• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Spaleni słońcem

Środa, 5 sierpnia 2015 (10:42)

Konia z rzędem za basen z zimną wodą! A raczej rower z sakwami za chwilę ochłody. Taka myśl krążyła dziś po głowie każdego śmiałka, gdy w towarzystwie prażącego słońca kręcił kolejne kilometry. A i dobrze, niech się nacieszą tym ciepłem, bo coś mi się wydaje, że jeszcze za nim zatęsknią.

5.00 rano pobudka. Po tak wspaniałym wypoczynku i ciepłej nocy aż przyjemnie się wstaje. O godzinie 6.00 wszyscy są już zwarci i gotowi do wyjazdu. Już mają machać na pożegnanie gospodarzom, gdy ci wnoszą dzbany gorącej herbaty na rozgrzewkę przed jazdą. No i jak tu nie skorzystać z takiej okazji? Rowerzyści nauczeni wczorajszą lekcją przyjmowania, wypijają z radością herbatę i z 20-minutowym opóźnieniem wyruszają w dalszą drogę!

Pierwszy dystans właściwie minął niezauważony, rozpoczęty zmuszeniem lekko zastygniętych przez noc mięśni do pracy i przerywany raz po raz ziewnięciami. Rowerzyści, ze względów bezpieczeństwa, jadą podzieleni na 3 grupy, których skład towarzyski zmieniać się będzie każdego dnia. Dzisiejszy klucz podziału został zaproponowany przez Piotrka Bąka, który wykorzystał numery telefonów do stworzenia równolicznych grup. Po 60 kilometrach rowerzyści zjeżdżają na zaplanowaną 35-minutową przerwę, aby uzupełnić braki węglowodanów i witamin. Niestety Łukasz Wasilewski wziął sobie powyższe słowa troszkę za bardzo do serca i nie tylko uzupełnił braki, ale też zrobił raczej niepotrzebne zapasy. Kleryk, przygotowując się do odjazdu, wygodnie usadowił pewną część ciała na siodełku, które pod jej naciskiem niespodziewanie odmówiło współpracy i rozpadło się na dwie części… Do podobnego stwierdzenia musiał również dojść Szymon Majchrzak, który zapewnił powtórkę z rozrywki kolejną dętką w tylnym kole. Hmm, może warto pomyśleć o jakiejś diecie?… 

O ile załatanie dętki nie sprawia większego problemu, o tyle jazda na rowerze bez siodełka mogłaby być nie lada wyzwaniem. No cóż, nie pozostaje nic innego, jak zaopatrzyć się w nowe, jednoczęściowe. Niestety tym razem wczesna pora śmiałkom nie sprzyja. Ze względu na zamknięte jeszcze sklepy rowerowe są oni zmuszeni wydłużyć przerwę. Niejeden pewnie by się ucieszył z dodatkowego czasu wolnego, ale jak tu się radować, gdy właśnie mijają najlepsze, bo najchłodniejsze godziny jazdy, a grupa siedzi i zbija bąki? Kolejna próba wczorajszej lekcji przyjmowania. Rowerzyści jednak bez szemrania wytrzymują godzinę oczekiwań, zaś sprytny Tomek Szwed wykorzystuje ten czas na spotkanie z mamą.

Po godzinie nowe siodełko jest już zainstalowane w rowerze, można jechać! Grupa kieruje się na Bolesławiec, po drodze mijając Kunice – Sławek w siódmym niebie. Po kilku kilometrach do wyprawy dołącza kolejna ekipa filmowców, tym razem z Telewizji Trwam. Towarzyszą oni rowerzystom przez ok. 30 km, nakręcając styl jazdy, uśmiechy, gesty. O 12.00 grupa znajduje przyjemne miejsce w cieniu, aby ustrzec się od już palącego słońca. Tam o. Tomek odprawia Mszę św. Po nakarmieniu ducha czas na pokarm dla ciała. Filmowcy wykorzystują przerwę obiadową na przeprowadzenie wywiadów z uczestnikami, którzy dzielą się swoimi przemyśleniami i wrażeniami, chętnie prezentując, jak wygląda wyprawowy tok wydarzeń. Miejmy tylko nadzieję, że ta sława naszym rowerzystom nie uderzy do głowy. 

Rozpocząć kolejny dystans nie jest łatwo. Wydłużona przerwa rozleniwia, słońce nie daje wytchnienia, a tu trzeba wsiąść na rower i pokręcić jeszcze troszkę. Na szczęście Ojciec Lider ma w zanadrzu modlitwę o dobry humor. Szybkie kółeczko i o 15.00 grupa wyrusza w dalszą drogę. Jak relacjonuje wyprawowa Dwójeczka, jedzie się dobrze, bo jedzie się w grupie, a w grupie jest radość, jest siła i czuć pozytywną atmosferę. Tylko wyprawowicze, a w szczególności ta piękniejsza ich część, niechętnie pogłębiają swoją rowerową opaleniznę (przynajmniej przez kilka kolejnych dni będą mieli okazję prezentować na swym ciele nasze narodowe barwy – cóż za patriotyzm). Kolejne kilometry pogłębiają wśród rowerzystów pragnienie ochłody – gdyby tak tylko pojawiła się jakaś rzeczka czy stawek… ach, by się wskoczyło! Aż tu nagle zza zakrętu wyłania się piękne jeziorko, oaza wręcz! Woda czyściuteńka, orzeźwiająca, piaszczyste dno, aż się prosi, żeby wejść. Śmiałkowie długo zastanawiać się nie muszą, tylko chwila na przebranie w stroje kąpielowe i już wszyscy taplają się w przyjemnej wodzie. Przy brzegu spotykają zaintrygowanych plażowiczów, którym wręczają modlitwy, rozsiewając dobry humor na prawo i lewo. Jednakże wyprawa to wyprawa! Niniwowym stylem grupa szybko się zbiera i jedzie w kierunku Szprotawy, gdzie robi zakupy na kolację i śniadanie dnia następnego.
Niecałe 10 kilometrów dalej, we wsi Bobrzany, śmiałkowie zatrzymują się na nocleg u życzliwych i skromnych ludzi. Tam też wzruszona gospodyni dziękuje wyprawowiczom, że to właśnie ich podwórko wybrali na spędzenie nocy. Jest sad z jabłkami, jest woda do mycia i do picia. Jest cisza i spokój.

Pozdrowienia:
Dla pana Leona, który od wczoraj towarzyszy ekipie w zmaganiach rowerowych. Warto dodać, że pan Leon nie ustępuje rowerzystom na krok i pozdrawia wszystkich swoich 70-letnich rówieśników.
Dla Niny Grzebisz, która dzisiaj ma dołączyć do 36 wyprawowiczów. Ze względu na problemy z kostką Nina musiała zrezygnować z dwóch pierwszych dni jazdy.

Bilans dnia:

  • 161 km
  • 22,8 km/h
  • Jedno pęknięte siodełko

Nocleg:
Bobrzany między Szprotawą a Żaganiem.

Przejechanych do tej pory kilometrów: 351

Justyna, www.niniwateam.pl