Rząd PO – PSL wyprowadza inwestorów
Czwartek, 28 maja 2015 (03:12)Ze Stanisławem Głowackim, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Panie Przewodniczący, czy ocena francuskich śmigłowców EC-725 Caracal dokonana w środę przez MON jest przesądzająca o wyborze śmigłowca dla polskiej armii?
– Trudno to jednoznacznie powiedzieć, zwłaszcza że wciąż nie znamy szczegółowych kryteriów, jakie założyło MON, dotyczących przydatności tych śmigłowców, kryteriów, które przesądziły o takim, a nie innym wyborze. Ocena zawsze zależy od przyjętych kryteriów i to nie problem dopasować kryteria pod konkretny projekt. Wiele wskazuje, że tak było i tym razem, kiedy kryteria zostały przyjęte dla konkretnego śmigłowca. W tej sytuacji trudno, żeby testy wypadły niepomyślnie dla Airbusa.
Jak odbiera Pan fakt, że mimo wcześniejszej zgody ministra obrony do testów w charakterze obserwatorów nie dopuszczono przedstawicieli związków zawodowych?
– To rzecz naganna, skandaliczna. Wśród poważnych ludzi umowy dżentelmeńskie obowiązują. Nie rozumiem i nie widzę powodów, dla których przedstawiciele strony społecznej nie mieliby uczestniczyć zarówno w procesie wyboru ofert, bo także takie ustalenia były, jak również na etapie testowania dopuszczonego do tej fazy śmigłowca Caracal. Dla czystości i przejrzystości tego przetargu powinny być spełnione wszystkie kryteria, które wcześniej zostały uzgodnione przez wszystkie strony. W innym wypadku trudno się dziwić, że pojawia się coraz więcej podejrzeń i wątpliwości.
Kolejnym etapem mają być negocjacje w sprawie offsetu i szczegółów zakupu śmigłowca. Czy zmiana klimatu politycznego w Polsce po wyborach prezydenckich może jeszcze wpłynąć na decyzję o zakupie francuskiej maszyny?
– Bardzo chciałbym, żeby tak było, żeby klimat polityczny w Polsce zmienił się na tyle, żeby można było dokonać szczegółowej analizy całej procedury przetargowej. Offset to istotny element każdego przetargu i powinien spełniać taką rolę, dla której kiedyś ustawa kompensacyjna była powoływana. Niestety obecna ustawa i jej założenia są antypolskie i antyprzemysłowe. Mamy bowiem sytuację, w której niejako czekamy na to, co oferent zechce nam łaskawie zaoferować. Liczy się interes dostawcy konkretnego sprzętu dla polskiego wojska, a nie interes polskiego przemysłu i polskiej gospodarki. To nieporozumienie. Ta sytuacja jest, w mojej ocenie, mało przejrzysta, jest naganna.
W trakcie kampanii obecny prezydent elekt Andrzej Duda krytykował wynik przetargu zwłaszcza pod kątem zagrożeń utraty miejsc pracy w firmach produkujących śmigłowce w Mielcu i Świdniku. Jakie są oczekiwania związków zawodowych wobec nowego prezydenta?
– Po pierwsze, prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych i choć bezpośrednio wpływu na wynik przetargu nie ma, to może wpływać na podległych mu generałów, dowódców. Oczekujemy zatem od prezydenta, który ma duże kompetencje polityczne, żeby chronił interes nie tylko polskiej armii, ale również interes polskiego podatnika, całego polskiego przemysłu. Mamy taką nadzieję i wierzymy, że te problemy zostaną dostrzeżone przez prezydenta Andrzeja Dudę i wreszcie rozwiązane. Tym bardziej że, jak pan wspomniał, prezydent elekt krytykował sposób rozstrzygnięcia tych przetargów. Zauważył – podobnie jak związki zawodowe, zwłaszcza NSZZ „Solidarność” podczas protestów w Mielcu czy Świdniku – że wokół przetargu są pewne niejasności i wszystkie kontrowersje należy wyjaśnić. Mamy nadzieję, że prezydent Duda będzie bacznie pilnował interesów naszego przemysłu i będzie realizował to, co zapowiadał w kampanii, mówiąc, że polski przemysł wymaga odbudowy. Tylko takie podejście, które polega m.in. na pozyskiwaniu nowych technologii, chociażby poprzez mądrze przygotowany offset może dać korzyści nam wszystkim. Kwota związana z zaangażowaniem polskiego budżetu w kwestii modernizacji polskich Sił Zbrojnych jest ogromna i należy oczekiwać wymiernych korzyści dla naszej gospodarki. Dotychczas mieliśmy tylko puste deklaracje, w ślad za którymi nie szły żadne konkretne decyzje. Mamy nadzieję, że z jednej strony nowy prezydent, a z drugiej – po jesiennych wyborach parlamentarnych – nowy rząd będą mówić jednym głosem i – co istotne – będą współdziałać na rzecz polskiej obronności i całej polskiej gospodarki.
Czy jest możliwe renegocjowanie tego kontraktu, tym bardziej że wiceprezes Airbusa mówił dziś wyraźnie o 70 śmigłowcach, a nie jak wcześniej zakładano – 50?
