• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Pieniądz w służbie pacjentom

Sobota, 1 sierpnia 2015 (02:06)

Z Tomaszem Latosem, lekarzem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Zdrowia, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Beata Szydło zapowiedziała, że według jej planu naprawy służby zdrowia w centrum znajdzie się pacjent. Da się pogodzić zyski ze służbą?

– Służba zdrowia ma się stać elementem, który jest dobrze i mądrze zarządzany, a zdrowie jest jednym z priorytetów władzy. Żeby było to możliwe, za cel trzeba przyjąć pacjenta i jego potrzeby, a nie pieniądze. Przez ostatnie osiem lat obserwowaliśmy działania, w których to zysk stał w centrum. Zauważmy, że już pracę lekarzy i pielęgniarek przestano nazywać służbą. Na jej miejsce przyszło określenie „ochrona zdrowia”. Szpital już nie jest szpitalem, a został przedsiębiorstwem podmiotu leczniczego, jak to Platforma ustawowo nazwała.


Ale wyłania się z tego obraz służby zdrowia, która przynosi jedynie straty państwu.

– Nie. Ale też nie może być tak, że ktoś nie zostanie przyjęty do szpitala tylko dlatego, że skończyły się limity. Konieczne jest, aby służba zdrowia wróciła do swoich korzeni. Jednocześnie musi się to odbyć wraz z ulepszeniem sposobu finansowania z budżetu państwa. Obecnie nasza służba zdrowia ma nakłady najmniejsze w Unii Europejskiej w odniesieniu do PKB. Kluczem do pogodzenia dobra pacjentów i pieniędzy jest dobre i mądre zarządzanie finansami w dobrze zbudowanym systemie.

Jednak jak słyszę, że w tym systemie mają funkcjonować dobrze opłacani lekarze i pielęgniarki, a pacjentom ma się proponować usługi na wysokim poziomie bez kolejek, to brzmi to jak baśń.

– Nawet kraje, gdzie nakłady są dużo większe niż u nas, borykają się z problemem pokrycia wszystkich wydatków. W Polsce nakłady na służbę zdrowia wynoszą około 4,5 proc. PKB, a w większości krajów unijnych jest to co najmniej 6 proc. To pokazuje, jak duże mamy niedofinansowanie. To, że my zwiększymy nakłady na służbę zdrowia i zapewne nie zrobimy tego jednorazowo, a sukcesywnie, to z pewnością nie będzie oznaczało, że starczy wszędzie na wszystko. Niemniej jednak te nakłady trzeba zwiększyć. Kolejki wydłużają się nie tylko dlatego, że brakuje lekarzy, ale także dlatego, że brakuje pieniędzy. Limity i kończące kontrakty to jest to, z czym musimy się zmierzyć. Kiedyś pięknie się mówiło, że pieniądze będą szły za pacjentem. Obecnie mam wrażenie, że tak nie jest.

Prawo i Sprawiedliwość jest przeciwne prywatyzacji szpitali. Co złego jest w tym, że szpitale mają prywatnych właścicieli?

– Trzeba zwrócić uwagę na konsekwencje wynikające z zastosowania kodeksu spółek handlowych. Jeżeli zgodnie z nim zysk jest zadaniem, za które jest odpowiedzialny prezes spółki i może być pociągnięty do odpowiedzialności, jeżeli go nie osągnie, nie mówiąc już o stratach, to mamy do czynienia z procesem, który może rodzić patologie. Gdy do lekarza na dyżurze trafia chory, to zamiast koncentrować się wyłącznie na problemie medycznym, mogą pojawić się też inne myśli, niesłużące procesowi diagnostyczno-leczniczemu. Na przykład uruchamia się czasem z tyłu głowy kalkulator, który alarmuje, że limit się kończy i ktoś jutro rano może mieć pretensje o przyjęcie pacjenta albo że NFZ nie będzie chciał za tę pomoc zapłacić. To jest podstawą niebezpieczeństw i problemów, o których często piszą gazety. Pamiętajmy, że nieraz dochodzi do sytuacji, w których do szpitali niechętnie przyjmowani są tzw. drodzy pacjenci. Są to osoby, u których ze względu na towarzyszące choroby istnieje ryzyko wystąpienia powikłań. Bywa, że szpitale skomercjalizowane odsyłają te osoby do placówek publicznych. Musimy wyrwać się z tego błędnego koła.

I w nowym systemie nie będzie miejsca dla prywatnych szpitali?

– To nie tak. Wiadomo przecież, że w wielu powiatach tylko takie szpitale występują. Z pewnością budując sieć szpitali, będziemy ten fakt uwzględniać. To nie znaczy, że komercjalizacja ma dalej postępować. Jeżeli ktoś chce budować prywatny szpital, to proszę bardzo, niech buduje. Niech to się jednak odbywa w oparciu o własne ruchy biznesowe, a nie poprzez przejęcie udziałów w szpitalu publicznym.

Co w Pana ocenie jest podstawą do dobrego wydawania pieniędzy?

– Nie będziemy dobrze i mądrze wydawać pieniędzy bez określenia potrzeb służby zdrowia na danym terenie. One są różne. Inne są w województwie mazowieckim, inne w podlaskim, a inne w kujawsko-pomorskim. Potrzeby te muszą korelować z określoną ilością łóżek szpitalnych poszczególnych specjalności medycznych. To ustrzeże nas przed chaosem i zbędnymi inwestycjami. Nas nie stać na to, żeby przez złą wycenę procedur medycznych lub realizację czyichś ambicji dochodziło do wyrywania sobie kontraktów z płatnikiem. To musi być uporządkowane i takie jest w wielu krajach świata. Nie widzę powodu, dlaczego u nas miałoby być inaczej.

Według planów zlikwidowany ma być NFZ. Co na jego miejsce?

– Z pewnością dalej niezbędne będzie kontraktowanie świadczeń procedur medycznych, ale jednak wykonywane w inny sposób. Zajmą się tym odpowiednie służby powołane przez wojewodę i pod jego nadzorem. NFZ jest niestety scentralizowany i przez biurokrację nie odpowiada na potrzeby zdrowotne w takim stopniu, jakby tego oczekiwali pacjenci.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk