Zagrody nasze widzieć przychodzi…
Czwartek, 4 czerwca 2015 (09:03)Kardynał Joseph Ratzinger wskazywał na słowa Chrystusa i Jego śmierć jako elementy konstruktywne Eucharystii. Wskazał też na Zmartwychwstanie, w którym Bóg ową śmierć przyjmuje i czyni ją drzwiami nowego życia. Eucharystia - jak uczy ten wielki teolog naszych czasów i Papież - jest czymś dalece większym niż tylko wieczerzą. Ona kosztowała Kogoś śmierć i uobecnia się w niej Jego majestat.
W wydarzeniu na górze Moria to Bóg obdarowuje Abrahama barankiem, którego nasz Ojciec w wierze będzie mógł złożyć jako ofiarę. Również dzisiaj Bóg obdarza nas swymi darami, abyśmy i my mogli dawać to, co Kanon Rzymski wyraża w słowach „składamy Twojemu Najwyższemu Majestatowi z otrzymanych od Ciebie darów Ofiarę czystą, świętą i doskonałą”.
W drodze, ale nie sami...
Najgłębszym sensem Eucharystii jest to, że przyjmując jeden Chleb, stajemy się jednym Ciałem Pana. W uroczystość Bożego Ciała stajemy obok siebie ponad granicami partii, stanów, narodowości, obrządków, rządzący i rządzeni, ludzie pracy fizycznej i umysłowej, ludzie różnych zapatrywań i opinii - wszyscy stajemy obok siebie ze względu na Pana, bo to On nas gromadzi i ze sobą łączy. Stajemy obok siebie w wędrówce do Pana – w procesji. Nie idziemy jednak sami, bo jak kiedyś do wędrowców uczniów Chrystusa zmierzających do Emaus dołącza do nas sam Pan, który „zagrody nasze widzieć przychodzi”. I co widzi? Dzisiaj w tym świątecznym dniu widzi tłumne i barwne procesje eucharystyczne, w których odbiera chwałę, cześć i uwielbienie. Na co dzień dostrzega liczące wiele tysięcy pochody, począwszy od stolicy po małe mieściny, organizowane, aby domagać się dostępu do mediów, które są niezależne, które są katolickie, które są polskie. I widzi, że decydenci tych tłumów nie dostrzegają, bo są dotknięci wybiórczą ślepotą, bo widzą inne, niszowe pochody, pochody krzykliwe i nagłaśniane, uznawane za poprawne politycznie. Widzi, jak władza w imię wypaczonego pojęcia tolerancji dekretuje, że mamy wszyscy zaakceptować styl i to, co wbrew naturze i przeciwne Bożemu przykazaniu, uznać za normę, za normalność. Widzi nowy rozdział w księdze pielgrzymstwa polskiego, jak tłumy młodych, wykształconych, niczym w czarnej procesji ciągną na Zachód za chlebem, za pracą. Widzi na co dzień licznie protestujących ludzi pracy, ciężkiej pracy różnych zawodów i profesji.
Zagrody nasze widzieć przychodzi
I co widzi? Dzisiaj widzi otaczające Go dzieci, dziewczynki i chłopców. Na co dzień zaś widzi toczącą się wojnę o dusze, serca i sumienia tych dzieci, które pozbawia się solidnych warunków zdobywania rzetelnej, opartej na prawdzie, a nie na ideologii, wiedzy. Widzi, jak dzieci pozbawia się możliwości poznania wielkich arcydzieł zawierających wartości naszej narodowej i europejskiej kultury, na której zbudowano i Polskę, i Europę, kultury sięgającej tradycji greckiej i rzymskiej, a spojonych spoiwem Ewangelii, za to karmi się je szmirą, tandetą, bylejakością. Widzi dzieci, którym zabiera się dzieciństwo, by w zideologizowanym przedszkolu czy szkole poddawać je różnym genderyzmom i programom edukacyjnym, które mogą wymyślić nie prawdziwi pedagodzy, czyli przewodnicy dzieci zatroskani o ich dobro i przyszłość kraju, ale raczej fałszywi pedagodzy, tacy, którzy zatracili swój rozsądek (Dn 13,9)!