– Przyznam, że wypowiedzi różnych prominentnych osób, zarówno ze strony rządu, jak i oferenta, są nie do końca zrozumiałe i często się wykluczają. Uważam, że do momentu, kiedy ta umowa nie została formalnie zawarta, do czasu, kiedy nie została jeszcze podpisana, trzeba, a wręcz konieczne jest, podejmowanie rozmów z MON i szefem tego resortu. Na razie wszystko jest możliwe, trzeba dołożyć wysiłków, żeby umowa dotycząca zakupu śmigłowca wielozadaniowego dla polskiej armii była jak najkorzystniejsza dla naszych Sił Zbrojnych i dla naszej gospodarki.
PiS złożyło do prokuratury doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez członków rządu w związku z wyborem śmigłowca, nie ustają też protesty związków zawodowych. Widać także pierwsze niekorzystne efekty wyboru firmy, która nie ma zakładu w Polsce…
– To niestety jest faktem. Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy na siłę wmawia się polskiej opinii publicznej, że do Airbusa należą zakłady na warszawskim Okęciu. Osobiście pamiętam zakup PZL Okęcie przez Hiszpanów, więc mamy tu do czynienia z pewnym przekłamaniem. Tak czy inaczej mamy do czynienia nie z budowaniem nowych miejsc pracy, ale ze stanem już zastanym. Trudno też jednoznacznie powiedzieć, czy decyzja o pominięciu w przetargu Black Hawka i wybór śmigłowca Airbusa miały tak szybki i bezpośredni wpływ na restrukturyzację, a tym samym pierwsze zwolnienia w PZL Mielec. Natomiast nie ulega wątpliwości, że koncerny Sikorsky i AgustaWestland, licząc na kontrakt i ulokowanie się w Polsce na wiele lat, budując swoją strategię, zainwestowały ogromne pieniądze w fabryki w Mielcu oraz Świdniku. Nic zatem dziwnego, że czują się, mówiąc kolokwialnie, wykiwane przez polski rząd, a co za tym idzie, mogą podejmować decyzje ograniczające zatrudnienie, ale także niewykluczone, że stopniowo zaczną wycofywać się z Polski. Byłoby to z ogromną szkodą dla rynku pracy w Polsce, a przypomnę, że chodzi tu łącznie z kooperantami nawet o kilkanaście tysięcy miejsc pracy. W biznesie nie ma miejsca na sentymenty, tu liczą się wymierne korzyści i kto o tym nie pamięta i tego nie rozumie, nie dojrzał do zajmowania odpowiedzialnych stanowisk. Mając to na uwadze, obecny rząd powinien pilnować miejsc pracy i pomagać inwestorom, którzy je u nas tworzą, a nie działać przeciwko nim, a de facto na szkodę Polski i Polaków. Szkoda, że tego propolskiego myślenia brakuje.
Zakładając, że decyzja zostanie utrzymana, część śmigłowców przyleci do Polski w „walizce”, a część będzie montowana pod Łodzią, to co stanie się z takim zakładem po wyczerpaniu kontraktu? Tego problemu nie byłoby w przypadku wyboru śmigłowców produkowanych w Mielcu czy Świdniku…?
– Te zapowiedzi Francuzów i polskiego rządu o budowie fabryki to mity i sprzedawanie ułudy ludziom. To jest zwyczajnie nieprawda. Jeżeli cokolwiek miałoby powstać pod Łodzią, to ewentualnie montownia, gdzie będą łączone ze sobą odpowiednie podzespoły produkowane i sprowadzane z Francji. Każdy natomiast, kto twierdzi, że Francuzi w tak krótkim terminie wyznaczonym przez resort obrony na dostawę śmigłowców wybudują fabrykę pod Łodzią, wyraźnie nabija Polaków w butelkę. Nie ma takiej możliwości. Komu będzie się opłacało wybudować fabrykę do realizacji jednego kontraktu. Pytanie co potem z takim zakładem, przecież to nie jest pole uprawne, które po wykorzystaniu można zaorać. Dlatego wszystko, co w tej kwestii zostało powiedziane, było stworzone na potrzeby kampanii wyborczej i na potrzeby usprawiedliwienia decyzji o wyborze tego, a nie innego oferenta. Jest to nieładne, nieeleganckie, wprost obrzydliwe.
W tej sytuacji walczymy nie tylko o dobrej klasy śmigłowiec dla wojska, ale również o przyszły kształt polskiej gospodarki?
– I w tych kategoriach należy to rozpatrywać. Zawsze to podkreślałem i zdania nie zmienię: w tej chwili sprawa modernizacji polskiej armii to nie tylko gra o nowoczesność naszych Sił Zbrojnych i bezpieczeństwo naszego państwa, ale także jest to walka o przyszłość i rozwój naszego rodzimego przemysłu. Wszystkie inne kraje na świecie do tego celu wykorzystywały możliwe dostępne mechanizmy i warunki, które daje offset, wszystkie poza Polską. Jeżeli zaprzepaścimy tę szansę, to drugiej już nie otrzymamy. Nie możemy myśleć tylko o sobie i o interesach politycznych określonych elit politycznych, ale naszym obowiązkiem jest troska o Polskę i przyszłe pokolenia.