Najlepsze lekarstwo na „bul” nazywa się Duda
Poniedziałek, 25 maja 2015 (23:51)Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Co po niedzielnych wyborach zmieni się w Polsce?
– Wraz z wygraną Andrzeja Dudy Polska obiera kurs na normalność, gdzie patriotyzm, historia, szacunek do Narodu i jego obywateli nie są jedynie pustymi hasłami. Po latach „międolenia” i oszukiwania Polaków, po latach rządów ludzi, którzy za nic mają zdanie suwerena, jakim jest Naród, wszystko zaczyna wracać na właściwe miejsce.
W Pańskiej ocenie, co zaszkodziło Bronisławowi Komorowskiemu?
– Jeszcze niedawno ustępujący prezydent Komorowski miał ponad 70-procentowe poparcie, a Andrzej Duda startował z pułapu zaledwie 10 proc. Nicnierobienie, arogancja, buta prezydenta Komorowskiego i polityków Platformy Obywatelskiej różnego szczebla oraz bezczelność tzw. publicznych mediów, dziennikarzy czy celebrytów to wszystko razem przebrało czarę goryczy i Polacy postanowili postawić temu tamę i wystawić właściwą ocenę. Układ usiłował się bronić, ale okazał się bezsilny wobec woli Narodu. Jeśli bowiem chodzi o rodzaj ludzki, to dominują dwie więzi: pierwsza to więź między matką a dzieckiem, a druga to więź grupy ludzi, którzy – nazywając delikatnie – mają dużo do stracenia. Kolejna próba oszukania Narodu przez układ na szczęście się nie powiodła.
Z przemówienia Bronisława Komorowskiego można było wywnioskować, że wygrana Andrzeja Dudy oznacza utratę polskiej wolności. Czy przegrana uprawnia do tego typu tez bądź co bądź polityka, który przez 5 lat piastował najwyższy urząd w państwie?
– To słuszna uwaga. Można było odnieść wrażenie, że ten człowiek nie rozumie swojej klęski, mało tego - wciąż próbował dzielić społeczeństwo na dobrych i złych. Jeżeli do tego dodamy, że ustępujący prezydent nawołuje Naród poprzez pospolite ruszenie do walki, to jest to rzecz niebywała. Okazało się, że prezydent Komorowski, który w swojej kampanii wyborczej na sztandarach umieścił hasło „Zgoda i bezpieczeństwo”, nie nawołuje do zgody, do wzajemnego szacunku, nie mówi o bezpieczeństwie, wolności, ale kolejny raz próbuje mącić. To przemówienie, chyba przekonało ostatecznie wszystkich, że Naród w głosowaniu dokonał właściwego, słusznego wyboru i podjął mądrą decyzję.
Drzwi Pałacu Prezydenckiego będą otwarte dla wszelkich inicjatyw społecznych. Czy te słowa Andrzeja Dudy oznaczają porzucenie dotychczasowego stylu prezydentury?
– To, co w kampanii zapowiadał wybrany przez Naród prezydent Andrzej Duda, to nie są puste obietnice. Znam dobrze mojego przyjaciela Andrzeja Dudę i jestem przekonany o tym, że dotrzyma słowa. Według nowego prezydenta to Naród jest suwerenem i należy go słuchać. Dlatego w odróżnieniu od ostatnich pięciu lat żyrandolowej prezydentury następna kadencja prezydenta RP będzie czasem słuchania ludzi. Andrzej Duda zapowiedział zmianę Konstytucji, tak aby nie można już było odrzucić wniosku o referendum, pod którym podpis złoży milion obywateli. To inaczej niż w ostatnich latach, kiedy nawet ponad 2,5 miliona ludzi złożyło swoje podpisy pod wnioskiem o referendum chociażby w sprawie obniżenia wieku szkolnego dla sześciolatków, a prezydent nawet nie raczył spotkać się z rodzicami. Mało tego, w razie konfliktów czy protestów stawał po stronie rządu i nie raczył nawet wyjść do ludzi. Przy Kancelarii Prezydenta zostanie też uruchomione, zgodnie z deklaracją Andrzeja Dudy, Prezydenckie Biuro Pomocy Prawnej, a więc wsparcie dla ludzi pokrzywdzonych przez państwo. O tym, że prezydentura Andrzeja Dudy będzie prezydenturą otwartą, świadczy też fakt, że wczoraj wybrany przez Naród, dzisiaj wcześnie rano wyszedł do ludzi i przed stacją metra rozdawał udającym się do pracy mieszkańcom Warszawy kawę czy bułki. To inny styl, inna klasa polityczna, a wszystko wypływa z człowieczeństwa Andrzeja Dudy.
