Ostatni skok na państwo
Piątek, 3 lipca 2015 (19:55)Z mec. Bartoszem Kownackim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Pana wypowiedź, że Bronisław Komorowski powinien skończyć swą kadencję przed 6 sierpnia i najlepiej opuścić Pałac Prezydencki, już teraz część mediów uznała za niesmaczną. Co było Pana intencją?
– Moją jedyną intencją było zwrócenie uwagi na to, że prezydent Komorowski po przegranej w wyborach zachowuje się tak, jakby je wygrał i miał pełnić najwyższy urząd w państwie przez kolejne pięć lat. O takim podejściu świadczy polityka, jaką prowadzi ustępujący prezydent, która prowadzi do destrukcji podstawowych instytucji i odstępstwa od dobrych zwyczajów, które w polskiej polityce od 25 lat obowiązywały niezależnie od tego, kto sprawował władzę. To, co robi Bronisław Komorowski, to wyraz braku szacunku dla państwa. Dlatego byłoby lepiej, żeby zostawił po sobie porządek w Kancelarii Prezydenta i na ten ostatni miesiąc wyjechał na wakacje, odpoczął i zakończył swoją działalność. To, z czym mamy do czynienia w wydaniu Platformy Obywatelskiej i prezydenta Komorowskiego, śmiało można określić jako ostatni skok na państwo.
A konkretnie…?
– Weźmy chociażby sprawę nominacji generalskich, bo w takim kontekście wypowiadałem swoje słowa. Nie jest żadną tajemnicą, że prezydent Komorowski chce jeszcze za wszelką cenę dokonać kilkudziesięciu nominacji, zapominając o tym, że nie został wybrany na kolejną kadencję i społeczeństwo powiedziało „Nie!” takiej polityce. Dlatego decyzje istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa powinien podejmować nowy prezydent. Jest co najmniej nietaktem narzucanie swojej woli następcy, a tym bardziej nie należy uprzedzać pewnych faktów. Przecież nie jest tak, że te nominacje muszą mieć miejsce od zaraz i koniecznie trzeba je przeprowadzić bezzwłocznie.
Pana zdaniem, prezydent psuje standardy państwa polskiego?
– Zdecydowanie psuje dobre standardy i dobre obyczaje, które w różnych sytuacjach wcześniej były zachowywane. Niestety jest to charakterystyczne dla PO i jej polityków. Przecież widzimy, co robi Platforma w innych aspektach życia politycznego i publicznego. Wiemy, jak było chociażby z powoływaniem członków Trybunału Konstytucyjnego, co było przykładem prymitywnego skoku na władzę i oznaką braku szacunku dla tej instytucji. Obserwujemy, co dzieje się w wojsku w kontekście przetargów dla polskiej armii, gdzie mamy próby podpisania w ostatniej chwili – niejako rzutem na taśmę kontraktów, które w konsekwencji będą kosztowały Polskę dziesiątki miliardów złotych. Podejrzewam, że podobnie jest w wielu innych dziedzinach. PO i prezydent Komorowski czują, że są to ostatnie dni, kiedy mają możliwość niekontrolowanego realizowania swoich interesów. Zapominają jednak, że państwo nie jest ich własnością, a oni sami zostali wybrani przez obywateli, i to z ich woli i w ich imieniu sprawują mandat i powinni szanować instytucje państwa, a nie przedkładać własny, prywatny interes nad interes państwa. Mają też obowiązek uszanować wybór obywateli, nawet gdy nie jest dla nich pomyślny.
Pojawiają się różne rewelacje na temat przyszłości Bronisława Komorowskiego m.in. to, że będzie kandydował do Senatu. Czy osoba, która sprawowała najwyższy urząd w państwie, nawet jeśli cechuje ją przerost ambicji, powinna decydować się na taki krok?
