Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Szemraniu mówimy STOP!
Czwartek, 6 sierpnia 2015 (09:56)Niejednokrotnie już słyszałem od podróżników rowerowych, którzy w kilkuosobowych grupach przemierzają różne zakątki świata, że trudno jest im się w trakcie wyjazdu dogadać. Z czasem pojawiają się spory, a nawet podziały w grupie.
Za idealną liczbę uczestników podaje się zazwyczaj przedział od 2 do 4 osób. NINIWA Team jakby wbrew takim przesłankom z roku na rok otwiera się na coraz to większe grupy ludzi, bijąc na 9. już wyprawie kolejny imponujący rekord – 37 uczestników. Gdzie tkwi tajemnica i co jest takiego wyjątkowego w tych młodych ludziach, że z radością na twarzy wsiadają codziennie rano na rower, by pokonać kolejny dystans?
Dzisiaj grupa daje kolejny przykład zdyscyplinowania, kiedy zgodnie o godzinie 4.00 wszyscy zaczynają zbierać się do wyjazdu, by o 5.00 móc ruszyć w drogę. Mobilizacja jest naprawdę duża, ponieważ 67-kilometrowy etap do granicy rowerzyści pokonują bez odpoczynku! Niewielki ruch, rześkość poranka, na nowo można odczuć miłość do jazdy rowerem. Ostatnia polska miejscowość na tegorocznej trasie to Łęknica, gdzie wszyscy uzupełniają zapasy. Na granicy ekipa żegna pana Leona, który jechał z nimi od początku wyprawy. Pan Leon, 70-letni rowerzysta, z imponującą kondycją szybko stał się wzorem i celem na przyszłość dla naszych śmiałków! Już w 37-osobowym składzie (wczoraj wieczorem do peletonu dołączyła Nina) ekipa rusza dalej. Drugi etap jazdy – po niemieckiej ziemi – to odpoczynek dla rąk, które nie muszą co chwilę pokazywać dziur w drodze. Odczuwalna jest także różnica w nawierzchni, po której po prostu szybciej się jedzie, więc i kolejne 50 km mija bardzo prędko. Chwila przerwy, pierwsze zakupy w euro i można jechać dalej.
Trzeci dystans trzeciego dnia wyprawy daje możliwość trzeciej już kąpieli! W okolicy, którą przemierzają rowerzyści, znajduje się wiele jezior i właśnie przy jednym z nich, po zaledwie 20 km jazdy, mają miejsce na dłuższą, obiadową przerwę. Zanim jednak uruchomione zostały kuchenki, młodzi zebrali się razem, by przeżyć wspólnie Eucharystię. Szczególne przesłanie niesie dzisiaj pierwsze czytanie. Pan Bóg piętnuje szemrających przeciw Niemu Izraelitów i w konsekwencji karze ich wydłużeniem drogi wiodącej do Ziemi Obiecanej, a nawet zabrania wejścia do Kanaanu wszystkim oburzonym Izraelitom powyżej 20. roku życia. Grupa modli się codziennie, by mieć takiego ducha, który by nie znał znużenia, szemrania zarówno przeciw Bogu, jak i względem siebie nawzajem. Codziennie uczą się i zapewne do końca wyprawy będą się uczyć razem żyć, respektować każdy każdego, rozpoznawać i eliminować własne słabości oraz starać się dać innym cząstkę siebie. Takie podejście to gwarancja owocnej wyprawy.
Po Mszy św. Marcin Kroczek postanowił jako pierwszy zaprezentować grupie swój ukryty talent… piromana! W pewnym momencie stracił on kontrolę nad kuchenką gazową, która zaczęła generować zdecydowanie za duży płomień. W ramach akcji ratunkowej kuchenka została wyrzucona w powietrze, przelatując obok przerażonej Kasi, by ostatecznie wylądować w trawie, którą po chwili udało się szczęśliwie ugasić! Gdy emocje zaczęły opadać, nadszedł czas na chwilę radości. Paulina, znana z nieprzeciętnych zdolności wokalnych, wyśpiewała Sławkowi chęć bycia jego żoną, co popularny Górnik skwitował również śpiewająco, że „będzie kawalerem, aż do końca świata”. Tyle wystarczyło, by kolejne 5 minut grupa spędziła na łopatkach, trzęsąc się ze śmiechu!
Większą część dnia cyklistom życie uprzykrzał wiatr, który stopniowo rozwijał swoją prędkość, by na ostatnim odcinku skutecznie zniechęcać grupę do jazdy. Oczywiście nikt się nie poddaje i po 179 km jazdy, w miejscowości Finsterwalde rozpoczyna się akcja szukania noclegu. Łatwo nie jest. Miejscowy staw został zarezerwowany przez ekipę filmową, a pięciu z kolei gospodarzy odmawia dostępu do swojego terenu. Dopiero za szóstym razem pojawia się połowiczny sukces. Pan gospodarz nie zgadza się na nocleg na jego pokaźnej działce, ale kieruje grupę na polanę pod lasem tuż obok swojego ogrodzenia. Tam śmiałkowie zakładają obóz, w którym będą zbierać siły na kolejny dzień jazdy.
Wracając jeszcze na chwilę do imponującej liczby uczestników tegorocznej wyprawy, warto dodać, że zarówno o. Tomek, jak i wyprawowa „Trójka”, czyli Sylwia, doświadczona uczestniczka wypraw rowerowych zgodnie uznają, że nie ma się czego bać. Proces integracji zapewne będzie trwał znacznie dłużej, szczególnie że śmiałkowie jadą podzieleni na 3 grupy, jednak tak dużą liczbę osób należy traktować jako dar. Każdy jest wyjątkowy i wnosi coś do wspólnoty, czymś zaskakuje. Warto być otwartym!
Podziękowania:
- Dla Pana Leona za towarzystwo, pogodę ducha i motywację!
- Dla Mateusza Popandy i Darka Uchto za dowiezienie Niny wczoraj wieczorem do reszty grupy.
Bilans dnia:
- 179 km
- Śr. prędkość: 21,2 km/h
- 0 awarii!
Nocleg:
Finsterwalde – polana pod lasem
Przejechanych do tej pory kilometrów: 530
Mateusz, www.niniwateam.pl