poniedziałek jest jedną wielką zabawą!

Standardowo zaczynamy o 5.00 rano. W grupie czuć duże podniecenie, ponieważ już od wieczora dziewczyny szykują kolejne niespodzianki. Miniony weekend to potężny zastrzyk energii dla całej drużyny. Wszyscy wypoczęci i fizycznie, i duchowo są otwarci na kolejne doświadczenia. Kiedy komplet sakw wisi już na rowerach, przychodzi czas na wysprzątanie pomieszczeń, w których spali śmiałkowie. Nie można przecież zostawić gospodarza z bałaganem na głowie. O. Leo bardzo się cieszy z poznania grupy, daje dziewczynom ostatnie wskazówki i udziela podróżnikom błogosławieństwa na dalszą drogę!

W towarzystwie coraz to śmieszniejszych piosenek 36 rowerzystów rusza w drogę. Najpierw grupa 11 dziewczyn, a potem według podziału Mateusza Mrugały jadą czołgiści, czyli chłopaki z czterema sakwami i w trzeciej grupie reszta męskiej części ekipy. Nasze bohaterki najcięższe zadanie mają od razu na początku – przeprowadzić grupę przez stolicę Irlandii. Jazda przez miasto nie jest łatwa, zdarza się wjechać pod prąd czy zrobić kółko na rondzie (swoją drogą, ciekawe, czy dziewczyny musiały wtedy poczekać, aż na rondo wjadą koledzy zamykający kolumnę). Pierwsza niespodzianka na dzisiaj to wizyta pod browarem Guinness’a – najpopularniejszego irlandzkiego trunku. Tam 36 cyklistów dzieli się jedną, 330 ml puszką ciemnego piwa (co daje średnio 9 ml specyfiku na głowę).

Dalsza część jazdy przebiega bez przerwy na wesoło. Rodzimy repertuar dostarcza wystarczająco piosenek, by móc się przekomarzać. Żartom i śmiesznym docinkom nie ma końca! Pogoda również sprzyja. Temperatura odpowiednia do jazdy, słoneczko świeci, a i ruch na drogach nieduży! Irlandia wydaje się jakby ładniejsza i spokojniejsza. Dzisiaj do głosu dochodzi też kobieca intuicja, dzięki której grupa oszczędza kilka minut, bo kiedy po 40 km dziewczyny ogłaszają przerwę, okazuje się, że i tak była ona konieczna ze względu na świeżo przebitą dętkę Wojtka Skipioła.

Kolejne 50 km zakłóca tylko „kapeć” u Górnika. Z niewiastami na czele tempo jazdy jest wyższe niż zazwyczaj, a protestują tylko ci, którzy wskutek zimna i opadów nabawili się lekkiego przeziębienia. Druga przerwa to czas na obiad i dłuższy odpoczynek. Ostatni etap na dziś prowadzi do miasta Athlone. Tu znów daje o sobie znać intuicja dziewczyn, które zapraszając wszystkich na lody do McDonalda (które potem im trzeba było kupić), ustrzegły wszystkich przed zmoknięciem od deszczu, który chwilę później lunął. Gdy tylko pogoda się poprawiła, ekipa przeniosła się do marketu. Stojąc przy kasie, Wojtek rzucił kolegom uwagę, że pani kasjerka jest bardzo ładnej urody, na co w odpowiedzi usłyszał od niej „dziękuję”. I się zaczęło! Okazuje się, że kolejna kasjerka również jest z Polski, a i wielu klientów przyjechało do Athlone znad Wisły. Można powiedzieć krajowa reprezentacja, bo jest i osoba z Jarosławia i z Częstochowy, z Zakopanego i z Skarżyska-Kamiennej. Jeden z nich, pan Hubert zaproponował NINIWA Team nocleg, jednak liczebność drużyny okazuje się być problem w tej sytuacji nie do przeskoczenia. Ostatecznie miejsce na nocleg znajduje się w przykościelnym, pięknym ogrodzie. Dziewczyny w nagrodę dostają do dyspozycji altankę, a panowie muszą się zadowolić namiotowymi pałacami. Zanim jednak przyjdzie czas na spanie, niniwici gromadzą się na Mszy św. w towarzystwie figury Matki Boskiej z Lourdes i pięknych róż. Chwila wyciszenia po tak intensywnym dniu jest wskazana. Wszyscy są zbudowani tak pięknym dniem i dziękują Bogu, za to że mogli się spotkać i poznać oraz że mogą Go odkrywać na co dzień w Jego działaniu. Bo jak słusznie zauważa tegoroczna „25” – ich wewnętrzna radość ma swoje Źródło!

W tak pozytywnej atmosferze nie było czuć zmęczenia i jak dodaje Mateusz, męska część grupy miała dziś dużą frajdę. A dziewczyny? W nagrodę za podjęcie się odpowiedzialności i wzorowe prowadzenie organizują sobie „babski wieczór”. 

Podziękowania:
Dla o. Leo za wszystko! 

Bilans dnia:

  • 144 km
  • Śr. prędkość: 21,5 km/h
  • 11 szalonych dziewczyn na czele

Nocleg:
Athlone

Mateusz, NINIWA Team