• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Gra wokół in vitro

Piątek, 10 lipca 2015 (03:12)

Z Janem Dziedziczakiem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Rafał Stefaniuk

Platforma Obywatelska w osobie Joanny Muchy zorganizowała w Sejmie konferencję pt. „PiS znajdzie na Ciebie haka”. Haki będą zbierane na wszystkich?

– Platformie nie wypada mówić, że po ośmiu latach rządów nadal nie ma swojego programu, więc szuka tematów zastępczych, czyli tradycyjnie straszenie IV RP. Gdy wrócimy pamięcią do czasu rządów PiS, to przypomnimy sobie, że wtedy realnie walczyło się z przestępczością. To przecież stwierdziła sama była poseł Platformy Beata Sawicka, która przygotowując się do popełnienia przestępstwa, stwierdziła: „musimy bardzo uważać, bo teraz łapią”. To jest kwintesencja tego, co działo się w latach 2005-2007. Skutkiem dla zwykłego obywatela było mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś od uczciwego człowieka będzie domagał się łapówki.   

Zarzucano także Pana ugrupowaniu chęci do budowania państwa policyjnego.

– Fakty są takie, że w czasach rządów Platformy i PSL wzrosła liczba wniosków o założenie podsłuchów. Społeczeństwo polskie jest na skalę masową inwigilowane. Tych wniosków o podsłuchy jest kilkadziesiąt razy więcej niż np. w Finlandii. Jest ich także więcej niż za rządów PiS. Obserwowaliśmy także wkroczenie służb specjalnych do jednej z redakcji w związku z aferą taśmową, która nieprzychylnie pisała o rządzie PO – PSL.  Zatrzymano także dziennikarzy, którzy relacjonowali to, co działo się w siedzibie PKW. Tych nadużyć prawa za tej koalicji było wiele. Dobrze by było, żeby Joanna Mucha sobie o tym przypomniała i przestała używać starych chwytów o dzwonieniu do drzwi o godz. 6.00 nad ranem, bo to już nie działa. Pani rzecznik mogłaby więc pomyśleć o nowym arsenale odwracania uwagi i polityki zastępczej.

Wspomniał Pan, że straszenie PiS-em już nie działa. Skąd więc ta konsekwencja Platformy w powielaniu błędów z kampanii prezydenckiej?

– Platforma nie ma absolutnie nic więcej do zaproponowania. Można straszyć Jarosławem Kaczyńskim, albo usiąść i rozmawiać o tym, jak zmieniać Polskę. Tylko że drugiego tematu PO się boi, bo nie dałoby się odejść od tego, co w ostatnich latach działo się w Polsce. A władza Platformy była pełna i to oni odpowiadają za to, co się działo. A jeżeli mamy mówić o przyszłości, to też może być problem, bo ta partia nie ma programu.

Zmieńmy temat. Blisko 14 godzin trwała w Senacie debata na temat ustawy o in vitro. Podczas debaty można było wyczuć duże emocje.

– Polityka jest rywalizacją różnych systemów wartości.  Naszym obowiązkiem jest walczyć o to, aby uchwalane prawo było zgodne z programem, który proponujemy. Nasi senatorowie robią teraz wszystko, aby te niekorzystne rozwiązania odrzucić.

Nie boi się Pan, że PO wykorzysta in vitro do walki z PiS?

– Jesteśmy za tym, aby pomagać ludziom, którzy nie mają dzieci, a o nich marzą. To jest wielki dramat tych ludzi, a zarazem interes naszego państwa. Dlatego od lat proponujemy naprotechnologię. Jest to metoda skutecznego leczenia niepłodności. Procentowo jest ona skuteczniejsza od in vitro. Jest także tańsza, co sprawia, że nie napędza biznesu. Dlatego za tą metodą nie stoją wielkie koncerny medyczne i farmaceutyczne. Naprotechnologią leczy bezpłodność, a in vitro jest inżynierią. Jest to wybieranie najlepszych zarodków. Dla dużej części Polaków, którzy nie zgadzają się z tą metodą, czymś niedopuszczalnym jest, aby in vitro było finansowane z ich pieniędzy.

Bronisław Komorowski stwierdził, że ma wątpliwości co do konstytucyjności ustawy o in vitro. Jest to gra prezydenta czy troska o Konstytucję?

– Oczywiście, że jest to gra. Wokół in vitro będą prowadzone różne działania zastępcze. Prezydent będzie się wahał, ale w finale jego podpis znajdzie się pod ustawą, gdy tylko ta przejdzie przez Senat. Prezydent wielokrotnie przewrotnie mówił, że „jestem za życiem, jestem za in vitro”. Były to kłamliwe wypowiedzi, bo prezydent dobrze wie, że ta metoda jest eugeniką. Jest też sprzeczna z nauką Kościoła.   

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk