Uroki polskiej demokracji
Wtorek, 21 lipca 2015 (04:11)Z dr. Przemysławem Wójtowiczem, politologiem, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk.
Ewa Kopacz zapowiedziała, że będzie kandydować do parlamentu z warszawskiej listy Platformy. Premier jest aż tak pewna skuteczności ośmiu lat rządów Platformy, że zdecydowała się na konfrontację z Jarosławem Kaczyńskim?
– Czym innym jest pewność, a czym innym przemyślana strategia. Pokazanie, że premier nie boi się konfrontacji, jest też bardzo dobrym zagraniem propagandowym. Wyborcy odczytują to jednoznacznie: jestem gotowa do rywalizacji z człowiekiem, który sprawuje realną władzę w Prawie i Sprawiedliwości.
Zdecydowałby się Pan wskazać zwycięzcę tej pary?
– Do wyborów pozostało jeszcze bardzo dużo czasu, więc nie będę wróżył z fusów. Na to pytanie odpowiedzą wyborcy.
Więc bazujmy na tym, co już wiemy. Kopacz obciążają rządy Platformy, ale wbrew pozorom Jarosław Kaczyński również nie będzie miał łatwo. Podwójna reelekcja prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz pokazuje, że Warszawa rządzi się swoimi prawami.
– Oczywiście. To z pewnością na uwadze ma premier Ewa Kopacz. Warszawskie środowisko wyborcze jest bardzo specyficzne. Dlatego pojedynku tej dwójki nie da się dzisiaj rozstrzygnąć. Również ostatnie wybory pokazały, że decyzje Polaków są często zaskakujące. Ale taki jest urok demokracji i tak powinno być. To nie jest Rosja, tutaj nie ma nic pewnego.
Z pewnością im bliżej wyborów, tym częściej powtarzał się będzie temat debaty. Z kim Ewa Kopacz miałaby rozmawiać? Z Jarosławem Kaczyńskim czy z kandydatem opozycji na premiera – Beatą Szydło?
– Jeżeli Prawo i Sprawiedliwość podjęło decyzję o tym, że w przypadku wygrania wyborów wysunie kandydaturę Beaty Szydło na urząd szefa rządu, to właśnie ona powinna stanąć w medialne szranki z Ewą Kopacz. O ile do takiej debaty dojdzie.
W kampanii wyborczej Bronisław Komorowski odcinał się od Platformy. W przypadku Ewy Kopacz to niemożliwe. Premier ma atuty, aby wygrać debatę z oponentami z PiS?
– Premier w ostatnim czasie bardzo intensywnie podróżuje po Polsce. Tą ilością podróży zaskoczyła wielu wyborców i ekspertów. Również ja nie podejrzewałbym, że pod tym względem jest taka prężna. To pokazuje, że podróże mają być głównym sposobem wyrobienia opinii wyborców o premier, a nie debata. Podróże mają pokazać też jedno: Ewa Kopacz jest samodzielna, nikt za nią nie stoi (czytaj: Donald Tusk) i sama potrafi zarządzać partią i krajem.
I wokół podróży i bliskości ze społeczeństwem Platforma zbuduje kampanię?
– Kampania z punktu widzenia marketingu politycznego jest w pewnym stopniu zestawem chwytliwych haseł. Wyborcy lubią proste, łatwe, sympatyczne hasła. Z reguły nikt nie zgłębia programów politycznych partii, bo dla wyborców są one nudne. Odpowiedni zestaw haseł może przekuć się w sukces w nadchodzących wyborach. Ostatnie wybory prezydenckie były niewątpliwym sukcesem Pawła Kukiza, który wystąpił z jednym, ale za to chwytliwym pomysłem wprowadzenia JOW-ów. Tak więc mniejsza o programy. Bardziej będzie się liczyła walka na hasła. A czy to nie jest miłe, że premier jest blisko społeczeństwa?
Nawet bardzo. Ale czy podróże po Polsce i kontakt z wyborcami Ewy Kopacz, a także Beaty Szydło mogą wpłynąć na zmianę podejścia parlamentarzystów do polityki?
– Politycy, i to różnej maści, wiedzą, że najlepiej grupę wyborców przyciąga ostry konflikt. Kto wie, czy w najbliższym czasie nie dojdzie do zaostrzenia dyskursu politycznego. Dwubiegunowość skupia uwagę wyborców. Być może do tego politycy w najbliższym czasie będą dążyć. Wtedy podróże staną się tłem do otwartego, ostrego konfliktu.