– Według mnie, taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, jest to bowiem degradacja i dezawuowanie urzędu prezydenta. Gdyby był u nas inny model Senatu, o którym warto rozmawiać, model, w którym np. Senat składałby się z wszystkich byłych prezydentów, to wtedy rzeczywiście mielibyśmy możliwość wykorzystania doświadczenia i wiedzy tych osób. W sytuacji i okolicznościach, jakie mamy obecnie, prezydent Komorowski, ubiegając się o mandat senatora, dezawuuje najwyższy urząd w państwie. Dla osoby, która nieważne czy przez jedną, czy dwie kadencje sprawowała urząd prezydenta, trudno znaleźć na krajowej scenie politycznej – może za wyjątkiem urzędu premiera – inną godną instytucję. Nie chodzi tu zatem o konkretne osoby czy to Aleksandra Kwaśniewskiego, czy Bronisława Komorowskiego, tylko chodzi o powagę urzędu prezydenta i szacunek do pierwszej osoby w państwie. Mam nadzieję, że prezydent Komorowski przemyśli raz jeszcze tę sprawę i zmieni zdanie, mając na uwadze powagę urzędu prezydenta RP. Choć z drugiej strony, patrząc, jak PO i jej politycy traktują państwo polskie, wszystko jest możliwe. Bronisław Komorowski jest znaną osobą i PO chodzi o zdobycie jeszcze jednego mandatu więcej, szkoda tylko, że wykorzystuje do tego urząd Prezydenta RP.
Na koniec chciałbym jeszcze powrócić do tego, od czego zaczęliśmy naszą rozmowę, a więc do Pana propozycji, aby Komorowski opuścił Pałac Prezydencki jeszcze przed 6 sierpnia. Chce Pan wyrzucać człowieka na bruk, podczas gdy ten nie ma gdzie mieszkać, bo podobno swoje mieszkanie wynajął na 10 lat…?
– Nie chcę być hipokrytą, ale prezydent Komorowski wielokrotnie upajał się pięknem Łazienek Królewskich, ponadto ma działkę i domek letniskowy w Budzie Ruskiej na północno-wschodnim krańcu Polski, gdzie zwłaszcza przy takich upałach doskonale można wypocząć i odetchnąć od wielkomiejskiego zgiełku i polityki, relaksując się po wyborczej porażce. To, że wynajął mieszkanie na 10 lat, to jest kolejny dowód na butę i arogancję charakterystyczną dla tej władzy. To jest jednak problem prezydenta Komorowskiego. Politycy PO byli przekonani o zwycięstwie Komorowskiego i nawet nie dopuszczali do siebie – jeszcze jakiś czas temu, że mogą utracić władzę, dlatego traktowali państwo polskie jak prywatny folwark. Pokazują to tak przyziemne decyzje jak chociażby podpisywanie wieloletnich umów, bo nawet nie przypuszczali, że noga się im powinie. Mam nadzieję, że społeczeństwo oceni to sprawiedliwie przy najbliższych wyborach.
Możemy mieć pierwszego na świecie bezdomnego prezydenta…?
– Oczywiście źle świadczyłoby to o jakości państwa. Tak czy inaczej nie użalałbym się aż tak na prezydentem Komorowskim. W końcu ma dobrą emeryturę prezydencką i spokojnie będzie go stać, żeby wynająć sobie nowe mieszkanie. W Polsce jest ogrom ludzi w znacznie gorszej sytuacji lokalowej, i nie tylko, i jakoś nikt się nad nimi specjalnie nie użala.
A poza tym od czego są przyjaciele…
– Nie sądzę, żeby pan prezydent miał takich przyjaciół jak marszałek Józef Piłsudski, któremu podwładni ufundowali majątek, dworek. Zresztą marszałek Piłsudski słynął z tego, że nie przywiązywał wagi do pieniędzy, zaś te, które otrzymywał, przeznaczał na cele społeczne. Nie chciałbym jednak porównywać Bronisława Komorowskiego do Marszałka Józefa Piłsudskiego – nie ta ranga.