Wspomniał Pan wcześniej o tym, że na początku kampanii poparcie dla Bronisława Komorowskiego przekraczało 70 proc. Co zatem okazało się gwoździem do politycznej „trumny” i przegranej Komorowskiego?
– Te gwoździe Komorowski wbijał sobie przez całe minione pięć lat, wbijali je także jego współpracownicy, którzy u swojego szefa wyrobili wizerunek niemalże bóstwa, doskonałego, kochanego przez Naród prezydenta. Inna sprawa, że sam Komorowski w to uwierzył, co tylko świadczy o tym, że wpadł w samouwielbienie. Stąd uznał, że wystarczy mu być i reelekcja należy mu się niejako z urzędu. Kiedy zaś wyszedł do ludzi, okazało się, że zasłona spadła, że król jest nagi. Stąd nerwowe ruchy, niezadowolenie, co jeszcze bardziej prowadziło go do klęski wyborczej. Wyszło na to, że im więcej mówił, im bardziej się publicznie pokazywał, tym więcej notował wpadek, co z kolei oznaczało spadek poparcia. Podejrzewam, że gdyby prezydent Komorowski mówił mniej, to zostawiłby po sobie więcej szacunku w Narodzie. Kaszaloty i zachowanie podczas wizyty w Japonii czy chociażby suflerka dyktująca do ucha, co ma mówić ludziom, to tylko niektóre przykłady kompromitacji. Jeżeli chodziłoby o obywatela Bronisława Komorowskiego, to być może przeszłoby to bez echa, ale dramat polegał na tym, że ten człowiek przez pięć lat reprezentował Naród i Polskę. Okazało się też, że najlepsze lekarstwo na „bul” nazywa się Duda.
Ta tendencja, której efektem jest wynik wczorajszych wyborów, się utrzyma i czy Polacy dojrzeli do kolejnych zmian?
– Taka tendencja się utrzyma i wierzę, że na jesieni, w wyborach parlamentarnych prawica uzyska bezwzględną większość. To pozwoliłoby na samodzielne sprawowanie rządów i naprawę Polski. Na scenie politycznej pojawił się nowy podmiot i choć formalnie jeszcze nie ma kształtu, to są osoby, bardzo duża grupa ludzi skupionych wokół Pawła Kukiza, która oczekuje zmian. Sformalizowane tego podmiotu politycznego – moim zdaniem – doprowadzi do rozbicia Platformy tzw. Obywatelskiej, może też w niebyt polityczny odesłać tzw. Polskie Stronnictwo Ludowe.
Czy można się spodziewać zmian w PO i czy jeszcze przed wyborami nie nastąpi zmiana na stanowisku premiera?
– Nazwisko wicepremiera Tomasza Siemoniaka pojawia się już od jakiegoś czasu na politycznej giełdzie pretendentów do schedy po Donaldzie Tusku i Ewie Kopacz. Osobiście mam dość dobre zdanie, gdy chodzi o min. Siemoniaka, pytanie tylko, na ile uda mu się przebić przez rozgrywki frakcyjne, do których w PO z pewnością dojdzie. Była zapowiedź, że do końca tego roku w PO zostanie utrzymane status quo i szefową tego ugrupowania pozostanie Ewa Kopacz. Natomiast po tym, co się stało wczoraj, jedną z prób ratowania PO być może będą jakieś wewnętrzne wybory. Sądzę, że politycy tego ugrupowania prędko będą chcieli znaleźć winnego czy też winnych prezydenckiej klęski.
Jaką rolę widzi Pan dla Bronisława Komorowskiego. Czy jest on już politykiem przegranym?
– W mojej ocenie Bronisław Komorowski będzie teraz stałym gościem w Ruskiej Budzie i odejdzie w polityczny niebyt. Według mnie w życiu publicznym, politycznym dla odchodzącego prezydenta miejsca już nie ma.