Zagrody nasze widzieć przychodzi
I co widzi? Widzi dzisiaj tłumy padające na kolana, tłumy ludzi czcią przejętych. A na co dzień widzi ludzi kreujących się na autorytety moralne, kulturalne, naukowe i religijne, okrzykniętych wszechwiedzącymi przez samych siebie i sobie podobnych świętokradców, którzy znieważają to wszystko, co święte, co przenajświętsze. Widzi, jak wyszydzają wiarę, nazywając ją zabobonem, drwią z ludzi wierzących, spychając ich do najniższej kasty, do grupy ludzi drugiej kategorii zwanej pogardliwie moherami, matołkami i bydłem! Widzi, jak usuwany jest Krzyż z miejsc publicznych i procesyjnie ewakuowany do kruchty kościelnej, jak niegdyś „za tamtych czasów” obraz Jego Matki uprowadzony ze szlaku pielgrzymowania i zamknięty w jasnogórskiej kruchcie. Widzi, jak bluźniercy znieważają krzyż, wieszają na nim pluszowe misie, drą karty Pisma Świętego, tapetują łajnem wizerunek Maryi. Widzi, jak flagę narodową, która po świętościach religijnych jest symbolem najwyższych wartości, wkładają w ekskrementy. Widzi i nie grzmi?! Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić! (Ga 6,7-8) i mówi Do Mnie [należy] pomsta i Ja wymierzę zapłatę (Rz 12,19).
Zagrody nasze widzieć przychodzi
I co widzi? Widzi dzisiaj szczerze oddany mu lud prawowierny. Ale widzi też fałszywie zatroskanych o los Kościoła, obłudnych ekspertów, którzy najlepiej wiedzą, co Kościołowi służy, a co jest dla niego złe. Widzi tych, którzy z fałszywą troską ubolewają, że na skutek swego konserwatyzmu – jak nazywają wierność przykazaniom i nauce Apostołów – odstrasza ludzi młodych, postępowych, tych wykształconych z wielkich miast, i zalecają opacznie pojmowaną otwartość i tolerancję. Widzi tych, którzy rzekomo zatroskani o jedność Kościoła, dzielą go na łagiewnicki i toruński. A przecież podobnie o Kościół byli kiedyś zatroskani komuniści. Oni też wołali o Kościół postępowy, który zaakceptuje ich bezbożną ideologię. Widzi, jak telewizyjni teologowie preparują nauczanie Papieża Franciszka, tak jak niegdyś preparowano nauczanie Soboru Watykańskiego II i Papieża Jana XXIII, by tylko zdeprecjonować Kościół w Polsce jako nienadążający za nauczaniem papieskim. Wciąż dobrze pamiętamy tę „troskę” bezbożników z czasów komuny o Kościół i dlatego dzisiaj nie damy się nabrać na tę samą sztuczkę.
Zagrody nasze widzieć przychodzi
I co widzi? Widzi uroczyście dzisiaj przybranych kapłanów. Ale widzi też kapłanów odzieranych u nas z czci i godności, poniewieranych, oskarżanych, wyśmiewanych, opluwanych, jak On niegdyś sam. Widzi kapłanów i biskupów, którym in genere przypisuje się wszelkie łajdactwa, krzywdy, zdrady polityczne i nieprawości. Werdykty ad hoc wydawane przez powołane komisje do złudzenia przypominają wyrok sprzed 2000 lat. Nagłaśnia się często niedowiedzione sprawy rzeczywistych lub fałszywych nadużyć księży, a milczy się o jawnych nadużyciach w tej materii innych grup czy jednostek. Usprawiedliwia się celebrytę, bo jest sławny, bo miał chwilę załamania, za to kamienuje się medialnie kapłana, zanim udowodni się mu winę, a jeśli okaże się niewinny, drobnym druczkiem na ostatniej stronie przemyca się sprostowanie. W mediach, w kabaretach, na łamach prasy czy w internecie można bezkarnie wyśmiewać się z księży, zarzucać im wszelką niegodziwość i sprawstwo wszelkiego zła, wolno Kościół nazywać instytucją przestępczą, obwiniać za brak szkół, szpitali, przedszkoli, żłobków, oskarżać o grabież i zachłanność, kiedy domaga się zwrotu swojej własności itd. Takie przyzwolenie z nienawiści na obarczanie winą za wszelkie zło i niepowodzenia w III Rzeszy doprowadziło do straszliwej tragedii. W niektórych środowiskach widać przyzwolenie na to, aby powtórzyła się w naszym kraju historia z okresu starożytnego Rzymu w odniesieniu do wyznawców Chrystusa: Jeśli Tyber zaleje mury miejskie, jeśli Nil nie wyleje na pola, jeśli niebo staje i nie daje deszczu, jeśli ziemia się trzęsie, jeśli głód, jeśli zaraza, zaraz słychać krzyki: „chrześcijan lwu” (Tertulian).
Wobec takich postaw, zachowań i działań musi być opór społeczny, ale musi być też gorąca modlitwa. Zatem przed tak wielkim Sakramentem upadajmy wszyscy wraz (Tantum ergo) i wołajmy z głębi naszych serc, naszych dusz i naszych umysłów: Słuchaj, Jezu, jak Cię błaga lud! Słuchaj, słuchaj, uczyń z nami cud!
Ks. prof. dr hab. Stanisław Nabywaniec